sobota, 28 marca 2015

Rozdział 16

"-Przepraszam. Kiedyś to zrozumiesz. Ale jeszcze nie teraz.-na te słowa odwróciłam się w drugą stronę i ruszyłam w stronę salonu. Nie miałam najmniejszej ochoty dalej z nim rozmawiać.
-On chce cię tylko przelecieć.-powiedział gdy zauważył, że się oddalam, a ja raptownie się zatrzymałam. Przez moje ciało przeszły ciarki. Co on za bzdury opowiada?!"

Uczucia mieszały się we mnie. Czułam złość, strach, samotność. Szybko jednak to minęło. Uświadomiłam sobie, że Filip przecież taki nie jest!
-Jak tak możesz?-spytałam z wyrzutem w dalszym ciągu stojąc do niego tyłem
-Ola, to prawda. Przykro mi.-mówił to z takim przekonaniem. Ale na mnie to już nie działa. Wiem, że on ma talenty aktorskie. Podszedł do mnie jeszcze bliżej, chciał mnie chyba przytulić, lecz ja szybko uciekłam na górę. Zamknęłam się w pokoju na klucz i rzuciłam z płaczem na łóżko.

Perspektywa Jasia

Wiedziałem, że tak będzie. Mam teraz tylko jedno wyjście. Zebrać dowody. Nie wiem jeszcze jak, ale udowodnie jej prawdę. Nie chciałem jej zresztą teraz tego mówić, ale jakoś tak po złości mi się wymsknęło. Wiedziałem, że Ola teraz nie będzie chciała ze mną rozmawiać i że błaganie jej nic nie da. Wyciągnąłem z kieszeni spodni jakąś karteczke, napisałem, że wychodzę i niedługo będę. Zostawiłem ją w kuchni na blacie i wyszedłem. Mój cel - dom Filipa. Ruszyłem w stronę jego mieszkania gdy nagle usłyszałem dźwięk mojego dzwonka. Karolina, Karolina dzwoniła! Szybko odebrałem.
-Halo? Karolina?-zapytałem pomimo, że wiedziałem, że to ona.
-Yy..no tak. Posłuchaj, mam sprawe.
-No to słucham. Jaką?
-Teraz ci nie mogę powiedzieć. Spotkajmy się tam gdzie zawsze, o 19.00.
-Ok, będę.

Jest 15.30. Czyli mam sporo czasu. Byłem już blisko domu mojego "przyjaciela". Mieszkał w wieżowcu na parterze. Zbliżałem się już do klatki gdy nagle nagle zobaczyłem coś w co nie mogłem uwierzyć! Karolina i Filip? Stali przed klatką i się całowali. Ledwo co się powstrzymałem przed tym, by tam iść i zrobić awanture. Gdybym to zrobił wszystko bym schrzanił. A więc łącząc fakty. Filip umawia się z Olą, a kręci coś na boku z Karoliną. Czyżby Karola także padła jego ofiarą?

Chowałem się jeszcze przez jakiś czas za autami stojącymi na parkingu i ich obserwowałem. W końcu się pożegnali. Wyglądali jak para zakochanych. Karola poszła w swoją stronę, a Filip wszedł do budynku. Wolnym krokiem ruszyłem za nim. Poczekałem chwilę i wybrałem numer jego mieszkania na domofonie. Wpuścił mnie do środka i szybko ujrzałem go na klatce schodowej.
-No siema stary!-powiedział uradowany
-Siema.-burknąłem próbując udawać, że wszystko jest ok. Ciężko było. Tak bardzo chciałem w tamtym momencie mu wszystko wygarnąć prosto w twarz. Musiałem aię niestety chamować. Weszliśmy do mieszkania i rozsiadłem się na kanapie w salonie.
-I co tam u ciebie słychać? Jak tam życie leci?-zacząłem rozmowe
-No spoko spoko. Lepiej opowiadaj co u ciebie.-mówiąc to usiadł obok mnie
-Po staremu. Ale ty chyba prowadzisz ciekawe życie. Czyż nie?
-Nie rozumiem. O co ci chodzi?-chyba się nie domyślał co mam na myśli.-Ty mi może lepiej powiedz czy wiesz co z Olą. Ostatnio tak bez słowa zniknęła z imprezy.
-Zniknęła? Może dlatego, że dowiedziała się prawdy?-zacząłem go podpuszczac. Nerwy zaczęły mi już puszczać.
-Jakiej prawdy? Chłopie co ci jest? Brałeś coś?
-To ja się pytam co ci jest? Ty myślisz, że to ci ujdzie na sucho? O wszystkim wiem! I nie pozwolę, byś tak traktował Olę, Karolinę ani żadną inną dziewczyne! Jesteś skończonym idiotą i debilem. A ja myślałem, że jesteś moim przyjacielem. Zmieniłeś się...kiedyś taki nie byłeś.
-Nie będziesz się wtrącał w moje życie. To moje sprawy i nic ci do tego więc spieprzaj. I jaką Karolinę idioto?
-Jaką? Tą, z którą się całowałeś przed klatką. Nie udawaj głupiego...Powiem wszystko Oli, a ty tego jesczcze gorzko pożałujesz.-wykrzyczałem złowieszczo na całe mieszkanie.
-Mówisz o Dominice? A zresztą Olka ci nie uwierzy. Jest we mnie taka zapatrzona, że przez myśl, by jej nawet coś takiego nie przeszło. Woęc powodzenia!-zaśmiał się, a ja nie mogąc dłużej jego słuchać ruszyłem ku wyjściu.
-Zobaczymy.-burknąłem trzaskając za sobą drzwiami.

No to teraz ma dowody. Wszystko nagrane. Uśmidchnąłem się sam do siebie i zadowolony, że udało mi się jego sprowokować ruszyłem w stronę domu.
____________________________________________________________________
No i w końcu mamy rozdział 16! ;D Przepraszam za tą baaardzo dłuuuuugą przerwe! ;c Kto czyta mojego aska ten mniej więcej wie o co chodzi, ale to już nie ważne! Ogarnęłam się i teraz rozdziały będą już z powrotem regularnie! :)

Piszcie co sądzicie o tym rozdziale ;) Wiem, że krórki i trochę taki byle jaki, ale postaram się, by następne były lepsze! ;*

W razie pytań zapraszam na aska ;) http://ask.fm/ralinaska

niedziela, 22 marca 2015

Rozdział 15

"W środku było bardzo głośno. Przypomniały mi się stare czasy kiedy bywałem tu częstym gościem. Zacząłem się rozglądać z zamiarem odnalezienia Oli. Jednak zamiast niej znalazłem Filipa. Stał przy ścianie z jakimiś dwoma innymi facetami i rozmawiali głośno się śmiejąc. Chciałem do nich podejść, lecz gdy usłyszałem o czym rozmawiają stanąłem jak wryty chowając się za wielkim słupem dalej nasłuchując ich rozmowy..."

-Zdobyłem już jej zaufanie. Jeszcze trochę, a sama wskoczy mi do łóżka.-zaśmiał się Filip. Myślałem, że zaraz wybuchnę. Miałem ochotę do niego podejść i porządnie mu przywalić.
-I co? Jak już ją zaliczysz tak po prostu ją zostawisz?-odezwał się jeden z jego kolegów
-No a jak inaczej? Co ty myślałeś, że będę ją do końca życia niańczył. Tyle dziewczyn jeszcze na mnie czeka.-wszyscy zaczęli się śmiać. To nie był ten sam Filip co kiedyś. To nie jest mój przyjaciel, którego znam praktycznie od dzieciństwa.
-Ej, a ta mała gdzie jest?-zapytał drugi z jego kumpli
-Mówiła, że idzie do łazienki. Jak wróci spadamy na chate.-zaśmiał się cwanianko, a ja wiedziałem już co mam robić. Szybko pobiegłem w stronę łazienek. Musiałem jej o wszystkim powiedzieć. Chwila, nie. Przecież ona i tak mi nie uwierzy. Trudno, po prostu ją stąd zabiorę. Natknąłem się na nią akurat kiedy wychodziła z łazienki. Na mój widok wyraźnie nie była zadowolona.
-Jasiek?! Co ty tu robisz?
-Przyjechałem po ciebie. Chodź! Idziemy.-chwyciłem ją za nadgarstek i nie zważając na jej krzyki i szarpaninę ciągnąłem ją do wyjścia. Zostając tu z Filipem cierpiała, by bardziej niż teraz. Jeszcze kiedyś mi za to podziękuje. Wyszliśmy z klubu, Ola przestała się szarpać. Wiedziała pewnie, że to nic nie da.

Perspektywa Oli

Gdy wyszliśmy z klubu odpuściłam. Wiedziałam, że nie mam z nim szans. Zatrzymaliśmy się przed budynkiem i oczywiście zaczęłam kłótnie. No bo co on sobie wyobrażał? Co on myśli, że będę tolerować takie jego zachowanie? O nie, jeszcze dzisiaj się wyprowadzam do Filipa. I mam gdzieś, że zostanie wtedy sam. To jego problem, a ja się nie będę do tego mieszała.
-Co tobie odbiło? Normalny jesteś? Jestem dorosła i mam swój rozum więc mam prawo robić co chcę, a ty nie możesz mi rozkazywać ani niczego zabraniać!-zaczęłam na niego wrzeszczeć. Działał mi już na nerwy. Mam go serdecznie dość!
-To dla twojego dobra. Kiedyś to zrozumiesz, a nawet za to podziękujesz.-Ja? Podziękuję? Za co niby? Za zrujnowanie mi życia? Dla mojego dobra? On jest taki głupi czy tylko udaje? Do moich oczu napłynęły łzy. Nie rozumiałam jego zachowania. Chciałam uciec jak najdalej od niego. Obojętnie gdzie, byle by go teraz tam nie było. Nie zważając na nic uwagi zaczęłam biec przed siebie. Gdy Jaś się zorientował, że mu uciekam zaczął mnie szybko gonić. Jakieś tam szanse miałam. Może i nie byłam jakoś tam specjalnie silna, ale biegać potrafiłam. Gdy byłam jeszcze dzieckiem biegałam, ćwiczyłam, brałam udział w zawodach biegowych i odnosiłam w nich jakieś małe sukcesy. Biegłam cały czas przed siebie nie zwracając uwagi na nic. Gdy zoriętowałam się, że wpadam na ulicę było już za późno. Moje oczy oślepiło światło nadjeżdżającego samochodu. Nagle poczułam mocne szarpnięcie do tyłu, a przede mną zawiał wiatr powstały przez szybko przejeżdżające auto. Wylądowałam na ziemi. A dokładniej na Jasiu. Szybko i nerwowo z niego zeszłam. Przez chwilę miałam ochotę dalej uciekać jednak uznałam, że to nie ma sensu. Chcę już wrócić do domu i położyć się do mojego łóżka. Stałam nad nim i czekałam aż się podniesie z podłoża. Nie miałam zamiaru mu pomagać pomimo, że właśnie uratował mi życie. Nadal byłam na niego wściekła. A może lepiej by było gdyby jednak to auto mnie przejechało? Wszyscy by mieli święty spokój, pozbyliby się tego problemu jakim jestem ja. Poddałam się i wraz z Jaśkiem wróciłam taksówką do domu. Przez całą drogę tak samo jak w domu się do niego nie odzywałam. On oczywiście próbował zacząć jakąkolwiek rozmowę, lecz ja go ignorowałam. Może i zachowywałam się jak małe dziecko, które się obraziło na rodziców za to, że nie dostało jakiejś tam zabawki czy lizaka. Ale po prostu boli mnie to, że on mi nie ufa. Rozumiem, że się o mnie martwi, no ale bez przesady. A zaufanie to podstawa i jeśli dalej mam w tym domu mieszkać to musi mi zaufać. Pozwolić podejmować własne decyzje. Zmęczona wydarzeniami tego dnia szybko zasnęłam.

Spojrzałam na zegarek. Ósma siedemnaście. Nie mogłam już spać. Nawet leżeć w łóżku mi się już nie chciało. Wstałam więc i wyciągnęłam z szafy jakieś ubrania. Po cichu udałam się do łazienki. Nie chciałam zbudzić Jasia, a jeśli nie spał to nie chciałam, aby mnie usłyszał. Nie mam ochoty teraz na rozmowę z nim. Ale i tak prędzej czy później do tego dojdzie. Włożyłam na siebie luźny dres. Przed rozmową z Jaśkiem, która była rzeczą oczywistą chciałam się przewietrzyć. Zeszłam na palcach po schodach i ruszyłam w stronę przed pokoju. Włożyłam buty, kurtkę, owinęłam się szalikiem i wybiegłam z domu. Janek raczej jeszcze spał, bo na dole go nie było. Na szczęście. Pobiegłam tym razem do lasu. Biegałam wśród drzew gdy nagle okropnie lunął deszcz. Po prostu pięknie. Byłam cała przemoczona. Zawróciłam się wcelu powrotu do domu. Wszędzie deszcz, mokro, błoto...masakara. Dawno już tak nie padało. Tu niby idze wiosna, a tu nagle takie rozerwanie chmury. Wybiegałam już z lasu gdy nagle poślizgnęłam się i wpadłam w kałużę błota. No lepiej już chyba być nie może. Podniosłam się i próbowałam otrzepać się jakoś z tego błota. Nie poszło mi to najlepiej. Wyciągnęłam z kieszeni kurtki telefon, by sprawdzić, która jest już godzina. Po dziewiątej. Schowałam go do tylnej kieszeni spodni. Ruszyłam się i nagle usłyszałam chlapnięcie. Jakby coś wpadło do wody. Albo w błoto...tak. Dalej stałam w tej kałuży, a mój telefon wraz ze mną. Wygrzebałam go i próbowałam włączyć, lecz na marne. No genialnie. Czuję, że to będzie jeden z najgorszych dni w moim życiu. Już od rana taki pech. Schowałam tym razem telefon do kieszeni w kurtce i sprintem pobiegłam do domu. Wbiegłam do mieszkania zdyszana, zmęczona, cała mokra i brudna. Nie zdążyłam jeszcze nawet zamknąć drzwi i ujrzałam Jaśka wychodzącego z kuchni. Stanął i przez chwilę się mi uważnie przyglądał po czym zaczął się głośno śmiac, lecz mi nie było do śmiechu.
-I z czego tak się śmiejesz?-burknęłam oschle. Janek wtedy ucichł i poszedł po prostu na górę. No super. Nieźle się mną przejął. Usiadłam na małym krzesełku i ściągnęłam buty. Gdy usłyszałam kroki podniosłam wzrok do góry. Jasiek przyniósł mi czyste ciuchy. Przynajmniej o tym pomyślał.
-Przebierz się i przyjdź do salonu. Muszę ci coś wyjaśnić.-Wiedziałam. No to właśnie nadszedł czas kiedy to mój kochany przyjaciel Jasio będzie się tłumaczył ze swoich błędów. Wzięłam od niego ciuchy i bez słowa poszłam do łazienki, aby się przebrać. Wysuszyłam jeszcze moje mokre od deszczu włosy i położyłam na kaloryferze telefon. Mam nadzieję, że nie będzie konieczna naprawa w serwisie. Spięłam jeszcze szybko włosy i poszłam do kuchni. Zignorowałam polecenie Jaśka. Jestem głoda więc najpierw coś zjem i tyle. Niech on się poczuje tak samo jak ja. To może coś wtedy zrozumie. Otworzyłam lodówkę i stałam tak przed nią zastanawiając się nad tym co zjeść. Nagle całe moje ciało zadrżało. Poczułam jak ktoś mnie chwycił od tyłu za biodra. Odwróciłam się i zobaczyłam Jasia.
-Puść mnie.-warknęłam ściągając przy tym jego dłonie ze mnie
-Nadal się na mnie fochasz?-zrobił przy tym słodką minkę. Co on sobie myśli? Że co? Że niby teraz będzie strzelał słodkie miny, będzie jakiś milusi to mnie udobrucha? O nie. Ja się tak łatwo nie dam.
-No, a co ty sobie myślałeś? Popsułeś mi wczoraj wieczór.
-Zrozum. Musiałem.
-Co mam zrozumieć? Musiałeś? Chyba chciałeś! Chciałeś mi wszystko popsuć, rozwalić życie. Ja się do twojego życia nie wtrącam ani ci nie nakazuję więc proszę cię ty też tego nie rób!
-Przepraszam. Kiedyś to zrozumiesz. Ale jeszcze nie teraz.-na te słowa odwróciłam się w drugą stronę i ruszyłam w stronę salonu. Nie miałam najmniejszej ochoty dalej z nim rozmawiać.-On chce cię tylko przelecieć.-powiedział gdy zauważył, że się oddalam, a ja raptownie się zatrzymałam. Przez moje ciało przeszły ciarki. Co on za bzdury opowiada?!
___________________________________________________________
Hej! I mamy już kolejny rozdział! ^^ Przeprszam, że taki krótki. :c Komentujcie i piszcie co sądzicie bo nic tak nie motywuje jak komentarze pod postem! :D
W razie pytań zapraszam na aska : ask.fm/ralinaska :)

sobota, 21 marca 2015

Rozdział 14

"Czuję się taki zagubiony. Wszystko się wali. Nie wiem co z rodzicami, dzwoniłem wiele razy, ale nikt nie odbierał. Straciłem pewnie Karolinę, zaraz stracę Olę. To mnie przerasta. Mając już wszystkiego dość podniosłem się i ruszyłem do swojego pokoju po telefon. Jedna nieodebrana wiadomość. Od..."

Jedna nieodebrana wiadomość. Od Karoliny! Uśmiech pojawił się na mojej twrzarzy jednak w dalszym ciągu się bałem. Może chciała się spotkać? A może chciała powiedzieć, że nie chce mnie już znać? Nie zastanawiając się dłużej odczytałem wiadomość.
"Hej Jasiek. Przepraszam za wczoraj. Głupio mi, że tak po prostu uciekłam...Możemy się spotkać dziś o 17.00? Tam gdzie poprzednio?""
Czyli jednak dalej mnie lubi! Chyba, że chce się ze mna spotkać po to, by powiedzieć mi jaki to ja jestem zły...
-Napisałaa! Olaa! Karolina napisała!-krzyczałem zbiegając po schodach szczęśliwy jak małe dziecko, które dostało lizaka.
-Kto? Co? O co ci chodzi?-zaczęła się ze mnie śmiać. Fakt, może i był tego powód. Jeszcze przed chwilą prowadziliśmy poważną rozmowę, się kłóciliśmy, byłem smutny i przybity, a teraz biegam po mieszkaniu szczęśliwy jak skowronek.
-No Karolina! Ta ze sklepu.-odpowiedziałem łapiąc w usta powietrze.
-Aaa. Ta Karolina. I co napisała?
-Że chce się ze mną spotkać. Dziś w kawiarni koło parku o 17.00.

Perspektywa Oli

-No to świetnie! Widzisz. Niepotrzebnie się martwiłeś.-nagle uśmiech z twarzy Jasia zniknął-Ej, stary. Co jest?-próbowałam zabrzmieć jak dobra kumpela.
-No bo...Jeśli ona chce się ze mną spotkać po to, by mi powiedzieć, że nie chce mnie już znać?-westchnął załamany Jaś. Chyba naprawdę mu na niej zależy.
-Ej no! Nie martw się. Będzie dobrze.-szturchnęłam go w ramię, a on się zaczął smiać-Coo?-zapytałam oburzona
-Słaba jesteś.-w dalszym ciągu się śmiał. Chyba chciał mnie zprowokować.
-Ja? Ja słaba? Ja ci zaraz pokaże!-dałam się zprowokować i zaczęłam go "okładać pięściami". Oczywiście tylko tak, by była fajna zabawa. Nie chciałam, by stała się komuś krzywda. Doszło w końcu też do tego, że rzucaliśmy w siebie poduszkami. Świetna zabawa. Niestety przerwał ją dzwonek mojego telefonu.
-Kto to?-zapytał Jasiek gdy chwyciłam telefon
-Filip.-krótko odpowiedziałam i odebrałam

-No hej Filip. Coś chciałeś?
-Cześć. Tak. Chciałem się spytać czy może wyskoczymy gdzieś dzisiaj razem?
-No pewnie. O której? 17.00?
-Pasuje. Przyjdę po ciebie. Do zobaczenia misiu.

-I co chciał?-zapytał Janek. Chyba to go bardzo zainteresowało. Czyżby znowu bawił się w "mojego tatusia"?
-Umówić się.-odpowiedziałam pewna siebie. Tak, by dać mu do zrozumienia, że idę nawet jeśli on się na to nie zgodzi.
-Na randkę?
-Możliwe. A co? Masz z tym jakiś problem? Może mi zabronisz iść?-tak. Specjalnie go podpuszczałam. Byłam ciekawa jego reakcji.
-No dobrze. Nie mam nic przeciwko. Tylko uważaj na niego.-rozśmieszyły mnie jego słowa. "Tylko uważaj na niego." Co to ma być? Nowa sztuczka, która ma sprawić, że zostanę w domu? O nie! Ja się tak łatwo nie poddam.

***

Była godzina 16.45. Wyciągnęłam z szafy czerwoną sukienkę sięgającą przed kolana i czarną skórzaną kurtkę. Poszłam do łazienki w celu przebrania się i zrobieniu makijażu. Nigdy nie lubiłam się malować, ale raz kiedyś na specjalną okazję malowałam się. Można powiedzieć, że spotkanie z Filipem było dla mnie specjalną okazją. Zależało mi na nim tak jak Jaśkowi na Karolinie. Rozpuściłam włosy i lekko pofalowałam. Ułożyłam z obu stron na ramionach i wyszłam z łazienki. Byłam już prawie gotowa. Pobiegłam jeszcze tylko do pokoju po torebkę i moje czarne balerinki. Nie naiwdzę tak jak makijażu chodzić na obcasach. Nawet nie umiem. Mama zawsze powtarzała, że chodzę w nich jak kaczka. Sprawdziłam czy wszystko spakowałam, przejechałam jeszcze błyszczykiem po ustach i zeszłam na dół. Zastałam tam Jasia wkładającego buty. On był umówiony z Karoliną. Wyglądał niesamowicie. Miał na sobie eleganckie jeansy i czerwoną koszulę w kratę. Jego włosy były idealnie ułożone. Nie mogłam się na niego napatrzeć. Przez chwilę nawet zazdrościłam wybrance Jasia. Co prawda nie powinnam, ale nie moja wina, że wyglądał tak seksownie. I to mnie nieźle pociągało. Oprzytomniałam gdy zauważyłam, że on także bacznie stoi i mnie obserwuje. Zarumieniłam się ze wstydu. Na pewno zauważył, że mu się przyglądam. Co za wpadka. Nie chce, by pomyślał, że mi się podoba.
-Pięknie wyglądasz!-powiedział przerywając niezręczną cisze.
-Dziękuję.-teraz byłam chyba już czerwona jak burak...
-Ale chyba nie masz zamiaru tak iść?-to pytanie mnie kompletnie zatkało. O co mu chodzi? Teraz będzie mi też mówił jak mam się ubierać?
-O co ci do cholery chodzi?-zapytałam wkurzona
-No bo, przecież. Nie chcę by ci się stała krzywda.
-Krzywda? To tylko sukienka. Ona nie gryzie.
-Tak, wiem. Jest piękna, tak jak ty. I o to tu chodzi. Wiesz dobrze, że o tej porze po ulicy chodzą różni ludzie. Jest ciemno...martwię się po prostu.-powiedział z głową zwieszoną w dół.
-To się nie martw. Będę przecież z Filipem. I co? Może teraz zabronisz mi wyjść? Jesteś nadopiekuńczy. Współczuję tej Karolinie. Na pewno tak postępujac jej nie zdobędziesz. Tak chyba zresztą było by lepiej.-może trochę przesadziłam, ale już mnie po prostu wkurzał. Jestem dorosła i będę robiła co chcę, a on nie ma prawa mi rozkazywać. Nie miałam ochoty już dłużej z nim gadać. Właśnie miał coś powiedzieć gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. To był Filip. Uratował mnie. Gdyby nie on to bym w tym domu sama z Jaśkiem chyba zwariowała. Wyszłam z chłopakiem za rękę bez słowa.
-O co chodzi? Pokłóciliście się?-zapytał troskliwie gdy wyszliśmy z mieszkania
-Tak jakby. Ale nieważne. Chcę żeby ten wieczór był wyjątkowy.
-I będzie. A poza tym to ślicznie wygladasz.
-Dziękuję. A gdzie mnie zabierasz?
-Gdzie tylko chcesz.-powiedział otwierając mi drzwi auta-Może jakieś kino, klub, teatr, restouracja, a może jakiś spacer?-dodał gdy sam już wsiadł do auta
-A co proponujesz?
-Znam taki fajny klub nocny. Możemy tam pojechać. Oczywiście jeśli chcesz.
-Pewnie. W końcu musi być kiedyś ten pierwszy raz.-uśmiechnęłam się, a on najwyraźniej był zdziwiony. Wywnioskowałam to z jego wyrazu twarzy.-Wiesz jaka była moja przeszłość. Dlatego nie byłam nigdy w żadnych klubach.-dodałam, a on wtedy już wszystko rozumiał. Odpalił silnik i ruszyliśmy w stronę klubu.

W środku było głośno i dość tłoczno. Gdy tylko weszliśmy do tego klubu Filip zaczął się rozglądać. Wyraźnie kogoś szukał. Tylko kogo?
-Szukasz kogoś?-zapytałam. Nie mogłam wytrzymać, byłam strasznie ciekawa.
-Tak. Poznasz moich kumpli.
-Ze szkoły?
-Nie nie. Nie znasz ich.

Błądziliśmy wśród tłumu jeszcze chwilkę aż w końcu znaleźliśmy się przy barku. Siedzieli tam dwaj mężczyźni w wieku Filipa.
-Siemano chłopaki.-powitał ich Filip
-No siema.-odpowiedział jeden z nich, a potem spojrzał na mnie. Oboje się mi przyglądali, a ja czułam się dość niezręcznie. Nie nawidzę tego uczucia kiedy wiem, że ktoś mi się uważnie przygląda, obserwuje mnie. Filip najwyraźniej to zauważył bo szybko zajął ich uwagę.
-To jest Ola. Ola to są moi kumple. Rafał i Michał.
-Miło mi.-uśmiechnęłam się do nich, a oni odwzajemnili uśmiech.
Zatańczysz?-zapytał Filip podając mi rękę. Podałam mu swoją dłoń i ruszyłam za nim na parkiet.

Perspektywa Jasia

Ola wyszła bez słowa z mieszkania wraz z Filipem, a ja zostałem w nim sam. Dochodziła 17.00 więc najwyższy czas już wyjść. Złapałem jeszcze szybko portwel i telefon i wybiegłem z domu. Na miejscu czekała już na mnie Karolina. Ciepło ją powitałem i za wszystko przeprosiłem. Ona także mnie przeprosiła chociaż nie wiem za co. Tak jak poprzednio świetnie nam się rozmawiało. W pewnym momencie zawiesiła głowę w dół po czym powiedziała:
-Muszę powiedzieć ci coś bardzo ważnego.-nie zdążyła nic więcej powiedzieć bo zadzwonił jej telefon. Wyszła z lokalu, by spokojnie porozmawiać zostawiając mnie w niepewności. Wróciła dopiero po dziesięciu minutach. Zabrała swoją torebkę i rzuciła szybkie
-Muszę lecieć. Zadzwonię wieczorem. Paa.
I znowu tak po prostu uciekła. Czy ja robię coś nie tak? I co takiego ważnego chciała mi powiedzieć. Wyszedłem z kawiarni i usiadłem na ławce w parku. Spojrzałem na zegarek. Była godzina 19.00. Zadzwoniłem do Oli. Na pewno nie była jeszcze w domu więc chciałem się upewnić czy wszystko jest w porządku. Nie odbierała. Pewnie nie chciała ze mną gadać. Dzwoniłem aż do skutku. W końcu odebrała.
-Halo? Olka? Gdzie ty jesteś? Czemu jest tak głośno?
-Nie ważne. Nie twoja sprawa. Po co dzwonisz?
-Chciałem się dowiedzieć czy wszystko w porządku.
-Jest ok. Nie martw się. Pa.
-Zaczekaj! Gdzie jesteś?-niestety było za późno. Rozłączyła się.
Zacząłem się zastanawiać nad odgłosami w tle. Ta muzyka, ten hałas. To może być tylko jedno miejsce! Klub na ul. Kwiatowej. Kiedyś tam często chodziłem więc nie problem był dla mnie rozpoznać kapelę, która tam grała. Wezwałem taksówkę i najszybciej jak się dało dotarłem na miejsce.

W środku było bardzo głośno. Przypomniały mi się stare czasy kiedy bywałem tu częstym gościem. Zacząłem się rozglądać z zamiarem odnalezienia Oli. Jednak zamiast niej znalazłem Filipa. Stał przy ścianie z jakimiś dwoma innymi facetami i rozmawiali głośno się śmiejąc. Chciałem do nich podejść, lecz gdy usłyszałem o czym rozmawiają stanąłem jak wryty chowając się za wielkim słupem dalej nasłuchując ich rozmowy...
_________________________________________________________
Hej hejo! To już drugi rozdział dzisiaj ^^ taki nie co dłuższy. Dostałam weny :) I zasmuciło mnie ostatnio, że nie komentujecie postów :( Kiedyś było tyle komentarzy, a teraz nie ma wcale albo dwa, a w tym jeden mój :c Komentarze naprawdę mega motywują! :)
I jeszcze jedno! Jestem ciekawa ile osób czyta to ff. Więc jeśli chcesz mi zrobić przyjemność to skomentuj, nawet jeśli nie masz konta to z anonima :) A zobaczymy ile Was jest ♥

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 13

"Kiedy muzyka ucichła Filip zbliżył się do mnie i przejechał delikatnie dłonią po mojej twarzy zabierając z niej jednocześnie kosmyki włosów po czym lekko się nachylił i mnie pocałował. Nie miałam nic przeciwko. Jest on chyba najwspanialszym chłopakiem na świecie. Po skończonym pocałunku uśmiechnęłam się do niego szeroko i wtuliłam się w jego ciepłe ciało."

Obudził mnie chłód panujący w pokoju. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się w okół siebie. Na pewno nie był to mój pokój. Wstałam i pierwsze co zrobiłam to zamknęłam okno. Szybko se przypomniałam, że jestem w domu Filipa. O kurczę, nie dobrze. Jasiek pewnie się martwi, o ile o mnie pamięta. Zresztą jak to się stało, że nie wróciłam do domu? Wyciągnęłam z torebki telefon i co? Dziesięć nieodebranych połączeń. Oczywiście od Jaśka. Napisałam mu szybko esemesa, żeby się dalej nie martwił i wyszłam z pokoju z zamiarem odnalezienia Filipa. Zastałam go w salonie.
-Jak się spało?-zapytał troskliwie na wstępie
-Dobrze. Ale powiedz mi co ja tu robię?-zapytałam jeszcze zaspanym głosem.
-Zasnęłaś. Tak słodko spałaś, że nie chciałem cię budzić. Ale przecież to nic takiego, no nie?
-No nie wiem. Jasiek się pewnie nieźle wkurzył. Dzwonił do mnie aż dziesięć razy.-szczerze mówiąc byłam zdenerwowana i zła. Nie na Filipa. Na siebie. Jak ja się teraz Jaśkowi wytłumaczę?
-Ej! Ale co ma do tego Jasiek? W końcu nie jest twoim ojcem ani bratem. Jest twoim przyjacielem i nie ma prawa ci czegoś zabronić!
-Wiesz co?! Masz rację.

Przytulił mnie i od razu zrobiło mi się lepiej. Zjedliśmy wspólnie śniadanie, a następnie Filip odprowadził mnie pod dom. Pocałował mnie w policzek na pożegnanie i odszedł. Wchodząc za ogrodzenie ujrzałam Jasia w oknie. Uważnie mi się przyglądał. Udawałam, że go nie wiedzę i jak gdyby nigdy nic szłam dalej przed soebie ku drzwiom.
-Czeeść!-krzyknęłam wchodząc do mieszkania. Wiedziałam, że Jasiek jest zły i, że będzie awantura. To była rzecz oczywista.
-Boże dziewczyno! Gdzieś ty była?! Wiesz jak ja się martwiłem? Z kim się szlajałaś?-wykrzyczał, lecz ja wolałam zachować spokój. Wiedziałam, że muszę powiedzieć mu prawdę bo widział mnie i Filipa przed domem.
-Dobrze wiesz z kim byłam. Zresztą jestem już dorosła. Nie musisz się tak o mnie martwić. Sama sobie poradzę. Ty się lepiej zajmij sobą.-burknęłam i weszłam po schodach do góry. Jasiek pobiegł za mną.
-Nie rozumiesz, że się o ciebie martwię?-zapytał już spokojniej z troską w głosie
-A ty nie rozumiesz, że potrzebuję trochę swobody?
-Zresztą myślę, że już powinnam się stąd wyprowadzić. Nie mogę dłużej żyć na twoim, twoich rodziców utrzymaniu. Niedługo też przyjeżdża ten twój cały Hubert i ta jakaś Dominika. Dla mnie nie ma już tu miejsca.-dodałam wyciągaj z szafy wszystkie swoje ubrania.
-Ale co ty mówisz? Dla ciebie zawsze znajdzie się tu miejsce. Zresztą nie ma żdanej Dominiki!-było widać, że jest bardzo przejęty tą całą sytuacją, ale ja już tak dłużej nie mogłam. To nie jest fajne uczucie gdy mamy tą świadomość, że nie możemy sami sobie poradzić, że jesteśmy od kogoś zależni. Ja chcę się usamodzielnić. Wynajmę jakąś kawalerkę, pójdę do pracy. Tak. Tak będzie najlepiej. W dalszym ciągu się pakowałam.
-Nie możesz mnie teraz zostawić samego. Proszę, jeszcze nie teraz. Zresztą gdzie byś mieszkała?-odwróciłam się do niego.
-Wynajmę jakieś małe mieszkanko.
-A skąd weźmiesz pieniądze?-był taki ciekawski. Rozumiem, że się martwił, ale to moja sprawa. I zresztą nie jestem na komisariacie, a on nie jest policjantem ani jakimś dziennikarzem, że wszystko chce wiedzieć.
-Pójdę do pracy. A przez ten czas zamieszkam u Filipa.-Na te słowa Jasiek stanął jak wryty. Mogło go trochę zaboleć to, że wyprowadzam się od niego do innego. Ale Filip jest dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. I zresztą u Janka i tak już długo mieszkam.
-Poczekaj jeszcze trochę. Nie zostawiaj mnie samego. Proszę.-patrzył na mnie ze łzami w oczach. Musiał mieć jakieś problemy bo wątpie, by aż tak go martwiła moja wyprowadzka. Postanowiłam jeszcze na jakiś czas zostać i więcej się dowiedzieć o jego kłopotach.
-Okej. A teraz powiedz mi ci cię tak męczy.-usiadłam na łóżku, a on tuż obok mnie.
-To nic takiego. Nie będę cię zanudzał moimi problemami.-spojrzałam na niego dając mu do zrozumienia, że chcę wiedzieć o co chodzi-Po prostu wszystko zawaliłem. Pamiętasz Karolinę?-spojrzałam na niego pytająco, nie miałam pojęcia kto to-To ta dziewczyna ze sklepu.-dodał gdy zauważył, że nie wiem kim jest ta Karolina.-I dzisiaj się z nią spotkałem. Było miło i naprawdę bardzo fajnie.
-I jaki w tym problem? To chyba dobrze, no nie?-zupełnie nie wiedziałam o co mu chodzi. To przecież dobra wiadomość, że spotkał w końcu jakąś fajną dziewczynę, która mu się spodobała.

Siedzieliśmy tak dość długo i rozmawialiśmy. Opowiedział mi wszystko od początku do końca. To prawda, że to on wszystko zchrzanił ale mu tego nie powiedziałam. Nie chciałam go jeszcze bardziej dobijać.
-No widzisz. To jeszcze jeden powód, dla którego powinnam się wyprowadzić. Przecież żdana dziewczyna nie była by zadowolona gdyby się dowiedziała, że mieszkasz z inną dziewczyną. A tym bardziej, że kiedyś coś między nami było.-zauważyłam, że Jasiek nie wiedział co powiedzieć. Ale na pewno wiedział, że mam rację. Może ostatnie zdanie było niepotrzebne. Wszystkie wspomnienia powróciły, zapewne nie tylko mi.
Chcąc zakończyć już tą rozmowę powiedziałam, że jestem głoda i idę coś zjeść.

Perspektywa Jasia

Ola wyszła z pomieszczenia, a ja zostałem sam z moimi wszystkimi myślami. Ona miała rację, ale przecież nie mogłem jej wygonić. Ani nie chciałem. Potrzebowałem teraz kogoś, kogoś kto będzie przy mnie, mnie wesprze, pomoże. Zresztą coś mnie z tą dziewczyną łączyło. Nie, nie to co z Karoliną. Potrzbuję jej, by normalnie funkcjonować. To pewnie dziwnie zabrzmiało, ale taka jest prawda. Bez niej by se nie poradził. Czuję się taki zagubiony. Wszystko się wali. Nie wiem co z rodzicami, dzwoniłem wiele razy, ale nikt nie odbierał. Straciłem pewnie Karolinę, zaraz stracę Olę. To mnie przerasta. Mając już wszystkiego dość podniosłem się i ruszyłem do swojego pokoju po telefon. Jedna nieodebrana wiadomość. Od...
_________________________________________________
Hej! :) Przepraszam, że ostatnio rozdziały są tak rzadko. Mam już sporo pomysłów i myślę, że teraz będą częściej! :) Dziękuję Wam za to, że jesteście ♥ za wszystko! ♥
W razie pytań zapraszam na aska : ask.fm/ralinaska

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 12

"Wymieniliśmy się numerami i zaraz potem zauważyłem Olę. Pożegnałem się z piękną nieznajomą i ruszyłem w jej kierunku."

-Kto to?-zapytała na wstępie Ola
-Dziewczyna.
-Twoja?-zadała kolejne pytanie ciekawa Ola
-Może kiedyś.-zaśmiałem się, a ona razem ze mną

***

Leżałem w łóżku myśląc o dziewczynie, którą spotkałem dzisiaj w sklepie. Przyznam, że mi się bardzo spodobała i muszę koniecznie ją bliżej poznać. Chwyciłem telefon i wybrałem zapisany wcześniej numer do Karoliny. Wysłałem smsa o treści "Dobranoc Karolinko". Nie czekałem długo, a dostałem odpowiedź, której się nie spodziewałem. "Możemy się jutro spotkać?" Bardzo ucieszył mnie fakt, że ona też chce się ze mną widzieć. "W kawiarni obok parku o 14.00. Pasuje?" Wysłałem szczęśliwy wiadomość. "Pasuje."

Perspektywa Oli

Wstałam wcześnie rano. Idąc już z ciuchami do łazienki zauważyłam szczęśliwego i rozpromienionego Janka. Trochę dziwne bo jeszcze wczoraj był totalnie przybity i załamany.
-A tobie co dzisiaj odbiło?
-Mam poprostu dobry dzień.-uśmiechnął się szeroko
-Jest 6.00 rano, a ty już stwierdzasz, że masz dobry dzień?

Jako odpowiedź dostałam jeszcze szerszy uśmiech. Weszłam już bez słowa do łazienki i nałożyłam czarno-szare dżinsy i białą luźną koszulkę. Nie wygląda to chyba aż tak źle, a jest nawet wygodne. Zeszłam na dół, by zrobić jakieś śniadanie. Martyna jeszcze spała, a Jasiek? Jasiek skakał po mieszkaniu jak zakochana małpa. Ten widok naprawdę doprowadzał do łez. Oczywiście do łez spowodowanych śmiechem. Zrobiłam grzanki z nutellą i zawołałam na śniadanie Jaśka. Było koło godziny 6.40. To nie w moim stylu tak wcześnie wstawać.

Martyna wstała dopiero po 9.00. Do tego czasu czytałam książkę. Nieźle się w nią wciągnęłam. Była o dziewczynie, która miała w życiu prawdziwego pecha. Podobnie jak ja. Co prawda ostatnio wszystko zaczyna się powoli układać, ale przecież w życiu różnie bywa. Wraz Martyną zjadłam drugie śniadanie. Jej to było pierwsze. Obejrzałyśmy potem jakiś nudny film. Tego dnia nic ciekawego się nie działo. Nie ma to jak siedzieć cały dzień w domu i się nudzić.

***

-Jasiek! Idziesz ze mną do szpitala? Po Filipa?-zapytałam Jaśka, który biegał po mieszkaniu jak szalony zbierając różne rzeczy. Było po godzinie 13.00. Narzekałam wcześniej, że nudno dzisiaj, ale przypomniało mi się, że Filip dzisiaj wychodzi ze szpitala. Mogliśmy go przecież odebrać.
-Yyy...nie. Nie mogę.-odpowiedział w dalszym ciągu biegając po mieszkaniu
-Dlaczego? Przecież to twój przyjaciel! Nie dość, że przez ciebie teraz tam leży to nawet nie raczysz chociaż teraz pójść ze mną po niego.-burknęłam obrażona
-No sory. Mam ważniejsze sprawy.
-Ważniejsze?! Nie to nie. Idę sama. Pa.
Włożyłam buty, zarzuciałam na siebie kurtkę i wyszłam z mieszkania trzaskając drzwiami. Co ona ma takiego ważnego do załatwienia?

Perspektywa Jasia

Chwyciłem portwel z telefonem i wybiegłem z domu zamykając je. Co prawda Ola była na mnie zła, ale nie mogłem se odpuścić spotkania z Karoliną. Później jej wszystko wytłumacze. W ciągu piętnastu minut byłem już na miejscu. Podrodze zaszłem jeszcze do kwiaciarni kupić jakiś ładny bukiet dla Karoli. Wszedłem i rozejrzałem się po lokalu i od razu rozpoznałem dziewczynę. Przywitałem ją wręczając kwiaty.

Godziny mijały jak minuty. Bardzo dobrze nam się rozmawiało. Nawet nie zauważyłem, a była już 17.00. Poznałem lepiej Karolinę i okazało się, że naprawdę jest świetna. Ładna, mądra, zdolna... Mógłbym wiekami wymieniać. Po siedemnastej oznajmiła, że musi już iść. Zaproponowałem, że ją odprowadze. Nie zgodziła się. Nie wiem dlaczego, ale nie chciałem być nahalny i zaakceptowałem jej decyzję. Wyszliśmy razem z kawiarni i właśnie dziewczyna miała odchodzić gdy nagle złapałem ją za ręce i odwróciłem do siebie. Chciałem ją pocałować, ale ona wyrwała się i uciekła. Powiedziała jedynie "Ja nie mogę." Co ze mnie za idiota. Przestraszyłem ją. To za szybko się stało. No ale to nie moja wina, że ona tak cholernie mi się podoba. Nie mogłem się powstrzymać.

Zawiedziony i zły na siebie wróciłem do domu. Co prawda na spotkaniu było miło, ale pod jego koniec dałem plamy. Nie było jeszcze Olki. Coś się zasiedziała u tego Filipa. Wyciągnąłem z kieszeni kurtki telefon i wykręciłem do niej numer. Nie odbierała. No cóż. Jest już dorosła. Poradzi sobie, chyba. Była dopiero osiemnasta więc wyciągnąłem z szafki chpisy, włączyłem TV i rozłożyłem się na kanapie. Nic mi się więcej już dzisiaj nie chciało.

Perspektywa Oli

Miło spędzałam czas u Filipa gdy tym czasem Jasiek...Nie wiem co robił Jasiek. W tej chwili mnie to nie interesowało. Wraz z Filipem ogladaliśmy jakieś Filmy, stare zdjęcia z jego dzieciństwa, rozmawialiśmy. Doszło w końcu do tego, że zaczęliśmy tańczyć. Najpierw szybko i wariacko. Było genialnie. Dawno już tak nie wywijałam. Kiedy poleciało już kilka takich piosenek Filip podszedł do magnetofonu i zmienił płytę mówiąc "Zmieńmy teraz trochę klimat". Uśmiechnęłam się gdy w tle usłyszałam romantyczną muzykę. Podszedł do mnie i złapał w talii. Zawiesiłam swoje ręce na jego szyi. Poruszaliśmy się tak powoli w rytm muzyki patrząc sobie w oczy. Kiedy muzyka ucichła Filip zbliżył się do mnie i przejechał delikatnie dłonią po mojej twarzy zabierając z niej jednocześnie kosmyki włosów po czym lekko się nachylił i mnie pocałował. Nie miałam nic przeciwko. Jest on chyba najwspanialszym chłopakiem na świecie. Po skończonym pocałunku uśmiechnęłam się do niego szeroko i wtuliłam się w jego ciepłe ciało.
_______________________________________________________
No i mamy kolejny rozdział ^^ Piszcie swoje opinie, komentujcie! To naprawdę mocno motywuje! :) Tradycyjnie Wam za wszystko dziękuję, a przede wszystkim wspaniałym firankom Dominice i Karolinie ♥ Blog Dominiki ---> http://firankiever.blogspot.com/?m=1#_=_ Zapraszam :)
W razie pytań zapraszam na aska : ralinaska ;)

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 11

"Tak jak o to poprosił mnie Janek otworzyłam tą białą kopertę. Wyleciała z niej również biała karteczka. Podniosłam ją z podłogi i przeczytałam jej treść. Gdy skończyłam czytać stałam nieruchomo nie potrafiąc się ruszyć ani nic powiedzieć. Upuściłam kartkę i stałam w dlaszym ciągu w bez ruchu. Poczułam strach i zmartwienie."

Z transu wyrwał mnie Janek.
-Ola?! Coś się stało?-spojrzałam na niego nie wiedząc co powiedzieć. Po chwili schyliłam się by podnieść kartkę. Jednak Janek mnie wyprzedził i złapał ją pierwszy. Przeczytał jej treść.

"Drogi Janku!
Rozmawialiśmy już wcześniej i wiesz, że bezpiecznie dotarliśmy do Łodzi. Jednak podczas drogi powrotnej mieliśmy wypadek. Ja mam jedynie nogę w gipsie. Tata niestety bardziej ucierpiał. Leży w szpitalu i walczy o życie. Nie możemy teraz wrócić do domu. Na jakiś czas zostaniemy w Łodzi. Leczenie może długo potrwać, a przewóz taty do Legnicy nosi ze sobą ryzyko. Proszę Cię nie martw się i zajmij się domem. Proszę też byś nie przyjeżdzał! Po pierwsze nie możesz zostawić samej Oli, a po drugie w najbliższym czasie ma przyjechać Hubert. Co wiąże się z tym, że musisz być w domu. Jeśli masz kontakt z Martyną możesz ją o wszystkim powiadomić. Pewnie się też zastanawiasz czemu nie mogłam zwyczajnie zadzwonić. Poprostu nie potrafię. Nie potrafię tego sama powiedzieć. Ani nawet napisać. W najbliższym czasie poznasz Dominikę. Ona Ci wszystko wytłumaczy.
                                                                                                            Trzymaj się
                                                                                                  Zawsze kochająca mama"

Spojrzał się na mnie ze łzami w oczach. Jak dla mnie bardzo niezrozumiały list. Smutno z powodu taty Janka bo to naprawdę wspaniały facet, ale kto to ta Dominika? Kto przyniósł tu ten list? No bo na pewno nie listonosz. I kim jest Hubert? Nie zastanawiając się nad niczym więcej przytuliłam Jasia. Szybko jednak tą chwilę przerwała Martyna.
-Ej! Ile można na was czekać?
-Coś się stało?-dodała gdy przez dłuższy czas milczeliśmy. Jaś jej wtedy podał kartkę.

Pół godziny później siedzieliśmy w pokoju i rozmawialiśmy. Janek i Martyna wytłumaczyli mi, że Hubert to ich starszy brat, o którym zresztą Jasiek wcześniej mi już wspominał. Jednak oboje nie mieli pojęcia kim jest Dominika. Długo się też zastanawialiśmy nad tym jak ten list się znalazł pod ich drzwiami. Niestety na nic takiego nie wpadliśmy.
-Trochę to dziwne, ale przez to całe zamieszanie zgłodniałam.-stwierdziła Martyna
-Własnie. Przydałoby się zrobić jakiś obiad.-dodał Jasiek
-Ale lodówka pusta. Trzeba jechać na zakupy. Ktoś jedzie ze mną?-zapytałam
-Ja pojadę. W końcu musi ktoś cię zawieźć.

Piętnaście minut później byliśmy już w drodze do galerii. Na miejscu rozdzieliliśmy się. Ja ruszyłam do spożywczego, a Jasiek... Szczerze mówiąc nie wiem. Kto wie gdzie go niesie.

Perspektywa Jasia

Ola poszła do spożywczaka, a ja postanowiłem połazić sobie po tym centrum handlowym. Nie miałem jakiegoś celu, tak poprostu chodziłem i "zwiedzałem". Wszedłem do paru sklepów obówniczych, do sklepów z odzieżą. Pod koniec mojej wędrówki wszedłem do sklepu, w którym była Ola. Chodziłem po wielkim sklepie z zamiarem jej odnalezienia. Tak jej szukając zauważyłem dziewczynę próbującą ściągnąć coś z najwyższej półki. Podszedłem do niej i podałem jej produkt po, który sięgała. Byłem wyższy od niej więc nie był to dla mnie problem. Uśmiechnąłem się, a ona stała przyglądając mi się uważnie. Stała tak w ciszy zdziwiona przez dłuższą chwilę.
-Dziękuję.-powiedziała przerywając ciszę
-Nie ma za co. Janek jestem.
-A ja...ja jestem...Karolina.-powiedziała zamyślona. Tak jakby nie wiedziała jak ma na i imię. Pomimo to była bardzo ładna. Miała duże piwne oczy i brązowe włosy. Była szczupła i średniego wzrostu. Trochę niższa ode mnie. Nie miałem pojęcia ile może mieć lat.
-Miło mi.-odpowiedziałem uśmiechając się szeroko.-Może dałabyś mi swój numer?-zapytałem po chwili
-Po co? Nawet się nie znamy.
-No właśnie. A chciałbym cię bliżej poznać. Może wyskoczylibyśmy gdzieś razem?
-No dobrze.-uśmiechneła się i wyciągnęła z torebki swój telefon.
Wymieniliśmy się numerami i zaraz potem zauważyłem Olę. Pożegnałem się z piękną nieznajomą i ruszyłem w jej kierunku.
___________________________________________________________
No i mamy kolejny rozdział ^^ Piszcie co o nim sądzicie. Komentujcie bo to naprawdę mocno motywuje! :D
W razie pytań zapraszam na aska : http://ask.fm/ralinaska

piątek, 13 marca 2015

Rozdział 10

"Wybiła godzina 21.00. "Czas już się położyć" pomyślałam gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. O tej porze? Kto to może być? Otworzyłam drzwi, a do mieszkania wbiegła młoda kobieta. "Jasiu skarbie to ja! Chodź tu do mnie! Wróciłam"-krzyczała kobieta. Była kompletnie pijana! Szła w stronę salonu, chciałam jej zagrodzić droge, lecz mnie odepchnęła. Jakaś wariatka! Pewnie kolejna dziewczyna Janka..."

"Jaaasiek!" Zaczęłam się wydzierać na całe mieszkanie. Usłyszałam jak wybiega z łazienki, a po chwili zbiegał już po schodach. Gdy ujrzał dziewczyne raptownie się zatrzymał i zamarł. Stał tak nieruchomo i patrzył na nią ze zdumieniem. "Ktoś do ciebie." Burknęłam i zwinnie go wyminęłam idąc na góre. Kolejna biedna dziewczyna...współczuje. On chyba nie ma serca. Nie mając już na nic sił położyłam się i szybko zasnęłam.

Obudziły mnie hałasy dochodzące z salonu. Spojrzałam na zegarek, była godzina 01.00 w nocy. Postanowiłam to sprawdzić. Delikatnie otworzyłam drzwi i cicho stawiając stopy na stopniach schodziłam w dół. Weszłam do salonu i ujrzałam siedzącego na kanapie Jasia, a tuż obok niego śpiącą dziewczyne. Spojrzałam się na niego złowieszczo i się odwróciłam z zamiarem powrotu do pokoju.
-Zaczekaj!-usłyszałam głośny szept Jasia
-Co chcesz?-zapytałam w dalszym ciągu stojąc do niego tyłem
-Przepraszam cię za to wszystko. To jest-przerwałam mu. Nie chciałam słuchać jego tłumaczeń. Bo po co? Nie obchodzi mnie to. Szkoda mi tylko tych biednych dziewczyn, które zmienia jak rękawiczki.
-Nie musisz mi się tłumaczyć.-powiedziałam ruszając przy tym przed siebie
-Ale...-nie pozwoliłam mu już dokończyć odchodząc. Szybko wróciłam do swojego pokoju i z powrotem się położyłam. Chciałam jak najszybciej znowu zasnąć. Jednak to mi się nie udawało. Za dużo myśli miałam w głowie. Koło 02.00 wyczerpana rozmyśleniami w końcu zasnęłam.

Wstałam rano koło 09.00. Wyjrzałam za okno, było pochmurnie. Właśnie miałam wyciągać z szafy jakieś ubrania kedy przypomniałam sobie o zdarzeniach z poprzedniego dnia. Co to za dziewczyna? Czy ona jeszcze tu jest? Skąd Jaś ją zna? Zostawiłam wszystko i strasznie ciekawa wyszłam z pokoju kierując się w stronę kuchni. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam Janka i dziewczynę siedzących przy stole. Niepewnie podeszłam do stołu i usiadłam między nimi. Spojrzeli się na siebie po czym dziewczyna powiedziała:
-Cześć. Jestem Martyna.-podała mi swoją rękę
-Ola.-burknęłam podając jej dłoń
-Jak zapewne wiesz jestem siostrą Janka. Przyjechałam tu z Londynu.-jej słowa zamurowały mnie. Ona była jego siostrą! To ta Martyna, o której opowiadał. Jaka ja byłam głupia. Oskarżałam go bez podstawnie... Uznałam, że będę udawać, że wiem kim ona jest. Uśmiechnęłam się do niej.
-Miło mi. A co cię sprowadza do Polski?
-No właśnie. I jak ty się zachowujesz?! Myślisz nad tym co robisz? Jesteś starsza i powinnaś być mądrzejsza!-wtrącił się wściekły Jasiek kładąc naraz naleśniki na stół.
-Przepraszam. Bardzo was przepraszam. Wiem, źle się zachowałam. To tylko dlatego, że byłam pijana...-odpowiedziała ze łzami w oczach.
-Ale to nie wyjaśnia twojego zachowania.-burknął Janek siadając do stołu.

Martyna wszystko nam opowiedziała. Okazało się, że kiedyś wyjechała z chłopakiem za granice. A teraz strasznie się pokłócili i rozstali. Bardzo źle to zniosła i nie mogła se z tym poradzić. Wróciła do Polski szukając tu pomocy. Do wieczora siedziała pijąc w barze, a potem pomyślała o Jaśku. Opowiadając to strasznie płakała. Jaś wtedy się uspokoił i razem ją pocieszaliśmy.

Zjedliśmy wspólnie śniadanie. Poznałam się lepiej z Martyną i okazała się spoko dziewczyną. Polubiłam ją, nawet bardzo. Podczas rozmowy nie obyło się oczywiście bez pytań typu "Mieszkacie razem? Chodzicie ze sobą?" Jednoznacznie zaprzeczyliśmy co do drugiego pytania. Ustaliłyśmy też, że zostanę w jej pokoju, a ona narazie zamieszka w pokoju gościnnym. Po zjedzeniu pomogła mi pozmywać naczynia, a potem poszłam w końcu się ubrać. Gotowa zeszłam na doł i zauważyłam, że przeglądają jakieś płyty.
-Jaki film oglądamy?-Jaś podniósł wzrok na mnie pytająco.
-Jaki tylko zechcesz.-uśmiechnęłam się i usiadłam na kanpie.

W końcu film wybrała Martyna. Był nawet ciekawy. Oglądałam go w skupieniu gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. "Otworze." Krzyknęłam podnosząc się z siedzenia. Otworzyłam drzwi, lecz nikogo tam nie było. Właśnie miałam je zamykać kiedy moją uwagę przykuła biała koperta leżąca na wycieraczce. Podniosłam ją i zamknęłam drzwi. Była zaadresowana do Jasia.
-Kto to?-rozległ się po mieszkaniu krzyk Janka
-Nikt. Znalazłam tylko list do ciebie.-krzyknęłam dalej stojąc w przedpokoju
-Od kogo?
-Od nikogo. No znaczy nie ma tu nadawcy.-trochę to było dziwne.
-To otwórz!

Tak jak o to poprosił mnie Janek otworzyłam tą białą kopertę. Wyleciała z niej również biała karteczka. Podniosłam ją z podłogi i przeczytałam jej treść. Gdy skończyłam czytać stałam nieruchomo nie potrafiąc się ruszyć ani nic powiedzieć. Upuściłam kartkę i stałam w dlaszym ciągu w bez ruchu. Poczułam strach i zmartwienie.
_______________________________________________________________
Hey hey hey! Od razu przepraszam za to, że tak długo nie było rozdziału oraz i formuję, że jest nie co inny niż miał być. Jeśli przeczytaliście poprzedni post to z pewnością wiecie dlaczego. Ale to już nie ważne, najważniejsze, że w ogóle ten rozdział jest :)
Piszcie co sądzicie o tym rozdziale i w razie pytań zapraszam na aska : http://ask.fm/ralinaska ♥

środa, 11 marca 2015

Informacja!

Hey! Przepraszam bardzo, że tak dawno nie dodawłam rozdziału :c Miał być wczoraj, ale napisałam go i już się dodawał gdy nagle wszystko tak poprostu się usunęło...znikło. To takie okropne uczucie ;c Tyle pisania na marne... Jeszcze raz bardzo przepraszam i jutro po szkole postaram się Wam odtworzyć tamten rozdział! :) Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie ;)

poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 9

"Podniosłem z podłogi kamyk i rzuciłem go w stronę stawu. Wpadł do wody. Podniosłem drugi jednak ten pod wpływem wiatru zmienił swój kierunek i wpadł w drzewo. Na moje nieszczęscie odbił się od tego drzewa i wpadł prosto pod nogi Filipa. "I dobrze mu tak" pomyślałem, ale jednak szybko tego żałowałem. Biegł z Olką na baranach, potknął się o kamyk i oboje polecieli do przodu. Ola zrobiła wielkiego fikołka przez jego głowę. To był straszny widok! Stałem wryty w ziemie nie wiedząc co mam robić. Podbiegłem więc do nich i zobaczyłem oboje leżących na ziemi. Byli nieprzytomni. Przczesałem ręką włosy zastanawiąc się co mam robić. Wykręciłem szybko numer na pogotowie."

Perspektywa Jasia

Czekałem na przyjazd karetki. Nie miałem pojęcia co robić. Oboje oddychali, ale i tak byli nieprzytomni. Najpierw próbowałem ocknąć Ole. Jednak na marne. Strasznie się bałem. Łzy mi ciekły po policzkach. Co ja zrobiłem?! To tylko moja wina. Przytuliłem ją i głaskałem po głowie. Miała dużą rane na czole, ale wolałem jej nie ruszać. Mogłem tylko pogorszyć sytuacje. Patrzyłem w niebo próbując powstrzymać łzy gdy nagle usłyszałem ciche nawoływanie "Jjaś? Jaś!". Ola! To była Ola! Obudziła się! Przytuliłem ją mocniej do siebie próbując ją uspokoić. Niestety wyrwała się szybko z moich objęć. Zauważyła leżącego obok Filipa. Podbiegła do niego, a po chwili słyszałem już syrene pogotowia.

Pół godziny później byłem już w szpitalu. Musiałem dzwonić po taksówke. Nie chcieli mnie zabrać karetką... Błądziłem jeszcze długo po budynku w celu znalezienia moich przyjaciół. Szedłem korytarzem gdy nagle ujrzałem Ole wychodzącą z gabinetu lekarskiego. Rane na głowie miała opatrzoną, zdawało się, że nic poważniejszego prócz siniaków i zadrapań się nie stało. Szybko się nią zająłem.
-Co ty tam robiłeś?-zapytała Ola, a ja wtedy przypomniałem sobie, że to z mojej winy tu jesteśmy. A pytanie dziewczyny oznaczało, że ona o tym nie wie. I niech tak narazie zostanie. Nie moge jej o tym powiedzieć! A przynajmniej nie teraz.

Perspektywa Oli

-Co ty tam robiłeś?-zapytałam tego bardzo ciekawa. Co prawda gdyby nie on nie wiadomo jakby się to wszystko skończyło, ale czy to przypadek, że tam był? W oczach Jasia zauważyłam zmieszanie. Nie wiedział chyba co powiedzieć. Może nas śledził? Niee. To nie w jego stylu. Zresztą po co.
-Szedłem do sklepu.-w końcu powiedział. Nie byłam tego taka pewna, ale nie miałam już ochoty się z nim kłócić. Złość na niego mi już przeszła i w razie czego nie chciałam się znowu wkurzać.

Znaleźliśmy sale, na której leżał Filip. W dalszym ciągu nieprzytomny. Na szczęście Jaś był cały czas przy mnie i mnie pocieszał. No bo w końcu to też jego kumpel. Wieczorem wróciliśmy do domu. Nie miałam już na nic sił. Poprostu ciężki dzień...nawet bardzo ciężki. Rzuciłam się na kanape w salonie, a Jaś usiadł koło mnie.
-Wiesz...musze ci coś powiedzieć. No bo...wtedy w parku to-przerwałam mu. Nie chciałam słuchać jego tłumaczeń. Rozumiem. Przecież każdy może iść se do parku. To, że my też tam byliśmy nic nie znaczy. Pewnie przypadek
-Ale...-próbował skończyć, lecz ja go uciszyłam. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale pocałowałam go. Otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Zarumieniłam się ze wstydu. Źle zrobiłam...
-Przepraszam...ja nie powinnam.-wyjąkałam
-Nie! Ola, wszystko dobrze. Poprostu ja chciałem ci coś bardzo ważnego powiedzieć. Prosze cie. Wysłuchaj mnie.
No dobrze. Mów.-mówił to z takim przekonaniem, że ciekawość mnie zżerała. Co on chciał?
-W tym parku...-wziął głęboki oddech-Wypadek w parku to moja wina.-powiedział szybko jednym tchem. Z początku nie wiedziałam co mam myśleć. Może to jakiś żart? Chociaż wyglądał i mówił to dość poważnie.
-Jak to? Jak to twoja wina?-zapytałam drżącym głosem. Nie wiedziałam jakiej odpowiedzi moge się spodziewać.

Opowiedział mi wszystko. Od początku do końca. Co prawda w parku znalazł się przypadkiem. Z tym kamykiem to też nie celowo, ale pomimo wszystko byłam na niego wściekła. Na samą myśl o tym, że przez niego jego kumpel teraz leży w szpitalu łzy ściekały mi po policzkach. Tego wieczoru już się do niego nie odzywałam. Przepraszał mnie, ale nie mogłam mu tak poprostu od razu wybaczyć. Po raz kolejny się na nim zawiodłam.
Wybiła godzina 21.00. "Czas już się położyć" pomyślałam gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. O tej porze? Kto to może być? Otworzyłam drzwi, a do mieszkania wbiegła młoda kobieta. "Jasiu skarbie to ja! Chodź tu do mnie! Wróciłam"-krzyczała kobieta. Była kompletnie pijana! Szła w stronę salonu, chciałam jej zagrodzić droge, lecz mnie odepchnęła. Jakaś wariatka! Pewnie kolejna dziewczyna Janka...
__________________________________________________________
W końcu następny rozdział! :) I tradycyjnie dziękuję za wszystkie przemiłe komentarze, wyświetlenia, miłe słowa! ♥ Poprostu non stop mnie zaskakujecie! Zapraszacie na fb, piszecie na asku :) To naprawdę bardzo dużo dla mnie znaczy ♥ Jesteście wspaniali! ♥
PS. Jutro postaram się dodać coś dłuższego ;)
W razie pytań zapraszam na aska : ask.fm/ralinaska

sobota, 7 marca 2015

Rozdział 8

"Chłopak wyszedł z mieszkania, a ja poczułam jak łzy ciekną mi po policzkach. Po chwili zjawił się Filip i nic nie mówiąc mnie przytulił. Wiedział czego teraz potrzebuje. Nie chciałam z nikim rozmawiać, chciałam poprostu poczuć, że nie jestem sama."

Obudził mnie dźwięk dzwoniącego telefonu. Podniosłam się do pozycji siedzącej przeciągając się. Chwyciłam za telefon i chciałam odebrać gdy nagle uświadomiłam sobie kto to dzwoni. Odrzuciłam połączenie i wypuszczając z ust powietrze rzuciłam się z powrotem na łóżko. Oczywiście dzwonił Jaś. No bo któż by inny? Rozejrzałam się po pokoju i próbowałam zrozumieć co się dzieje. Miałam na sobie ubrania z poprzedniego dnia i leżałam w obcym łóżku w jakimś obcym mi mieszkaniu i pokoju. Postawiłam nogi na podłodze z zamiarem wstania, przemierzyłam pokój jeszcze raz wzrokiem i wstałam ruszając do okna. Odsłoniłam żaluzję i szybko odczułam promienie słoneczne na mojej twarzy. Jak na tą pore roku to zdawało się być bardzo ciepło na dworze. Uchyliłam okno z zamiarem przewietrzenia pomieszczenia. Strasznie było w nim duszno. Jesienny wiaterek przeleciał przez moje ciało. Był chłodny, ale delikatny. Czyli wspaniała pogoda by poszlajać się po mieście. Dobra, dobra. Dosyć tego dobrego. Teraz musze ogarnąć co tu się dzieje. Szybko sobie przypomniałam jak spędziłam miło wieczór z Filipem oglądając film. Jednak nigdzie go tu nie było. Wyszłam cicho z pokoju i stawiając małe, niepewne kroki zeszłam na dół. Ujrzałam go w salonie rozłożonego na kanapie przed telewizorem. Miał na sobie tylko spodnie co mnie trochę zdziwiło. Przecież było tu tak chłodno. Dzrwi na taras były otwarte, a wszystkie okna pouchylane.
-Nie zimno ci?-powitałam go uśmiechem i tym że właśnie pytaniem.
-Nie, jest okej. A z ciebie straszny śpioch.-zaczął się ze mnie śmiać. Spojrzałam się na niego krzywo po czym zapytałam:
-A która jest godzina?
-Dwunasta trzydzieści.-usiadłam koło niego otwierając usta z niedowierzeniem.
-I..i że niby ja tyle spałam?
-Dokładnie tak.-uśmiechnął się szeroko, a mi się zrobiło wstyd. Jestem u niego gościnnie i śpie sobie pół dnia.
-Nigdy tak długo nie spałam. Ale mniejsza z tym. Musisz mi odpowiedzieć na pare pytań. Jak ja się znalazłam tam u góry? Czemu mam na sobie ubrania z wczoraj? I oprowadzisz mnie po mieszkaniu?
-A więc wczoraj oglądaliśmy do późna film. Po pewnym czasie zasnęłaś, a ja cię zaniosłem do sypialni rodziców. I dlatego masz też ubrania. No chyba, że wolałaś bym cie przebrał.-zaśmiał się chytrze co spowodowało śmiech także u mnie.
-Nie. Nie trzeba było. Dobrze zrobiłeś.-puściłam mu oczko, a on podniósł się z kanapy. Wyłączył telewizor i powiedział:
-No to teraz cie oprowadze.

Tak jak obiecał pokazał mi cały dom. Był spory. Na koniec wróciliśmy do pokoju, w którym spałam.
-A gdzie są twoi rodzice?-zapytałam bardzo ciekawa czemu jest w domu sam.
-Są na wyjeździe służbowym. Mają własną firme i często gdzieś wyjeżdzają. Non stop jestem w domu sam.-zwiesił głowe, a jego twarz wyraźnie posmutniała.
-Ej! Nie smuć się. Wrócą, a teraz masz mnie. Dotrzymam ci dzisiaj towarzystwa.-uśmiechnęłam się szeroko i zaczęłam gilgotać by się rozweselił. To się jednak nie udało, Filip nie ma łaskotek. Ale za to ja mam potworne. Postanowił więc to wykorzystać. Chwyciłam wtedy z łóżka podusze i w niego rzuciłam. Miałam czas na ucieczke. Śmiejąc się chwyciłam walizke i pobiegłam do łazienki. Słyszałam jak za mną biegnie więc szybko się zakluczyłam. Spojrzałam w lustro i jak pomyślałam o tym, że ja tak cały czas wyglądałam to zrobiło mi się niedobrze. Wzięłam szybki prysznic i włożyłam dresowe, czarne spodnie i białą koszulke. Spiełam włosy w luźnego koka i wyszłam z łazienki.
-Ubieraj się.-dałam polecenie Filipowi.
-Dlaczego?
-Zobaczysz. No szybko! Idź się ubieraj!-po tych słowach poszedł do swojego pokoju. Po pięciu minutach wyszedł w garniturze, a ja zaczęłam się śmiać. Chichrałam się jak wariatka, a on mi się przyglądał.
-O co chodzi? Coś nie tak?-spytał strasznie zdziwiony poprawiając koszule. Jego mina...poprostu bezcenna.
-Nie idioto. Wyglądasz dobrze, ale tak chyba nie pójdziesz ze mną biegać.-w dalszym ciągu się śmiałam.

-Jest 13.15. Więc może później obiad zjemy na mieście? Bo nie myśl, że będziemy tylko 30 minut biegać.-mówiąc to chwyciłam w jedną rękę czarną torbe, a drugą chwyciłam Filipa i ciągnęłam go za sobą. Wyszliśmy z domu, chłopak zamknął kluczem drzwi i zaczęliśmy truchtać w stronę parku. Biegliśmy tak jakieś 20 minut aż dotarliśmy do celu. Usiedliśmy na ławeczce by odsapnąć. Szczerze mówiąc Filip miał słabą kondycje. Też chyba rzadko biegał. Gdy siedzieliśmy dyszał tak jakby miał się zaraz udusić. Zaczęłam się z niego śmiać, a on po chwili zrobił to samo. Nałożyłam ciemne okulary na nos i się oparłam. Wpatrywałam się tak jak zawsze w duży staw, po którym pływają kaczki i łabędzie. Nagle na moje ramię spadła z nieba kropelka wody.
-Chyba będzie padać.-mruknął Filip
-No to nici z naszego spaceru.-westchnęłam
-Ej! Olka! Przecież my nie z cukru, nie? Chyba się nie rozpuścimy.-zaśmiał się
-No racja racja.-uśmiechnęłam się i wstałam z ławki.

Teraz już nie biegliśmy, lecz spacerowaliśmy. Nagle niebo zagrzmiało i momentalnie lunął deszcz. Tak jakby chmura się rozerwała. Zaczęlismy biec szukając jakiego kolwiek schronienia. Tym razem Filip pokazał klasę. Biegł tak szybko, że za nim nie nadążałam. Gdy to zauważył krzyknął "Wskakuj na barana". Kucnął a ja wskoczyłam na niego, lekko się ugiął. Pewnie dlatego, że byłam ciężka. Szybko jednak się podniósł i zaczął biec przed siebie. Mieliśmy przy tym dużo zabawy. Krzyczałam do niego jak do konia, a on wykonywał moje rozkazy. Nagle mój kumpel poleciał wraz ze mną do przodu. To trwało jakieś dwie sekundy, a leżałam już na ziemi. Poczułam przeszywający ból w kregosłupie.

*Perspektywa Jasia
Rano po obudzeniu się odrazu chwyciłem telefon i wykręciłem numer do Oli. Oczywiście nie odbierała. Po zjedzeniu tostów ubrałem się i oglądałem tv. Po godzinie dwunastej ponownie zadzwoniłem do Oli, nie uzyskałem odpowiedzi. Bez niej było w domu jakoś pusto. Nie mogłem dłużej wytrzymać w tym cichym, bezludnym miejscu. Musiałem wyjść się przewietrzyć, pospacerować. Powoli ruszyłem w stronę parku. Chodziłem po nim bez celu gdy nagle lunęło jak z cebra. Nałożyłem na głowe kaptur i schowałem się pod drzewem. Przed moimi oczyma pojawiło się dwoje ludzi. Fajnie razem wygladali. Pomyślałem wtedy Oli i o mnie. Zacząłem im się przyglądać. "To Filip??"-pomyślałem po chwili ich obserwacji. Tak to Filip i Ola! Nagle coś się we mnie zagotowało. Miałem ochotę podbiec do nich i porządnie przywalić Filipowi, pomimo, że to nie w moim stylu. Opanowałem się, nie mogłem przecież znowu wyjść przed Olą na wariata. Musiałem się jednak na czymś wyżyć. Podniosłem z podłogi kamyk i rzuciłem go w stronę stawu. Wpadł do wody. Podniosłem drugi jednak ten pod wpływem wiatru zmienił swój kierunek i wpadł w drzewo. Na moje nieszczęscie odbił się od tego drzewa i wpadł prosto pod nogi Filipa. "I dobrze mu tak" pomyślałem, ale jednak szybko tego żałowałem. Biegł z Olką na baranach, potknął się o kamyk i oboje polecieli do przodu. Ola zrobiła wielkiego fikołka przez jego głowę. To był straszny widok! Stałem wryty w ziemie nie wiedząc co mam robić. Podbiegłem więc do nich i zobaczyłem oboje leżących na ziemi. Byli nieprzytomni. Przczesałem ręką włosy zastanawiąc się co mam robić. Wykręciłem szybko numer na pogotowie.
_____________________________________________________________________________
Hey! Chciałabym Wam podziękować za 1000 wyświetleń bloga! ♥ Jesteście wspaniali! Nie tylko za to, ale także za wszystkie miłe słówka, komentarze, pytania na asku :) I ten rozdział chciałabym zadedykować Dominice Lasockiej! ♥ Jesteś wspaniałą firanką :) Piszcie czy spodobał Wam się ten rozdział :*.
W razie pytań zapraszam na aska ;) : Ralinaska

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 7

"Koło godziny 18.00 dostałam smsa do Jaśka "Ola! Gdzie ty dziecko jesteś?! Wiesz jak ja się martwie!". Zachowywał się jak mój ojciec albo jakiś starszy brat. Najpierw mnie całuje, a potem zwraca się do mnie "dziecko". Nie odpisałam. Ma za swoje. Niech się teraz martwi. Jeśli to wogóle prawda, że tak się mną przejmuje. Przecież ma przy sobie swoją Kasiunie. Zresztą rzeczywiście bardzo szybko zorientował się, że mnie nie ma. Nie miałam mu za złe, że ma dziewczyne i, że jest z nią szczęśliwy tylko, że mnie tak wykorzystał, a ją zdradził."

Tym razem w tej trudnej dla mnie sytuacji wspierał mnie Filip, nie Jasiek. To właśnie przez chłopaka, na którego mogłam zawsze liczyć teraz cierpiałam. Oglądaliśmy jakiś film, lecz nie mogliśmy się na nim skupić. Cały czas dzwonił do mnie nasz "przyjaciel". W końcu wyłączyłam telefon i było po problemie. Nie minęło 15 minut, a zadzwonił telefon Filipa. Wziął go do ręki, spojrzał kto dzwoni po czym go odłożył.
-To Jasiek.-powiedział
-Może ty odbierz. Bo inaczej może pomyśli, że nie odbierasz bo ja tu jestem. I jeszcze przyjedzie.-westchnęłam rozkładając się bardziej na kanapie.
-Tak myślisz? Bo szczerze mówiąc to nie mam ochoty z nim gadać.
-Okej.

Jasiek przestał w końcu dzwonić. Mogliśmy skupić się na filmie. Ta chwila jednak nie trwała długo. Pół godziny po tym jak Janek dzwonił do Filipa ktoś zapukał do drzwi. Schowałam się w łazience bo pomyślałam, że to może Janek. Nie myliłam się. Usłyszałam jego głos gdy wszedł do mieszkania.
-Cześć stary. Mam do ciebie sprawe. Dzwoniłem, ale nie odbierałeś.
-No to słucham.
-Ola zaginęła. Nigdzie jej nie ma. Widziałeś może ją gdzieś? Albo jest u ciebie?-zapytał zamrtwiony
-Nie. Niby czemu miała by tu być?
-A tak se pomyślałem. W takim razie chodź szybko! Ubieraj się! Idziemy jej dalej szukać.
Jak tego słuchałam zrobiło mi się żal Jaśka. Dalej byłam na niego zła, ale postanowiłam wyjść by nie robić tym całym zamieszaniem problemów Filipowi.
-Jestem tutaj.-powiedziałam cicho wychodząc z łazienki
-Ola! Prosze porozmawiaj ze mną.
-Lepiej będzie jak stąd pójdziesz.-zaprotestował Filip
-Nie. Zostaw go, ma racje. Musimy pogadać.
-No to może zostawie was samych.-po tych słowach ruszył w strone salonu, a my staliśmy dalej w przedpokoju.

Czekałam aż Janek coś powie, jednak on stał jak osłupiały i mi się przyglądał. W końcu podszedł do mnie i powiedział "przepraszam" po czym chciał mnie przytulić.
-Nie dotykaj mnie!-krzyknęłam
-Prze...przepraszam.-wystękał nie co się oddalając
-Po co tu przyszedłeś?-zapytałam stanowczo
-Przyszedłem by powiedzieć ci coś ważnego. A przedewszystkim przeprosić...Nie chciałem by tak to wyszło. I chce byś wiedziała, że zerwałem z Kasią.-po tych słowach umilkł, a mnie wmurowało. Przyznam, że troche mnie to zaciekawiło i zarazem zmartwiło.
-Dlaczego?-zapytałam już nie co mniej stanowczo, ale dalej nie dawałam za wygraną. Chciałam by zatrzymał odpowiedni dystans.
-No bo...ja jej wcale nie kocham.-mówiąc to usiadł na schodach. Usiadłam koło niego.
-Jak to? Jak to jej nie kochasz? Wczoraj wyglądało to zupełnie inaczej.-burknęłam
-Nie było jej tyle miesięcy. Nawet się nie odzywała. Zapomniałem o niej.-spojrzałam na niego jak na idiote-Tak, zapomniałem.-dodał tak jakby miał wrażenie, że mu nie wierze.
-Rozumiem, ale pomyśl jak mnie wczoraj potraktowałeś. Jak ja się czuje. Myślisz tylko o sobie...I skoro jak to powiedziałeś, że już jej nie kochasz to co to było wczoraj wieczorem? "To jest Ola. Jestem takim jakby jej starszym bratem".-spojrzał się na mnie jakby nie wiedział co ma powiedzieć. W końcu wydusił z siebie słowa.
-Bo się bałem. Jak ona przyszła stres mnie zżarł. Tak to szybko wszystko się stało. Nawet nie wiedziałem, że przyjedzie.-mówiąc to złapał mnie za ręke.
-Okej. Ale teraz już idź. Nie chce z tobą rozmawiać.-powiedziałam uwalniając naraz dłoń z jego uścisku
-Ale wybaczasz mi?
-Zastanowie sie. Ale prosze już idź. Nie moge na ciebie patrzeć.
Chłopak wyszedł z mieszkania, a ja poczułam jak łzy ciekną mi po policzkach. Po chwili zjawił się Filip i nic nie mówiąc mnie przytulił. Wiedział czego teraz potrzebuje. Nie chciałam z nikim rozmawiać, chciałam poprostu poczuć, że nie jestem sama.
_________________________________________________________________________
Hey! Na początku chciałam Wam podziękować za to, że ze mną jesteście, pomagacie mi, wspieracie, a przede wszystkim doradzacie! :) A to taki krótki rozdział oparty głównie na dialogach. Postaram się ich unikać bo mi się jakoś nie podobają :c No chyba, że Wam tak to zupełnie zmienia postać rzeczy ;)
Możecie spodziewać się dzisiaj jeszcze jedno rozdziału! ♥

Rozdział 6

Obudziłam się wcześnie rano. No znaczy tak na początku myślałam. Wyciągnęłam telefon z pod poduszki, a on wskazywał godzine 10.00. Tak! Miałam telefon. Dostałam go od Jasia jak to nazwał "przedwczesny prezent urodzinowy". Odwróciłam się i ujrzałam mojego przyjaciela siedzącego na fotelu przy biórku. Siedział tak i mi się przyglądał.
-Halo? Jesteś tam?! Jasiek, co się tak na mnie gapisz?-nagle Jasiek się ocknął.
-Aa...no hej. Przyszedłem zawołać cię na śniadanie, ale tak słodko spałaś, że nie chciałem cie budzić.
-Długo już tu siedzisz?-zapytałam ciekawa tego jak długo mi się przyglądał
-Ee...no jakąś godzine, może półtorej.-otworzyłam szeroko oczy, a on się zaśmiał-Żartuję, dopiero przyszedłem!

Zeszliśmy razem na śniadanie, nawet się nie ogarnęłam. Szczerze mówiąc nie zależało mi na tym. Bo rodzice Jasia byli poza domem, a jemu nie musiałam się podobać. Był w końcu tylko moim kumplem. Dopiero po zjedzeniu ubrałam się i uczesałam. Wyszłam z łazienki i usłyszałam "komplement" od Jasia.
-Ej, czemu się przebrałaś? Wcześniej wyglądałaś lepiej!-zaśmiał się
-Chcesz to moge się spowrotem przebrać, rozczochrać i idziemy do miasta. A potem będziemy na pierwszej stronie gazety.

Zaczęliśmy się śmiać. Wtedy Jaś zaczął mnie gilgotać. Tarzałam się po ziemi jak jakaś wariatka. Jednak zabawa nie skończyła się dobrze. Uderzyłam głową o podłoge i "straciłam przytomność". A przynajmniej tak tylko myślał Jaś. Wziął mnie na ręce i zaniósł do swojego pokoju, położył mnie na łożko i zaczął prosić bym się obudziła. W końcu nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. "O ty! Udawałaś" zaśmiał się jeszcze bardziej i znowu mnie zaczął gilgotać. Nigdy aż tak się chyba nie śmiałam. Nagle zderzyliśmy się głowami jękłam przez śmiech "ałaa". Po uderzeniu nasze usta dzieliły milimetry. Jaś się na mnie spojrzał, a potem mnie pocałował. Chciałam się od niego oderwać. Jednak był taki wspaniały, że w końcu się poddałam. Zaczęłam się  zastanawiać nad tym co mu odbiło. Przecież byliśmy tylko przyjaciółmi! Prawda? Nigdy nawet nie pomyślałam, że moge mu się podobać. W tamtej chwili czułam się jak w niebie. Gdy jego pocałunek złożony na moich wargach się skończył przytulił mnie masując moje plecy. Jednak tą wspaniałą chwile przerwało pukanie do drzwi. "Wiesz kto to może być?" Spytałam nie odklejając się od niego. "Nie wiem. I mnie to nie interesuje, teraz liczysz się tylko ty" szpnął mi do ucha, a ja się strasznie zarumieniłam. Złożyłam pocałunek na jego wargach, a on go odwzajemnił gdy nagle usłyszałam krzyk jakiejś kobiety. Na pewno nie była to mama Jasia, może siostra? "Kochanie wróciłam! Jesteś?". Wtedy Janek oderwał się ode mnie jak oparzony, wybiegł z pokoju rzucając tylko szybkie "Zostań tu". Jednak ja nie miałam zamiaru się jego posłuchać i po cichu ruszyłam za nim. To co tam zobaczyłam strasznie mną wstrząsneło. Jeszcze minute temu całował się ze mną, a teraz całował jakąś dziewczyne. Była bardzo ładna co dobiło mnie jeszcze bardziej. Szybko się zawróciłam i pobiegłam do pokoju, w którym miałam na niego czekać. Trzasnęłam za sobą drzwiami. Po chwili do pokoju wszedł Jaś z tą dziewczyną. Miała długie czarne włosy i niebieskie oczy. Była wysoka i strasznie szczupła.
-Kto to?-zwróciła się do chłopaka przytulając go
-To moja znajoma, Ola. Jestem takim jej starszym bratem.-powiedział uśmiechnięty, ale w jego oczach widziałam strach. Chyba bał się, że jej powiem o zdarzeniach z przed kilku minut.
-Jestem Kasia, dziewczyna Janka.-podała mi rękę
-Ola.-odpowiedziałam z grymasem ma twarzy podając jej dłoń.

Po tym wyszli z pokoju zostawiając mnie samą. Co ja sobie myślałam? Jaką byłam idiotką. Jak on mógł mi to zrobić? Czułam się strasznie. Nie chciałam zostać w tym miejscu ani chwili dłużej. Nie myśląc co robie spakowałam wszystkie moje rzeczy do walizki. Po cichu zeszłam po schodach z nadzieją, że mnie nie usłyszą. Siedzieli na kanapie w salonie i oglądali TV. Dziewczyna opierała się o jego ramie, a on masował ją po plecach. Dokładnie tak samo jak mnie kilkanaście minut temu. Niezauważona przeszłam do przedpokoju. Włożyłam trampki, ciepły polar i wyszłam z domu ciągnąc za sobą walizke. Włóczyłam się przez dłuższy czas po mieście bez celu. W końcu zatrzymałam się w parku. Usiadłam na tej ławeczce co zawsze się zaczęłam zastanawiać czy Janek wogóle zauważył, że mnie nie ma. I co ja miałam teraz zrobić? Nie chciałam tam wracać. Może zadzwonić do jakiejś koleżanki z klasy? A może spędzić reszte dnia i noc tutaj, w parku. Mogłabym też wrócić do mojego starego domu, tego sprzedanego. Bo przecież w dalszym ciągu miałam klucze. Niee, co ja robie. To głupi pomysł. Szybko jednak z rozmyśleń wyrwał mnie kolega z klasy, Filip.
-Hej! Co ty tu robisz? Z tą walizką?-spytał zatroskany
-Cześć. A tak chciałam się przejść.
-Z walizką?-zapytał ciekawy
-Tak, a co? Nie można?-zaśmiałam się, choć tak naprawdę miałam ochote płakać. Filip chyba to zauważył...
-Ej! Ola! Wszystko okej?-zawołał szturchając mnie lekko
-Jest ok.-mówiąc to zwiesiłam głowe w dół
-Przecież widzę, że coś jest na rzeczy. Mi możesz powiedzieć.-objął mnie jedną ręką
-Może się przejdźmy. Wszystko ci opowiem.-powiedziałam wstawając naraz z ławki.

Tak jak obiecałam po drodze wszystko mu opowiedziałam. Gdy skończyłam nie mógł uwierzyć w to co mu właśnie powiedziałam. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam:
-Znasz tą Kasie?-westchnął i odpowiedział mi
-Tak, znam ją. Wyjechała jakiś czas temu z rodzicami do Berlina. Jasiek nie mógł się z tym pogodzić. I po pewnym czasie pojawiłaś się ty. Ja nie wiedziałem, że on jest w stanie zrobić takie świństwo.
-A ona z nim mieszka?-zapytałam ciekawa. Jeśli tak na na pewno nigdy już tam bym nie wróciła.
-Nie, ale ma klucze do jego mieszkania. A w takim razie gdzie ty chcesz spać?
-Nie wiem. Ale na pewno tam nie wrócę.-westchnęłam
-Możesz zostać na noc u mnie!-uśmiechnął się
-Naprawdę?-kiwnął głową dając znak, że nie kłamie-Dziękuję. Jesteś wspaniały!-przytuliłam w ramach podziękowania Filipa i ruszyliśmy w strone jego domu.

Koło godziny 18.00 dostałam smsa do Jaśka "Ola! Gdzie ty dziecko jesteś?! Wiesz jak ja się martwie!". Zachowywał się jak mój ojciec albo jakiś starszy brat. Najpierw mnie całuje, a potem zwraca się do mnie "dziecko". Nie odpisałam. Ma za swoje. Niech się teraz martwi. Jeśli to wogóle prawda, że tak się mną przejmuje. Przecież ma przy sobie swoją Kasiunie. Zresztą rzeczywiście bardzo szybko zorientował się, że mnie nie ma. Nie miałam mu za złe, że ma dziewczyne i, że jest z nią szczęśliwy tylko, że mnie tak wykorzystał, a ją zdradził.
_______________________________________________________________
Tak jak obiecałam dodaje Wam dzisiaj drugi, tym razem dłuższy rozdział :) Dziękuję za wszystkie wejścia na bloga i ciesze się, że opowiadanie Wam się podoba. Jak czytam co mi na asku piszecie to chce mi się płakać ze szczęścia!♥ Kocham Was mordki! ♥

Rozdział 5

"Około 20.30 ktoś zadzwonił do drzwi. "Mama!" Krzyknęłam i pobiegłam otworzyć drzwi, a Jasiek poleciał tuż za mną. Otworzyłam drzwi znadzieją, że to moja mama. Jednak się zawiodłam. Byłam bardzo zdziwiona i przestraszona gdy w progu mojego mieszkania ujrzałam policje..."

-Dobry wieczór, pani Aleksandra Mostek?-zapytał jeden z policjantów
-Tak, to ja. A o co chodzi?
-Możemy wejść?-zapytał drugi policjant
-Tak, oczywiście.-spojrzałam się na Jasia, a następnie pokierowałam policjantów do salonu.
-Może lepiej niech pani usiądzie.-powiedział jeden z nich
-Dobrze, ale prosze powiedzieć o co chodzi.
-A więc pani mama miała wypadek.
-Jaki wypadek?-krzyknęłam przestraszona
-Jest w szpitalu?-dodał Jaś
-Nie. Niestety pani mama...nie żyje.
Nagle cały świat mi się zawalił. Poczułam jedną, wielką pustke. W pokoju nastała cisza. Jaś stał osłupiały i przyglądał się policjantom. Poczułam jak łzy ciekną mi po polikach. Nie potrafiłam nic powiedzieć. Janek wtedy do mnie podszedł i mnie przytulił. Cisze przerwał jeden z policjantów.
-Czy ma pani skończone osiemnaście lat?-na te słowa spojrzałam na policjanta. Chciałam zostać u siebie w domu. Nie miałam zamiaru nigdzie jechać. No ale przecież nie mogłam ich okłamać.
-Nie, jeszcze nie. Mam siedemnaście lat.
-W takim razie przykro mi, ale musi pani z nami teraz pójść.
Nastała cisza. Jaś miał taką mine jakby o czymś rozmyślał.
-Ale nie trzeba! Ja jestem jej starszym bratem. I jestem pełnoletni.
Bardzo zaskoczyły mnie jego słowa. Ale musze przyznać, że pomysł miał dobry. Co prawda było ryzyko, że nie wypali, ale zawsze warto próbować.
-Prosze pokazać mi dowód.-poprosił policjant. A to pewnie dlatego, że Jasiek dość młodo wyglądał. Może i nawet na młodszego ode mnie. Wyciągnął dowód, podał policjantowi, a on go dokładnie prześledził.
-Widze, że ma pan inne nazwisko.
-Tak, tak. Ale to długa rodzinna historia.
-W takim razie prosze się dobrze opiekować siostrą. Nie jest pan opiekunem prawnym, ale to wszystko da się załatwić.-zwrócił się do Jasia, a potem spojrzał na mnie-Prosze się nie martwić. Wszystko będzie dobrze.-po tych słowach wyszli z mieszkania.
Janek został tej nocy u mnie. Wiedziałam, że moge na niego liczyć. Był wspaniałym przyjacielem.

*TYDZIEŃ PÓŹNIEJ*

Tydzień później było już po pogrzebie. Jaś przez ten cały czas mnie wspierał w tej trudnej dla mnie sytuacji. Był dla mnie jak prawdziwy brat. Długo jednak nie mogliśmy udawać rodzeństwa. Prędzej czy później wszystko by wyszło na jaw. Nie wiedziałam co mam robić. Po jakimś czasie rodzice Janka pomogli w sprzedaży mieszkania. Z mieszkać miałam u nich do czasu aż skończe 18 lat. Czyli niedługo bo urodziny miałam już w przyszłym miesiącu - listopadzie. Byłam za wszystko naprawdę wdzięczna Jankowi tak jak i jego rodzicom. Od śmierci mojej mamy byli dla mnie wszystkim. Nie było mi łatwo znieść tą sytuacje, ale dałam radę. Pogodziłam się szybko ze śmiercią mamy, może dlatego, że po śmierci taty wiele się nauczyłam. "Mieszkałam" w pokoju Martyny, siostry Jasia. Okazało się też, że ma brata. Niestety on studiował w Krakowie. Więc praktycznie przez cały czas był sam z rodzicami w domu.
_________________________________________________________________________
O to taki krótki, smutny rozdział. W zamian za to postaram się dzisiaj napisać jeszcze jeden trochę dłuższy rozdział. Dziękuje za wszystkie miłe komentarze tu i na asku. Czasem jak je czytam to chce mi się płakać ♥ Kochane z Was tępe pały! ♥