Hey! Mordki przepraszam Was bardzo, ale zastanawiam się nad zakończeniem bloga. Nie będę się tłumaczyć dlaczego, bo to raczej nie ważne. Ale ostateczną decyzję podejmiecie Wy! Zrobiłam ankietę, w której proszę o głosy. http://strawpoll.me/4393154
Jeśli zakończę to będzie po prostu koniec.
Jeśli mam zrobić coś takiego jak sezony, to przez jakiś czas była by przerwa i może potem bym wróciła. Nie wiem po jakim czasie, dlatego bardzo się boję, że przez to Was stracę. Już przez to, że rzadko są rozdziały Was tracę. Nie jest to dla mnie łatwe, bo poświęciłam na tego bloga mase czasu, zyskałam wspaniałych czytelników i spełniłam swoje marzenie. Szczerze mówiąc dostałam szansę, by lepiej rozwijać swoją pasje jaką jest pisanie i ciężko jest pogodzić obie "prace". Przepraszam i liczę na wyrozumiałość z Waszej strony. :)
poniedziałek, 18 maja 2015
Ważne info!!
sobota, 16 maja 2015
Rozdział 28
"Gdy kobieta opuściła szpital, usiadłam w holu na krzesełku pozostając sama ze swoimi myślami. Jak my teraz sobie poradzimy? Co teraz będzie? Na pewno nie wyprowadzimy się teraz. Musimy pomóc mamie Jaśka. I tak nieźle zniosła śmierć męża. Z rozmyśleń wyrwał mnie dotyk czyjejś ręki na ramieniu. Nerwowo się odwróciłam i ujrzałam..."
Nerwowo się odwróciłam i ujrzałam chłopaka, którego wcześniej potrąciłam. Odetchnęłam z ulgą, z powrotem się odwracając.
-Coś się stało?-do moich uszu dobiegł głos chłopaka. Przekręciłam głowę w jego stronę.
-Nie, nic. Nic prócz tego, że mój chłopak walczy o życie.-westchnęłam, przecierając oczy od łez
-A tobie nic nie jest? Przepraszam, że nawet się nie zatrzymałam, by ci pomóc.
-Nie, nic mi nie jest. Jak masz na imię?
-Aleksandra.-delikatnie się uśmiechnęłam. Lubię zawierać nowe znajomości.
-Ja jestem James.-chłopak podał mi dłoń, odwzajemniając uśmiech.
Przeniosłam wzrok z chłopaka na biegnącego w naszą stronę lekarza. Stanął zdyszany przed nami. Posłałam mu pytające spojrzenie, nie mając pojęcia o co chodzi.
-Pani Olu. Widziała gdzieś pani pana Janka?-wydusił z siebie zachrypniętym głosem.
-Jak to widziałam? Powinien być na sali.-zdenerwowałam się słysząc słowa mężczyzny.
-Nie chcę pani denerwować, ale muszę mówić prawdę. Pani chłopak zniknął. Nie ma go na sali.-mruknął drapiąc się nerwowo po głowie. Do moich oczu napłynęły łzy. Przetarłam oczy patrząc raz na James'a raz na lekarza.
-Zrobimy wszystko co w naszej mocy, by go odnaleźć. Zaraz zawiadomię policję.-mówiąc odszedł pozostawiając mnie samą z pare minut temu poznanym chłopakiem. Zalałam się cała łzami na myśl, że nie wiadomo co z Jasiem. Przecież on nie przeżyje bez opieki lekarzy.
-Wiem gdzie on może być.-szepnął po jakimś czasie chłopak siedzący obok. Rozszerzyłam oczy odwracając się w jego stronę. Skąd on, obcy człowiek może wiedzieć co się dzieje z moim chłopakim skoro ja nawet o tym nie wiem?
-Chodź ze mną.-szarpnął mnie za rękę, ciągnąc za sobą. Nie miałam pojęcia co o tym myśleć. Nie sądze, że to przypadek.
Jechaliśmy około pół godziny leśną drogą. Na nic zdały się moje błagania i prośby o wyjaśnienie. James mówił, że później mi to wyjaśni. W końcu wysiedliśmy przy starych, zniszczonych magazynach. Stanęłam wryta patrząc się na budynek. Miałam już mętlik w głowie. Niepewnie weszłam do środka za chłopakiem. Przeszliśmy przez długi korytarz, zatrzymując się w sporym pomieszczeniu. Ujrzałam tam Jasia przypiętego do wózka inwalidzkiego. Był w bardzo ciężkim stanie. Od razu do niego podbiegłam, przytulając go i próbując wydostać z tego okropnego miejsca.
-Pobiegnę po pomoc!-krzyknęłam odwracając się i kierując w stronę wyjścia.
-A ty do kąd?-do moich uszu dobiegł śmiech chłopaka, z którym tu przyjechałam. Gdy ujrzałam w jego dłoni broń, krzycząc zawróciłam się próbując znaleźć inne wyjście. Przeszkodził mi w tym drugi mężczyzna, który niespodziewanie wszedł drugim wejściem do hali. Zaczęłam głośno szlochać gdy zauważyłam, że także jest wyposażony w broń. Stanęłam w miejscu, opierając się o ścianę i próbując uspokoić.
-Czego chcecie?-wychlipiałam patrząc pokolei na obu z nich.
-Zemsty.-mruknął z chytrym uśmieszkiem na twarzy jeden z nich. Spojrzałam się na niego pytająco, na co się tylko zaśmiał.
-Twój niedoszły szwagier narobił sobie długów i problemów. A wy niestety musicie je spłacić.-powiedział bawiąc się w dłoni bronią.
-Jak to szwagie? Jakie długi?-jeknęłam zestresowana, nie mając pojęcia co robić. Byłam w totalnej rozsypce.
-Kiedyś na pewno doszło by między wami do ślubu. Ale nie dojdzie.-przeniósł wzrok ze mnie na ledwo oddychającego Jasia.
-Zrób coś! On się dusi!-nie zwracając uwagi na uzbrojonych mężczyzn zaczęłam biec w stronę mojego chłopaka.
-W takim razie skrócę mu cierpienie.-po tych słowach usłyszałam jedynie głośny strzał, a po chwili ujrzałam wielką kałużę krwi w okół Jasia.
-Nie! Jasieeek!-wydarłam się na całą hale, przyśpieszając tępa. Przyklęknęłam obok chłopaka próbując zatamować krew. Nawet nie zauważyłam kiedy obaj mordercy opuścili magazyny. Upadłam na brudną ziemię krzycząc i łapiąc się za głowę, kiedy zdałam sobie sprawę, że Jasiek...Jasiek nie żyje.
Otworzyłam oczy ciężko dysząc. Po chwili w dużym białym pomieszczeniu pojawiło się pełno ludzi także ubranych na biało. Obserwowałam co się dzieje dookoła, próbując opanować nerwy.
-Ciii, spokojnie. Jestem lekarzem, zaraz ci pomorzemy.-do moich uszu dobiegł głos jakiegoś mężczyzny.
Próbowałam połączyć fakty. Miałam w głowie totalny mętlik. Nie potrafiłam nic sobie przypomnieć. Nic prócz Jasia, spędzonych z nim chwil, śmierci ojca, a potem mamy, przeprowadzki.
Po około piętnastu minutach lekarze opuścili salę, a do niej weszła szczupła i wysoka kobieta.
-Witaj skarbie.-szepnęła przez łzy, kładąc swoją dłoń na mojej. Spojrzałam się na nią dziwnie, nie mając pojęcia kim jest.
-Pamiętasz mnie? Jestem twoją mamą. A tam stoi tata.-zaszlochała cicho, uśkiechając się i wskazując ręką na szybę, za którą stał również wysoki mężczyzna.
-Mama?-szepnęłam. Miałam problem z mówieniem i poruszaniem się. Kompletnie nic nie kojarzyłam. Przecież moi rodzice nie żyją, a ja mieszkam z Jasiem. Znaczy mieszkałam...
-Tak, tak skarbie. To ja.-po policzkach kobiety poleciały łzy.
-Ale, ale ty przecież nie żyjesz.-powiedziałam cicho, na co ona rozszerzyła oczy.
-Tata też nie żyje.-dodałam patrząc na szybę.
-Nie słoneczko. To musiał być zły sen, koszmar. Byłaś w śpiączce przez wiele miesięcy, prawie rok. Opiekowaliśmy się tobą najpierwnw szpitalu, a potem zabraliśmy cię do domu. Jakiś czas temu wróciłaś do szpitala, ponieważ lekarze uznali, że twój stan się pogarsza. Każdego dnia czekaliśmy aż się obudzisz, aż w końcu się doczekaliśmy. Przez cały czas pomagał nam chłopak, który cię uratował.
-Uratował?-spytałam, nie mając pojęcia o co chodzi.
-Tak, uratował. W wakacje byliśmy nad morzem. Wypłynęłaś za daleko i zaczęłaś się topić. Na szczęście na ratunek ruszył ci młody chłopak. Przez cały czas był z nami, tyle miesięcy. Musisz go koniecznie poznać.-przeniosła na chwilę wrok ze mnie na szybę, za którą teraz stało dwóch mężczyzn.
-O spójrz! Przyszedł, to on.-Spojrzałam niedowierzając na chłopaka. Nagle wszystkie wspomnienia powróciły. Przypomniał mi się ten dzień na plaży i wszystkie zdarzenia, które okazały się snem. Z moich oczu wyleciał strumień łez. To był mój chłopak. Mój chłopak ze snu. To mój Jaś.
_____________________________________________________
Hey misiaki! I tym oto akcentem kończymy naszą historię Janka i Oli. Nie takiego zakończenia się spodziewaliście, prawda?
Teraz szczerze mówiąc chce mi się płakać. Zapewne przepłaczę pół nocy gdyż jestem bardzo wrażliwa i będę przeżywała zakończenie bloga oraz to w jaki sposób się zakończył. Od samiutkiego początku wiedziałam, że tak właśnie go zakończę. Było to zaplanowane, ale myślałam, że ta chwila nie nadejdzie tak szybko.
Dziękuję Wam za te już prawie 15 000 wyświetleń, wszystkie komentarze, pytania na asku, rozmowy na fb! ♥ Dzięki Wam spełniło się jedno z moich największych marzeń. I już pisząc to się rozkleiłam... :)
Nie łatwo jest mi to kończyć, bo bardzo długo na to pracowałam, ale sytuacja niestety tego wymaga.
I obiecuję Wam, że jeszcze kiedyś wrócę. Możliwe, że pod nową postacią, z czymś zupełnie nowym, innym, wle wrócę! ♥ Obiecuję! ♥
I mega serdecznie jeszcze raz Wam za wszystko dziękuję! ♥ Gdybyście widzieli jakim wielkim jesteście dla mnie wsparciem. Zawsze gdy jestem w ciężkiej sytuacji czytam wasze komentarze. Od razu poprawia mi się humor.
Proszę jeszcze byście pod tym postem pozostawili po sobie jakiś ślad, komentarz. Bardzo mi na tym zależy. To zapewne Wasz ostatni komentarz na tym blogu. Pokażcie ile Was było! ♥♥♥
No więc dłużej się nie rozpisując to po prostu koniec.
POZDRAWIAM I DZIĘKUJĘ! ♥♥♥ Żegnajcie. Papa ;* :'(
Ps. Będę tęsknić.
środa, 6 maja 2015
Rozdział 27
"Nagle drzwi od sali, na którą przewieźli Jaśka otworzyły się. Już w progu poznałam lekarza. Podszedł bliżej i próbował coś powiedzieć. Miał minę, zachowywał się jakby ktoś...umarł..."
Wypałałam wzrokiem dziurę w twarzy lekarza, oczekując na jakąkolwiek reakcję z jego strony.
-Co jest do cholery?-warknęłam na lekarza, nie potrafiąc już opanować emocji. Mama Janka spojrzała na mnie nie dowierzając. Nie dziwię się jej. To nie w moim stylu tak się odzywać, ale to napięcie, emocje. Poprawiłam ręką włosy, czując się głupio.
-Przepraszam.-szepnęłam patrząc raz na lekarza, raz na mame Janka i jego siostrę.
-Nic się nie stało. Rozumiem. Denerwuje się pani, ale nie ma do tego powodów.-powiedział lekarz delikatnie się uśmiechając.
-Czyli? Jasiu żyje, prawda?-wyjąkała Martyna z iskrą nadziei w oczach. Dobrze wszyscy wiedzieliśmy, że tak będzie. A przynajmniej ja nie przyjmowałam do siebie innego przebiegu zdarzeń.
-Tak. Nie było łatwo, ale się udało. Stan pana Jana jest już stabilny, ale nie zmienia to faktu, że musi być pod stałą kontrolą lekarzy.-odetchnęłam z ulgą na dobre wieści. Usiadłam na jednym z krzesełek, łapiąc się za głowę.
-Boże...ale pan mnie przestraszył. Jak wyszedł pan z tej sali to wyglądł tak, jakby stało się najgorsze.-mężczyzna zaczął się cicho śmiać. Nie rozumiem lekarzy...
-Przepraszam. To tylko zmęczenie. Tak jak wspomniałem nie było łatwo.-zaśmiał się, jednak szybko z powrotem z poważniał.
*2 dni później*
-Witaj skarbie. Przyniosłam ci twoją ulubioną książkę. Jak się obudzisz to poczytasz. Chyba, że ja mam ci poczytać.-zwróciłam się do chłopaka "przykłutego" do łóżka, wchodząc do sali szpitalnej. Martyna próbuje wmówić mi, że robie z siebie idiotkę gadając sama do siebie. Ale ja nie gadam sama do siebie, tylko do Jasia. Ja wiem, że on mnie słucha. I że "rozmowa" pomoże mu się szybciej wybudzić. Bo niby dlaczego jego stan się wtedy pogorszył, jak nie dlatego, że się dowiedział o śmierci ojca? Żałuję tylko, że nie mógł być z nami na pogrzebie. Piękna, a zarazem smutna uroczystość. Miał naprawdę godny podziwu pogrzeb.
Usiadłam na taborecie przy łóżku, otwierając książkę i ją czytając. Nieźle się w nią wciągnęłam, gdyż czytałam prawie godzinę. Gardło mi na dłużej nie pozwoliło, bo oczywiście czytałam na głos. Zamknęłam książkę, wstałam i zaczęłam się rozglądać za moją torebke. Przeleciałam wzrokiem przez każdy kąt sali i Jasia mrugającego oczami. Właśnie! Jasia mrugającego oczami! Trochę mi zajęło zanim sobie to uświadomiłam. Z powrotem usiadłam a krześle, kładąc swoją dłoń na jego.
-Tęskniłam.-powiedziałam przez łzy szczęścia. Zauważyłam, że Jasiek próbował coś powiedzieć, ale nie bardzo mu to wychodziło. Zresztą się nie dziwie.
-Nic nie mów. Odpoczywaj.-uśmiechnęłam się pod nosem, a z moich oczu wypłynął strumień łez. Posiedziałam jeszcze chwilkę i wyszłam na korytarz, by zawołać lekarza. Biegłam najszybciej jak mogłam. Nie chciałam, by Jaś był długo sam. Moja niezdarność ukazała się akurat w najmniej odpowiednim momencie. Potknęłam się o własne nogi i poleciałam na idącego na przeciw chłopaka. Przyznam, że miałam miękkie lądowanie. Niestety on nie. Podniosłam się szybko i odbiegłam rzucając szybkie "sory". Chłopak nawet nie zdążył wstać z podłogi więc nie wiem czy mu się coś stało czy nie. A jak już to jest w szpitalu, ma tu wielu dobrych lekarzy. Którym zawdzięczam życie Janka.
-Olcia chodź do domu. Nie możesz tu wiecznie siedzieć.-zauważyłam mama Janka, która przyszła do szpitala około godzinę po jego przebudzniu się.
-A właśnie, że mogę. Przepraszam, ale teraz nie zostawię go samego. Nie teraz gdy się obudził. Muszę być przy nim.
-No już dobrze. Pozwól, że ja pójdę. Jutro trzeba wrócić do pracy. W końcu ktoś w tym domu musi zarabiać.
-Oczywiście. I obiecuję, że niedługo znajdę prace i pomogę.
-Nie, nie trzeba. Nie chciałam byś tego tak odebrała.
Gdy kobieta opuściła szpital, usiadłam w holu na krzesełku pozostając sama ze swoimi myślami. Jak my teraz sobie poradzimy? Co teraz będzie? Na pewno nie wyprowadzimy się teraz. Musimy pomóc mamie Jaśka. I tak nieźle zniosła śmierć męża. Z rozmyśleń wyrwał mnie dotyk czyjejś ręki na ramieniu. Nerwowo się odwróciłam i ujrzałam...
______________________________________________________________
Hejo! Takie krótkie info:
W maju rozdziały będą mniej więcej co 2-3 dni. A w przyszłym tygodniu rozdziału niestety w ogóle nie będzie. Wybaczcie, ale mam tygodniową wycieczke klasową do Warszawy. Piszcie w komentarzach..yy..no..co tam chcecie :")
Ask: ask.fm/ralinaska
czwartek, 30 kwietnia 2015
Rozdział 26
-Proszę. Pani wypis.-pielęgniarka podała mi kartkę z moim wypisem ze szpitala. W końcu! Tyle leżeć...teraz ledwo chodzę. Włożyłam kartkę do torebki i ruszyłam w kręte korytarze w celu odnalezienia lekarza, który zajmuje się moim chłopakiem. Niestety mój plan nie doszedł do skutku. Teraz próbowałam znaleźć kogokolwiek kto wskarze mi drogę do sali, w której leży Janek. Po pięciu minutach chrzątania się po szpitalu natknęłam się na pielęgniarke, która często do mnie przychodziła z lekami, jedzeniem. Zaprowadziła mnie w zupełnie inną część budynku. Wytłumaczyła mi, że tam są sale operacyjne i takie z osobami w ciężkim stanie. Zbladłam na tą wiadomość, pomimo że i tak wiedziałam, że z Jasiem nienajlepiej. Kobieta mi podała specjalny "szlafrok", bez którego nie mogłam tam wejść. Od wielu dni go nie widziałam. Lekarze nie chcieli mnie tam wpuścić ani w ogóle wstawać. Mówili, że mam się nie przemęczać i odpoczywać. Ale czy przejście przez szpitalny korytarz to taki duży wysiłek? Weszłam do sali i na widok Jasia poprzyczepianego do miliona przeróżnych rurek i urządzeń zrobiło mi się słabo. Wygląda to masakrycznie. Podeszłam bliżej i usiadłam na taborecie stojącym przy łóżku. Poczułam słony smak łez spływających po moich policzkach. Nigdy nie brakowało mi go bardziej niż teraz. Było tak pięknie i nagle cały świat się zawalił. Jaś, podpalenie, oskarżenie Huberta, problem z Filipem i Martyną. W sali panowała cisza. Dało się tylko usłyszeć pikanie urządzeń, do których był podłączony Jasiek. Spojrzałam na jego bladą twarz przepełnioną smutkiem. A przynajmniej takie miałam wrażenie. Otarłam łzy i położyłam swoją dłoń na jego, do której także były przyczepione przeróżne żyłki. Mimowolnie zaczęłam na głos opowiadać o przeróżnych zdarzeniach, problemach, o wszystkim. Om mnie na pewno słucha. Tylko nie może odpowiedzieć.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy? Wtedy w sklepie...nigdy bym nie pomyślała, że się zaprzyjaźnimy, że wyjdzie z tego coś więcej, że u ciebie zamieszkam. Ale teraz cieszę się, że na mnie wpadłeś. Przepraszam za to, że wyzwałam cię wtedy od barana. Dzięki tobie jeszcze tu jestem. To ty wyciągnąłeś mnie z traumy po śmierci taty, a potem po śmierci mamy. Gdyby nie ty nie poradziłabym wtedy sobie. Ona była jedyną mi bliską osobą. Zaopiekowałeś się mną i przyjąłeś pod swój dach. Jestem tak samo wdzięczna twoim rodzicom, którzy się na to zgodzili. Byłeś przy mnie przez cały czas. Nawet wtedy gdy cię obrażałam i nie słuchałam. Gdy się buntowałam i uciekałam. Proszę, nie rób mi tego. Nie zostawiaj mnie.-mówiłam przez łzy. Ledwo wypowiadałam słowa.
-Ani mnie.-gwałtownie się odwróciłam gdy usłyszałam głos jakiejś kobiety. Ujrzałam zapłakaną mame Jasia. Podeszła bliżej i bez słowa się we mnie wtuliła. Najwyraźniej tego potrzebowała, ja też. Widziałam w jej oczach smutek i przerażenie spowodowane stanem Jasia. Te rurki i urządzenia najwyraźniej nie przerażały tylko mnie.
-Pięknie to powiedziałaś. Ja też ci dziękuję za to, że z nami jesteś.-zwróciła się do mnie po czym ocierając łzy spojrzała na Jasia. Nabrała do ust powietrza i powiedziała coś czego się zupełnie nie spodziewałam.
-Twój tata nieżyje.-powiedziała szybko na jedym tchu. Do moich oczu napłynęły łzy. Po chwili przerodziło się to w cichy płacz. Nie znałam go bardzo dobrze, ale to człowiek, który dał mi dom, rodzinę, ciepło. To mi wystarczyło, by uznać go za dobrego człowieka. Nagle po pomieszczeniu rozległo się szybkie i głośne pikanie jednego z urządzeń. Wpadłam w panike i histerie. Nie wiedziałam co robić. Mama Janka chociaż zachowała spokój i już miała biec po jakiegoś lekarza gdy nagle do sali wbiegł jeden z nich i nas wyprosił, a sam zwołał innych pracowników szpitala.
Siedziałyśmy w ciszy na korytarzu. Jedynie co jakiś czas słychać było moje pociąganie od płaczu nosem. Każda minuta była długa jak godzina. Czas się niesamowicie przeciągał. To okropne uczucie, ten czas oczekiwania aż lekarz wyjdzie i cokolwiek powie. Najgorsze jest to, że nie wiem co tam się teraz dzieje. Gdy usłyszałam czyjeś kroki podniosłam głowę z nadzieją, że to lekarz z dobrymi wiadomościami. Rozczarowałam się gdy zamiast niego ujrzałam Martynę. Usiadła koło mnie i mocno przytuliła. Z jej oczu poleciały łzy.
-Wiesz?-wystękałam. Miałam na myśli śmierć jej ojca.
-Wiem.-szpnęła zapewne domyślając się o co mi chodzi.
Nagle drzwi od sali, na którą przewieźli Jaśka otworzyły się. Już w progu poznałam lekarza. Podszedł bliżej i próbował coś powiedzieć. Miał minę, zachowywał się jakby ktoś...umarł...
___________________________________________________________
Hey! Mamy nowy, taki smutny rozdział. Jak sobie to wszystko wyobrażam... Nie chciałabym być na miejscu Oli. :/ Jeśli chcecie dowiedzieć się co się stanie dalej komentujcie, a pojawi się następny rozdział! ;)
Ask:
ask.fm/ralinaska
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdział 25
"-Pan Jan jest w bardzo ciężkim stanie. Znaleźliśmy go w rowie tuż obok miejsca wypadku. Długo tam leżał ranny, bez pomocy przez co też jego temperatura ciała sporo spadła. Teraz musimy zadbać o to, by doprowadzić go do stanu stabilnego. Robimy wszystko co w naszej mocy. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze. Niech się pani nie martwi. Zajmiemy się nim.-lekarz wyszedł z sali, a z moich oczu ponownie wylał się strumień łez. Przed chwilą były to łzy szczęścia, teraz jednak są to łzy smutku."
Minęły już dwa dni. Dwa dni smutku, z każdą nadchodzącą chwilą coraz większego. Ja niedługo dostanę wypis ze szpitala, a Jaś? Jaś śpi... Śpi całymi dniami i nocami. A ja teraz marzę tylko o tym, by się obudził. Obudził i mnie przytulił. Potrzebuję jego ciepła, jego miłości, potrzebuję po prostu jego obecności. Nagle drzwi od sali się otworzyły. Nie zwróciłam na to uwagi. Byłam pewna, że to lekarz z kolejnymi złymy informacjami.
-Cześć.-usłyszałam męski znany mi głos. Nie był to jednak żaden z lekarzy. Podniosłam głowę i ujrzałam Filipa. Zupełnie się jego nie spodziewałam. Nigdy bym nie pomyślała, że przyjdzie do mnie do szpitala. Zresztą skąd on wie o moim pobycie tutaj? Od dawna nie utrzymujemy ze sobą kontaktów.
-Czego chcesz?-fuknęłam w jego stronę. Ja nie zapominam tak szybko o takich ludziach. Zaufałam mu, a on mnie zranił.
-Możemy porozmawiać?-stał w miejscu z rękami założonymi do tyłu. Patrzył się tak, że pomimo niechęci, którą do niego czułam musiałam się zgodzić.
-Jeśli to konieczne?-odwróciłam głowę w drugą stronę. Słyszałam jedynie jego coraz głośniejsze kroki. Oznaczało to, że podszedł bliżej. Chwilę później do moich uszu dobiegł odgłos przesuwającego się krzesła.
-Słyszałem, że jesteście z Jankiem parą, to prawda?-zaczął niepewnie. Zazwyczaj był odważny i pewny siebie. Dzisiaj był jednak inny. Nie wiem do czego tym zmierzał. Jaki cel ma to pytanie i skąd o tym wie? Odwróciłam się do niego i posłałam dość dziwne spojrzenie marszcząc przy tym brwi. Moją uwagę przykuł bukiet pięknych, czerwonych róż. Przeniosłam wzrok ponownie na chłopaka i powiedziałam całą prawdę z dumą w głosie.
-Tak, to prawda.-siedział przez chwilę cicho jakby zastanawiał się co powiedzieć.
-Ale my jesteśmy nadal przyjaciółmi. Nic się nie zmieniło?
-Dokładnie, nic się nie zmieniło. Nigdy nie byliśmy ani nie jesteśmy przyjaciółmi.-powiedziałam z wyrzutem w głosie. Sarkastycznie się uśmiechnęłam i odwróciłam do chłopaka plecami.
-Ale...jak to? Ja cię za wszystko przepraszam. Wszystko mogę naprawić, ale proszę nie zostawiaj mnie samego.
-Całe życie byłeś sam. I dawałeś sobie rade, o ile można to tak nazwać.-burknęłam pod nosem.
-Nie dawałem. Zachowywałem się tak właśnie przez tą samotność. Ale teraz się zmieniłem. Dzięki tobie wiele zrozumiałem i dotarło do mnie co robiłem. Proszę cię, wybacz mi. Pomogłem ci gdy uciekałaś od Jana, teraz ty mi pomóż.-ostatnie zdanie nie było potrzebne. Tylko mnie bardziej rozzłościł. Będzie mi teraz wytykał "swoją dobroć"? Nagle drzwi się otworzyły. Odwróciłam się, by zobaczyć kogo tutaj niesie. Już w progu poznałam Martynę. Miała ze sobą dwie spore siatki. Tak jak bym miała tu jeszcze miesiąc leżeć.
-Hej Olcia. Przyniosłam ci trochę owoców, warzyw, jogurt i...-wymieniała wszystko pokolei kładąc produkty na półce gdy nagle się zatrzymała. Stała jak słup soli i wpatrywała się w Filipa.-Co ty tu gnoju robisz? Jeszcze ci mało? Wystarczy, że mi w życiu namieszałeś! Spieprzaj stąd!-zaczęła krzyczceć, a ja nie miałam pojęcia o co chodzi. Przecież Martyna nie wie o historii z Filipem. I jej słowa "Wystarczy, że mi w życiu namieszałeś".
Ale ja...-próbował się bronić, lecz na marne. Martyna to silna i odważna kobieta. Jak się wkurzy to nie jest z nią łatwo. Po tym jaka była wściekła wiedziałam, że mu nie odpuści.
-Wynoś się!-krzykneła wskazując ręką na drzwi.
-Znasz go?-zapytałam gdy chłopak wyszedł z sali.
-Znam.-odpowiedziała nerwowo. To pewne, że coś jest nie tak. Gdy go zobaczyła wpadła w jakąś furie. Nigdy jej takiej nie widziałam.
-Skąd?
-Kiedyś ci opowiem. To długa historia, a ty teraz potrzebujesz odpoczynku, a nie żalącej się mnie.
-Nie mów tak. Jak chcesz możemy teraz o tym porozmawiać. Mam czas, przecież nigdzie się stąd nie rusze. A znam go ze szkoły. Chodziliśmy do jednej klasy.
-Uważaj na niego. Proszę lepiej się z nim nie zadawaj. Nie chcę, by ktoś cię skrzywdził.-w jej oczach łatwo było dostrzec łzy. Widzę, że nie jest to dla niej łatwe więc nie będę naciskać. Opowie mi o tym jak będzie chciała. Postanowiłam też nie wchodzić w szczegóły znajomości mojej i Filipa. Znajomi ze szkoły-teraz to wystarczy.
________________________________________________________________
Eloo! Po dłuższej przerwie mamy kolejny rozdział ^^ I obiecuję, że teraz będą już REGULARNIE i DŁUŻSZE!! :)) (ten rozdział się jeszcze zalicza do tych krótszych :<< )
Zapraszam na aska ;) ask.fm/ralinaska
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Rozdział 24
"-Doszły do nas informacje, że ktoś z panią jechał.-stwierdził lekarz.
-Tak, to prawda.
-Niestety na miejscu wypadku znaleźliśmy tylko panią.
-Tylko mnie? Ale...-mężczyzna nie pozwolił mi już skończyć.
-Mówiłem, by pani się nie martwiła. Wszystko będzie dobrze. Wysłaliśmy już tam odpowiednie służby.-z moich oczu wypłynęła kolejna fala łez."
To uczucie gdy nie wiem co się dzieje z osobą, na której mi tak zależy. Teraz przypomniał mi się film o życiu Anny German. Mam tak samo przekichane życie jak ona, nawet imiona mamy te same. Przypadek? Raz jest lepiej, raz gorzej. Tyle, że w moim przypadku to nie ja zaginęłam, lecz mój Jaś. Minuty teraz leciały mi jak godziny. Każda chwila była chwilą, w której mogły nadejść nowe informacje o Jaśku. W sali panowała potworna cisza. We znaki dawało się jedynie tykanie zegara wiszącego na ścianie. Rzuciłam na niego okiem, po osiemnastej. Właśnie próbowałam się przekręcić na drugi bok kiedy nagle do sali weszła Martyna. Nie mogłam już dłużej wytrzymać leżąc na plecach, ale też nie mogłam nic na to poradzić. Przemierzyłam dokładnie wzrokiem dziewczynę. Podeszła bliżej i usiadła na taborecie.
-Hej Olu. Jak się czujesz?-zapytała z troską w głosie. Łatwo było zauważyć, że coś ja gnębi. Mój stan zdrowia? Zaginięcie Jasia? A może pożar? Właśnie, pożar. Znowu?
-Gorzej być chyba nie może.-westchnęłam-A powiedz mi i co chodzi z tym pożarem.
-Już wszystko dobrze, ale są wielkie straty. Między innymi nowo wyremontowana kuchnia. I przed chwilą byłam na komendzie, mieli dla nas ważną informację.-tutaj Martyna się zatrzymała. Jej oczy jeszcze bardziej posmutniały. Było widać, że się bardzo denerwuje.
-Jaką?
-To było podpalenie.-powiedziała na jedym tchu.
-No proszę, jednak może być gorzej.
-Ale to nie wszystko... Aresztowali Huberta, jest głównym podejrzanym.
-Jeszcze lepiej... Ale jak to możliwe? Co to za sens podapalać własne mieszkanie? Co prawda Hubert bywa nieznośny, ale nie wierzę w to, że mógłby zrobić coś takiego!
-Też nie wierzę. Ale oni uważają, że zrobił to dla odszkodowania. Dom jest ubezpieczony.
-Nie jest! Jasiek wypłacił te pieniądze po porzednim pożarze! I Hubert raczej o tym wiedział. Więc dlaczego akurat jego o to oskarżyli?
-On miał w przeszłości problemy z prawem. Rozboje, napady, narkotyki. Na takiego najlepiej wszystko zwalić.
-Ja, nie wiedziałam. Nikt mi wcześniej o tym nie powiedział.
-Może dlatego, że jest to wielką tajemnicą. Rodzice nawet o tym nie wiedzą. Hubert był już wtedy dorosły więc obyło się bez powiadamiania ich o wszystkim.
-Rozumiem, na pewno ciężko, by to znieśli. Nie musisz się o to martwić, nikomu nie powiem.-delikatnie się uśmiechnęłam, a ona go odwzajemniła. Nagle do sali wszedł mój lekarz.
-Witam panią. Jak samo poczucie?-uśmiechnał się szeroko. Jemu pewnie się w życiu układa. Jako lekarz dużo zarabia, rodzine pewnie też ma, tylko zazdrościć.
-Gorzej niż teraz chyba być nie może.-mruknęłam pod nosem nie zwracając większej uwagi na mężczyzne.
-Leki nie pomagają?
-Pomagają, ale nie o to tu chodzi. Mam namyśli Janka, moje życie...
-No to proszę się tak już tym nie przejmować, bo mam dla pani dobrą wiadomość.-spojrzałam się na niego pytająco-Odnaleźliśmy pani chłopaka. Jest już u nas na oddziale.-na te wieści z wrażenia pomimo bólu podniosłam się do pozycji siedzącej, ciągnąc za sobą wszystkie przypięte do mnie kable. Martyna zareagowała podobnie. Zerwała się z taboretu i stanęła obok lekarza patrząc na niego wzrokiem mówiącym "Co z nim? Mogę go odwiedzić?".
-Naprawdę? To świetnie! Kiedy będę mogła go zobaczyć?
-Na razie zarówno pani i jak pan Jan musicie odpoczywać. Więc z wizytą jeszcze trochę poczekajmy. Ale oprócz tej dobrej wiadomości mam jeszcze jedną, niestety złą.-spojrzałyśmy się z Martyną na siebie, a potem obie na lekarza.-Pan Jan jest w bardzo ciężkim stanie. Znaleźliśmy go w rowie tuż obok miejsca wypadku. Długo tam leżał ranny, bez pomocy przez co też jego temperatura ciała sporo spadła. Teraz musimy zadbać o to, by doprowadzić go do stanu stabilnego. Robimy wszystko co w naszej mocy. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze. Niech się pani nie martwi. Zajmiemy się nim.-lekarz wyszedł z sali, a z mojch oczu ponownie wylał się strumień łez. Przed chwilą były to łzy szczęścia, teraz jednak są to łzy smutku.
______________________________________________________________
Przedstawiam Wam rozdział 24! ;D Piszcie co tam o nim myślicie. I pamiętajcie, że nic tak nie motywuje jak komentarze! ♥
*Anna German - polska piosenkarka i kompozytorka, aktorka, z wykształcenia geolog W 1967 r. wracając z koncertu we Włoszech, uległa wypadkowi samochodowemu na Autostradzie Słońca. Powracała do zdrowia przez trzy lata. Podczas rekonwalescencji napisała książkę biograficzną pt. Wróć do Sorrento?, w której wspominała swoją karierę oraz pracę artystyczną we Włoszech W połowie lat 70. wykryto u niej chorobę nowotworową. Jesienią 1980 r. po powrocie z koncertów w Australii nastąpił nawrót choroby zdiagnozowanej jako mięsak kości. Będąc w zaawansowanym stadium choroby komponowała psalmy i pieśni poświęcone Bogu.
Na internecie także możecie obejrzeć film o jej życiu.
Więcej infofmacji na ten temat: http://pl.m.wikipedia.org/wiki/Anna_German
niedziela, 19 kwietnia 2015
Liebster Blog Award
Hey! Dzisiaj coś innego, ponieważ zostałam nominowana do Libster Blog Award! :) Zostałam nominowana przez:
http://whymejdabrowsky.blogspot.com/2015/04/liebster-blog-award.html#comment-form
Bardzo dziękuję! To naprawdę miłe uczucie gdy wiem, że ktoś akurat o mnie pomyślał i mnie nminował. ♥
1.Ile masz lat?
Mam 13 lat :)
2.Czy masz jakąś rzecz związaną ze swoim ulubionym Yotuberem?
Jeśli chodzi o rzeczy materialne to JESZCZE nie. Moim ulubionym Youtuberem jest oczywiście Jan Dąbrowski i w czwartek zamówiłam w jego sklepie bluze i koszulke. Teraz tylko czekam na przesyłkę. ♥
3.Od kiedy piszesz swój blog?
Od 1 marca :) Dopiero teraz skapnęłam się, że to już ponad miesiąc! ;D
4.Czy masz jakieś zwierzątko?
Mam psa. Jest to dość spory kundelek. Ma czarną sierść, jedynie łapki i oklapnięte uszy są rude. :)
5.Człowiek, którego podziwiasz? (opisz pokrótce za co)
To samo co w punkcie 7 :)
6.Twój największy życiowy sukces?
I tutaj mam problem, bo nie wiem co jest moim największym sukcesem życiowym. Ciężko jest mi to stwierdzić gdyż trochę ich odniosłam. Choćby nawet ten blog. Zawsze chciałam prowadzić bloga. Nie wiedziałam jedynie nigdy o czym on ma być. :') To nie jest mój pierwszy blog, ponieważ gdy jeszcze nie byłam firanką założyłam bloga z opowiadaniem (nie o Jasiu, o ile dobrze pamiętam o dziewczynie co miała na imię Emi), ale niestety nie znałam się wtedy jeszcze dobrze na tym wszystkim i nie potrafiłam rozpowszechnić bloga. I tak jakoś nic z tego nie wyszło. Ale ciesze się, że chociaż na tym blogu odniosłam mały sukces. A bez Was, by się nie udało. Dziękuję. ♥
A co do innych sukcesów to może zawody siatkówki, biegania :) Ostatnio zdobyłam drugie miejsce w województwie w siatkówce, a 30 kwietnia mam zawody biegowe :)
7.Za co lubisz swojego ulubionego Yotubera?
Za dobry kontakt z widzami, za to co robi, a w szczególności za to jak to robi. Z pasją, sercem, widać, że robi to co lubi. Jest człowiekiem o wielkim poczuciu humoru, ale potrafi zatrzymać powage w danej sytuacji. I tak mogłabym wiekami wymieniać. Kocham go po prostu za wszystko! ♥
8.Jaki jest twój styl ubierania?
Nie mam niestety swojego stylu ubierania. Ubieram się po prostu w to co mi się spodoba. I naprawdę ciężko jest określić mój styl, bo codziennie wyglądam inaczej. Często zdarza mi się ubierać w barwy, które odzwierciedlają mój humor. Gdy jestem ubrana cała na czarno, koleżanki już wiedzą, że coś jest nie tak. Tak jakoś dziwnie jest ze mną :<
9.Co lub kto zachęciło cię do pisania bloga?
Autorka tego bloga ---> http://froncala.blogspot.com/
Moja historia z ff zaczęła się na wattpadzie. Tam czytałam przeróżne opowiadania o Jasiu. Sama nawet zaczęłam jedno pisać. I kiedyś w internetach natknęłam się na wyżej podanego bloga. Wtedy zaczęłam czytać też inne blogi o Jasiu. W końcu porzuciłam wattpada i założyłam bloga. :)
10.Czy twoi znajomi wiedzą że piszesz bloga?
Tylko dwie koleżanki, ale go nie czytają . :) Nie chwalę się zbytnio tym, że prowadzę bloga. Jedna z koleżanek bawiąc się moim telefonem trafiła na aplikację 'Blogger' i się zaczęła dopytywać. Drugiej sama powiedziałam, ona też czyta inne ff o Jasiu. Ale jakoś nie miałam okazji podać im linka do swojego. A zresztą nie potrzebuję, by znajomi to czytali. Wystarczy, że mam Was. :) ♥
11.Ile mniej więcej czasu zajmuje ci napisanie rozdziału?
Różnie bywa. Zależy od jego długości, mojego samopoczucia, pory o której piszę. Czasem jest to godzina, czasem dwie. Często piszę też po kawałku. Np. trochę rano, a reszte wieczorem.
I to by było na tyle. Myślę, że teraz lepiej mnie poznaliście. :) Nominuję:
http://firankiever.blogspot.com/
http://for-you-id-risk-it-all.blogspot.com/
http://jdabrowskyallyouneedislove.blogspot.com/
Pytania:
1. Ile masz lat?
2. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
3. Jaki jest Twój ulubiony Youtuber?
4. Co cenisz w ludziach?
5. Masz jakieś hobby?
6. Czym się interesujesz?
7. Czy jesteś zadowolona ze swojego bloga?
8. Ulubiony blog?
9. Czym się inspirujesz przy pisaniu rozdziałów?
10. Jest ktoś kto jest dla Ciebie wzorem do naśladowania?