Była jesień. Kochałam tą pore roku. Było tak pięknie i kolorowo. Złote, pomarańczowe, czerwone i przeróżne inne liście opadały z drzew. Wiał delikatny, chłodny wiaterek. Niestety mogłam tym widokiem rozkoszować się jedynie przez okno. Była to połowa września, w tym roku uwielbiona przeze mnie jesień nadeszła dość szybko.
Moja mama wyszła rano na 7.00 do pracy. Zostałam w domu sama, zresztą jak codzień. Gdy już wstałam umyłam się i ubrałam. Nawwt nie wiem po co. Po co się ubierałam skoro nawet nie wychodziłam z domu? Przecież mogłam cały dzień chodzić w piżamie. Zjadłam śniadanie, a potem czytałam jakieś nudne książki. Później się troche pouczyłam. Tak! Pouczyłam się! To, że nie chodzę do szkoły nie znaczy, że się nie ucze.
Po godzinie 15.00 usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Była to moja mama, widziałam wcześniej jak swoim dużym autem podjeżdża pod dom. Nie miałam nawet siły ani ochoty schodzić na dół, by się z nią przywitać. Jednak nie czekałam długo, a ona już była w moim pokoju.
-Witaj skarbie.-ciepło mnie powitała uśmiechając się przy tym. Wiedziałam już, że coś się dzieje. Nigdy po powrocie nie przychodziła do mnie na górę.
-Cześć mamo.-odpowiedziałam jej mniej entuzjastycznie niż ona.
-Musimy poważnie porozmawiać.-usiadła koło mnie na łóżku, a uśmiech z jej twarzy wtedy szybko zniknął. Obawiałam się tej rozmowy od dawna. Ale ja przecież nie byłam jeszcze gotowa na to, by iść do szkoły!
-Dobrze, a o co chodzi?-odpowiedziałam przybita udawając, że się nie domyślam o co chodzi.
-Myślę, że to już czas. Czas na to, by się przełamać. Wyjść do ludzi.
-Ale ja nie jestem gotowa! Wiem, że tym wcześniej tym lepiej, ale jeszcze nie teraz!-wyksztusiłam z siebie załamana.
-Spokojnie. Nie mówię narazie o szkole. Myślałam raczej o tym byś wyszła na dwór. Na jakiś spacer, przewietrzyć się. To chyba dobry pomysł.-powiedziała moja mama, poczułam wtedy ulgę, że jeszcze nie muszę iść do szkoły. Nie to, że nie lubię się uzcyć czy uczęszczać na lekcje. Poprostu boję się, że sobie nie poradze. Boję się ludzi! Nie ufam im.
-Tak myślisz?-zapytałam niepewnie.
-Tak, tak myślę. I sądzę, że twój tata też, by tego chciał.
-Naprawdę?
-Naprawdę. Jestem pewna, że tata chciałby abyś wkońcu się otworzyła na świat!
-No dobrze.-mówiąc to uśmiechnęłam się. Chyba po raz pierwszy od dwuch lat. Mama mnie przytuliła i powiedziała:
-Jestem z ciebie dumna. Tak jak na pewno tata. Czyli idziesz po obiedzie?
-Tak, a co na obiad?
-Spaghetti, już prawie gotowe.-mama uśmiechnęła się i wyszła z pokoju.
Usiadłam na parapecie i wyjrzałam przez okno. Przyglądałam się tak wszystkiemu co się dzieje przez jakieś piętnaście minut. Z zajęcia wyrwała mnie mama wołająca na obiad. Podczas obiadu nie odezwałam się ani słowem. Strasznie się denerwowałam. Niby to nic takiego, ale dla mnie to wielki krok do przodu, w przyszłość.
Po zjedzonym obiedzie poszłam prosto do przedpokoju. Włożyłam buty i kurtkę. Właśnie miałam wychodzić gdy usłyszałam głos mojej mamy:
-Poradzisz sobie?-zapytała z troską.
-Tak, dam sobie rade.-spojrzałam na nią znacząco, a ona odeszła. Poszła do kuchni, a ja otworzyłam drzwi wyjściowe z mieszkania. Wzięłam głęboki wdech i przekroczyłam próg. Zaknęłam za sobą drzwi i zaczęłam się rozkoszować świeżym powietrzem. Stawiałam, mała niepewne kroki. Tak dawno nie wychodziłam z domu, że był to dla mnie wielki szok. Pomimo to byłam szczęśliwa. Uśmiechnęłam się już po raz drugi tego dnia. Wkońcu! Wkońcu to zrobiłam! Trzeba żyć dalej! Nie wolno żyć przeszłością! Pobiegłam za dom. Ujrzałam mój ogródek, pierwszy raz w nim byłam. Wcześniej widziałam go tylko przez okno. Tak. To bardzo dziwne. Dwa lata już tu mieszkam, a nie byłam jeszcze w swoim ogródku. Usiadłam na dużej, drewnianej huśtawce. Zbudował ją mój tata. Było to jeszcze jak mieszkaliśmy w Warszawie. Wszystko mi się nagle przypomniało. Wszystkie wspomnienia powróciły. Przypomniało mi się jak siadaliśmy na tej huśtawce i rozmawialiśmy, bawiliśmy się. A gdy byłam młodsza kładłam się na niej, a tata opowiadał mi przeróżne historie. Siedziałam tak jakieś piętnaście minut. Po tym czasie podniosłam się i ruszyłam w stronę furtki. Przekroczyłam jej próg i ruszyłam wzdłuż długiej, wąskiej ścieżki. Byłam z siebie dumna. Szłam tak przez jakieś 10 minut aż wkońcu doszłam do sporego parku. Był ładny i kolorowy. Te śliczne liście opadające z drzew dodawały mu uroku. W centrum parku znajdował się staw. Pływały po nim kaczki i łabędzie. Usiadłam na ławeczce i zączęłam się im przyglądać. Po chwili ujrzałam przed moimi dużymy, zielonymy oczyma przystojnego, wysokiego chłopaka.
-Cześć piękna.-powiedział siadając koło mnie. Nie odpowiedziałam mu, bałam się. Zwiesiłam głowę w dół i zachowywałam się jakby go tu nie było.
-Jak masz na imię?-zapytał przerywając tą złowrogą cisze. Położył rękę na moim ramieniu, a ja wtedy zaczęłam wrzeszczeć i krzyczeć jak szalona. Wstałam i biegłam przed siebie jak opętana. Gdy dobiegłam do drugiego końca parku zatrzymałam się, odwróciłam się i ku mojemu zdziwieniu chłopak mnie nie gonił. Byłam pewna, że biegnie za mną, bałam się, że mnie dogoni i coś mi zrobi. Zdyszana usiadłam na innej ławeczce, by odsapnąć i złapać trochę tchu.
___________________________________________________________
I jak? :) Spodobał Wam się pierwszy rozdział? Dziękuję bardzo za wszystkie wyświetlenia, które pojawiły się do tej pory! I tak, tak. Wiem, że narazie nie ma tu jeszcze Jasia no, ale spokojnie. Do wszystkiego jeszcze dojdziemy! :D
poniedziałek, 2 marca 2015
Rozdział 1
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Super! Strasznie mi się podoba. Czekam na kolejne rozdziały! Uważaj tylko na błędy ^ ^
OdpowiedzUsuńDziękuję! <3 Czyli jednak ktoś to czyta :D Za błędy przepraszam i postaram się je poprawić ;)
UsuńDooobre :3 ale popieram poprzedniczkę, uważaj na błędy. "Ę" na końcu, i masz trochę literówek. Ps. Wrzeszczeć to synonim krzyczeć :p powodzenia! www.froncala.blogspot.com
OdpowiedzUsuńDziękuję <3 I dzięki za rady :) Na pewno się przydadzą! :)
UsuńŚwietny początek ;) Mam nadzieję że będzie ciekawie ;*
OdpowiedzUsuńDziękuję <3 Już jutro kolejny rozdział :)
Usuń