czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 5

"Około 20.30 ktoś zadzwonił do drzwi. "Mama!" Krzyknęłam i pobiegłam otworzyć drzwi, a Jasiek poleciał tuż za mną. Otworzyłam drzwi znadzieją, że to moja mama. Jednak się zawiodłam. Byłam bardzo zdziwiona i przestraszona gdy w progu mojego mieszkania ujrzałam policje..."

-Dobry wieczór, pani Aleksandra Mostek?-zapytał jeden z policjantów
-Tak, to ja. A o co chodzi?
-Możemy wejść?-zapytał drugi policjant
-Tak, oczywiście.-spojrzałam się na Jasia, a następnie pokierowałam policjantów do salonu.
-Może lepiej niech pani usiądzie.-powiedział jeden z nich
-Dobrze, ale prosze powiedzieć o co chodzi.
-A więc pani mama miała wypadek.
-Jaki wypadek?-krzyknęłam przestraszona
-Jest w szpitalu?-dodał Jaś
-Nie. Niestety pani mama...nie żyje.
Nagle cały świat mi się zawalił. Poczułam jedną, wielką pustke. W pokoju nastała cisza. Jaś stał osłupiały i przyglądał się policjantom. Poczułam jak łzy ciekną mi po polikach. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Janek wtedy do mnie podszedł i mnie przytulił. Cisze przerwał jeden z policjantów.
-Czy ma pani skończone osiemnaście lat?-na te słowa spojrzałam na policjanta. Chciałam zostać u siebie w domu. Nie miałam zamiaru nigdzie jechać. No ale przecież nie mogłam ich okłamać.
-Nie, jeszcze nie. Mam siedemnaście lat.
-W takim razie przykro mi, ale musi pani z nami teraz pójść.
Nastała cisza. Jaś miał taką mine jakby o czymś rozmyślał.
-Ale nie trzeba! Ja jestem jej starszym bratem. I jestem pełnoletni.
Bardzo zaskoczyły mnie jego słowa. Ale musze przyznać, że pomysł miał dobry. Co prawda było ryzyko, że nie wypali, ale zawsze warto próbować.
-Prosze pokazać mi dowód.-poprosił policjant. A to pewnie dlatego, że Jasiek dość młodo wyglądał. Może i nawet na młodszego ode mnie. Wyciągnął dowód, podał policjantowi, a on go dokładnie prześledził.
-Widze, że ma pan inne nazwisko.
-Tak, tak. Ale to długa rodzinna historia.
-W takim razie prosze się dobrze opiekować siostrą. Nie jest pan opiekunem prawnym, ale to wszystko da się załatwić.-zwrócił się do Jasia, a potem spojrzał na mnie-Prosze się nie martwić. Wszystko będzie dobrze.-po tych słowach wyszli z mieszkania.
Janek został tej nocy u mnie. Wiedziałam, że moge na niego liczyć. Był wspaniałym przyjacielem.

*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*

Tydzień później było już po pogrzebie. Jaś przez ten cały czas mnie wspierał w tej trudnej dla mnie sytuacji. Był dla mnie jak prawdziwy brat. Długo jednak nie mogliśmy udawać rodzeństwa. Prędzej czy później wszystko by wyszło na jaw. Nie wiedziałam co mam robić. Po jakimś czasie rodzice Janka pomogli w sprzedaży mieszkania. Z mieszkać miałam u nich do czasu aż skończe 18 lat. Czyli niedługo bo urodziny miałam już w przyszłym miesiącu - listopadzie. Byłam za wszystko naprawdę wdzięczna Jankowi tak jak i jego rodzicom. Od śmierci mojej mamy byli dla mnie wszystkim. Nie było mi łatwo znieść tą sytuacje, ale dałam radę. Pogodziłam się szybko ze śmiercią mamy, może dlatego, że po śmierci taty wiele się nauczyłam. "Mieszkałam" w pokoju Martyny, siostry Jasia. Okazało się też, że ma brata. Niestety on studiował w Krakowie. Więc praktycznie przez cały czas był sam z rodzicami w domu.
_________________________________________________________________________
O to taki krótki, smutny rozdział. W zamian za to postaram się dzisiaj napisać jeszcze jeden trochę dłuższy rozdział. Dziękuje za wszystkie miłe komentarze tu i na asku. Czasem jak je czytam to chce mi się płakać ♥ Kochane z Was tępe pały! ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz