poniedziałek, 18 maja 2015

Ważne info!!

Hey! Mordki przepraszam Was bardzo, ale zastanawiam się nad zakończeniem bloga. Nie będę się tłumaczyć dlaczego, bo to raczej nie ważne. Ale ostateczną decyzję podejmiecie Wy! Zrobiłam ankietę, w której proszę o głosy. http://strawpoll.me/4393154
Jeśli zakończę to będzie po prostu koniec.
Jeśli mam zrobić coś takiego jak sezony, to przez jakiś czas była by przerwa i może potem bym wróciła. Nie wiem po jakim czasie, dlatego bardzo się boję, że przez to Was stracę. Już przez to, że rzadko są rozdziały Was tracę. Nie jest to dla mnie łatwe, bo poświęciłam na tego bloga mase czasu, zyskałam wspaniałych czytelników i spełniłam swoje marzenie. Szczerze mówiąc dostałam szansę, by lepiej rozwijać swoją pasje jaką jest pisanie i ciężko jest pogodzić obie "prace". Przepraszam i liczę na wyrozumiałość z Waszej strony. :)

sobota, 16 maja 2015

Rozdział 28

"Gdy kobieta opuściła szpital, usiadłam w holu na krzesełku pozostając sama ze swoimi myślami. Jak my teraz sobie poradzimy? Co teraz będzie? Na pewno nie wyprowadzimy się teraz. Musimy pomóc mamie Jaśka. I tak nieźle zniosła śmierć męża. Z rozmyśleń wyrwał mnie dotyk czyjejś ręki na ramieniu. Nerwowo się odwróciłam i ujrzałam..."

Nerwowo się odwróciłam i ujrzałam chłopaka, którego wcześniej potrąciłam. Odetchnęłam z ulgą, z powrotem się odwracając.
-Coś się stało?-do moich uszu dobiegł głos chłopaka. Przekręciłam głowę w jego stronę.
-Nie, nic. Nic prócz tego, że mój chłopak walczy o życie.-westchnęłam, przecierając oczy od łez
-A tobie nic nie jest? Przepraszam, że nawet się nie zatrzymałam, by ci pomóc.
-Nie, nic mi nie jest. Jak masz na imię?
-Aleksandra.-delikatnie się uśmiechnęłam. Lubię zawierać nowe znajomości.
-Ja jestem James.-chłopak podał mi dłoń, odwzajemniając uśmiech.

Przeniosłam wzrok z chłopaka na biegnącego w naszą stronę lekarza. Stanął zdyszany przed nami. Posłałam mu pytające spojrzenie, nie mając pojęcia o co chodzi.
-Pani Olu. Widziała gdzieś pani pana Janka?-wydusił z siebie zachrypniętym głosem.
-Jak to widziałam? Powinien być na sali.-zdenerwowałam się słysząc słowa mężczyzny.
-Nie chcę pani denerwować, ale muszę mówić prawdę. Pani chłopak zniknął. Nie ma go na sali.-mruknął drapiąc się nerwowo po głowie. Do moich oczu napłynęły łzy. Przetarłam oczy patrząc raz na James'a raz na lekarza.
-Zrobimy wszystko co w naszej mocy, by go odnaleźć. Zaraz zawiadomię policję.-mówiąc odszedł pozostawiając mnie samą z pare minut temu poznanym chłopakiem. Zalałam się cała łzami na myśl, że nie wiadomo co z Jasiem. Przecież on nie przeżyje bez opieki lekarzy.
-Wiem gdzie on może być.-szepnął po jakimś czasie chłopak siedzący obok. Rozszerzyłam oczy odwracając się w jego stronę. Skąd on, obcy człowiek może wiedzieć co się dzieje z moim chłopakim skoro ja nawet o tym nie wiem?
-Chodź ze mną.-szarpnął mnie za rękę, ciągnąc za sobą. Nie miałam pojęcia co o tym myśleć. Nie sądze, że to przypadek.

Jechaliśmy około pół godziny leśną drogą. Na nic zdały się moje błagania i prośby o wyjaśnienie. James mówił, że później mi to wyjaśni. W końcu wysiedliśmy przy starych, zniszczonych magazynach. Stanęłam wryta patrząc się na budynek. Miałam już mętlik w głowie. Niepewnie weszłam do środka za chłopakiem. Przeszliśmy przez długi korytarz, zatrzymując się w sporym pomieszczeniu. Ujrzałam tam Jasia przypiętego do wózka inwalidzkiego. Był w bardzo ciężkim stanie. Od razu do niego podbiegłam, przytulając go i próbując wydostać z tego okropnego miejsca.
-Pobiegnę po pomoc!-krzyknęłam odwracając się i kierując w stronę wyjścia.
-A ty do kąd?-do moich uszu dobiegł śmiech chłopaka, z którym tu przyjechałam. Gdy ujrzałam w jego dłoni broń, krzycząc zawróciłam się próbując znaleźć inne wyjście. Przeszkodził mi w tym drugi mężczyzna, który niespodziewanie wszedł drugim wejściem do hali. Zaczęłam głośno szlochać gdy zauważyłam, że także jest wyposażony w broń. Stanęłam w miejscu, opierając się o ścianę i próbując uspokoić.
-Czego chcecie?-wychlipiałam patrząc pokolei na obu z nich.
-Zemsty.-mruknął z chytrym uśmieszkiem na twarzy jeden z nich. Spojrzałam się na niego pytająco, na co się tylko zaśmiał.
-Twój niedoszły szwagier narobił sobie długów i problemów. A wy niestety musicie je spłacić.-powiedział bawiąc się w dłoni bronią.
-Jak to szwagie? Jakie długi?-jeknęłam zestresowana, nie mając pojęcia co robić. Byłam w totalnej rozsypce.
-Kiedyś na pewno doszło by między wami do ślubu. Ale nie dojdzie.-przeniósł wzrok ze mnie na ledwo oddychającego Jasia.
-Zrób coś! On się dusi!-nie zwracając uwagi na uzbrojonych mężczyzn zaczęłam biec w stronę mojego chłopaka.
-W takim razie skrócę mu cierpienie.-po tych słowach usłyszałam jedynie głośny strzał, a po chwili ujrzałam wielką kałużę krwi w okół Jasia.
-Nie! Jasieeek!-wydarłam się na całą hale, przyśpieszając tępa. Przyklęknęłam obok chłopaka próbując zatamować krew. Nawet nie zauważyłam kiedy obaj mordercy opuścili magazyny. Upadłam na brudną ziemię krzycząc i łapiąc się za głowę, kiedy zdałam sobie sprawę, że Jasiek...Jasiek nie żyje.

Otworzyłam oczy ciężko dysząc. Po chwili w dużym białym pomieszczeniu pojawiło się pełno ludzi także ubranych na biało. Obserwowałam co się dzieje dookoła, próbując opanować nerwy.
-Ciii, spokojnie. Jestem lekarzem, zaraz ci pomorzemy.-do moich uszu dobiegł głos jakiegoś mężczyzny.
Próbowałam połączyć fakty. Miałam w głowie totalny mętlik. Nie potrafiłam nic sobie przypomnieć. Nic prócz Jasia, spędzonych z nim chwil, śmierci ojca, a potem mamy, przeprowadzki.
Po około piętnastu minutach lekarze opuścili salę, a do niej weszła szczupła i wysoka kobieta.
-Witaj skarbie.-szepnęła przez łzy, kładąc swoją dłoń na mojej. Spojrzałam się na nią dziwnie, nie mając pojęcia kim jest.
-Pamiętasz mnie? Jestem twoją mamą. A tam stoi tata.-zaszlochała cicho, uśkiechając się i wskazując ręką na szybę, za którą stał również wysoki mężczyzna.
-Mama?-szepnęłam. Miałam problem z mówieniem i poruszaniem się. Kompletnie nic nie kojarzyłam. Przecież moi rodzice nie żyją, a ja mieszkam z Jasiem. Znaczy mieszkałam...
-Tak, tak skarbie. To ja.-po policzkach kobiety poleciały łzy.
-Ale, ale ty przecież nie żyjesz.-powiedziałam cicho, na co ona rozszerzyła oczy.
-Tata też nie żyje.-dodałam patrząc na szybę.
-Nie słoneczko. To musiał być zły sen, koszmar. Byłaś w śpiączce przez wiele miesięcy, prawie rok. Opiekowaliśmy się tobą najpierwnw szpitalu, a potem zabraliśmy cię do domu. Jakiś czas temu wróciłaś do szpitala, ponieważ lekarze uznali, że twój stan się pogarsza. Każdego dnia czekaliśmy aż się obudzisz, aż w końcu się doczekaliśmy. Przez cały czas pomagał nam chłopak, który cię uratował.
-Uratował?-spytałam, nie mając pojęcia o co chodzi.
-Tak, uratował. W wakacje byliśmy nad morzem. Wypłynęłaś za daleko i zaczęłaś się topić. Na szczęście na ratunek ruszył ci młody chłopak. Przez cały czas był z nami, tyle miesięcy. Musisz go koniecznie poznać.-przeniosła na chwilę wrok ze mnie na szybę, za którą teraz stało dwóch mężczyzn.
-O spójrz! Przyszedł, to on.-Spojrzałam niedowierzając na chłopaka. Nagle wszystkie wspomnienia powróciły. Przypomniał mi się ten dzień na plaży i wszystkie zdarzenia, które okazały się snem. Z moich oczu wyleciał strumień łez. To był mój chłopak. Mój chłopak ze snu. To mój Jaś.
_____________________________________________________
Hey misiaki! I tym oto akcentem kończymy naszą historię Janka i Oli. Nie takiego zakończenia się spodziewaliście, prawda?
Teraz szczerze mówiąc chce mi się płakać. Zapewne przepłaczę pół nocy gdyż jestem bardzo wrażliwa i będę przeżywała zakończenie bloga oraz to w jaki sposób się zakończył. Od samiutkiego początku wiedziałam, że tak właśnie go zakończę. Było to zaplanowane, ale myślałam, że ta chwila nie nadejdzie tak szybko.
Dziękuję Wam za te już prawie 15 000 wyświetleń, wszystkie komentarze, pytania na asku, rozmowy na fb! ♥ Dzięki Wam spełniło się jedno z moich największych marzeń. I już pisząc to się rozkleiłam... :)
Nie łatwo jest mi to kończyć, bo bardzo długo na to pracowałam, ale sytuacja niestety tego wymaga.
I obiecuję Wam, że jeszcze kiedyś wrócę. Możliwe, że pod nową postacią, z czymś zupełnie nowym, innym, wle wrócę! ♥ Obiecuję! ♥
I mega serdecznie jeszcze raz Wam za wszystko dziękuję! ♥ Gdybyście widzieli jakim wielkim jesteście dla mnie wsparciem. Zawsze gdy jestem w ciężkiej sytuacji czytam wasze komentarze. Od razu poprawia mi się humor.
Proszę jeszcze byście pod tym postem pozostawili po sobie jakiś ślad, komentarz. Bardzo mi na tym zależy. To zapewne Wasz ostatni komentarz na tym blogu. Pokażcie ile Was było! ♥♥♥
No więc dłużej się nie rozpisując to po prostu koniec.
POZDRAWIAM I DZIĘKUJĘ! ♥♥♥ Żegnajcie. Papa ;* :'(
Ps. Będę tęsknić.

środa, 6 maja 2015

Rozdział 27

"Nagle drzwi od sali, na którą przewieźli Jaśka otworzyły się. Już w progu poznałam lekarza. Podszedł bliżej i próbował coś powiedzieć. Miał minę, zachowywał się jakby ktoś...umarł..."

Wypałałam wzrokiem dziurę w twarzy lekarza, oczekując na jakąkolwiek reakcję z jego strony.
-Co jest do cholery?-warknęłam na lekarza, nie potrafiąc już opanować emocji. Mama Janka spojrzała na mnie nie dowierzając. Nie dziwię się jej. To nie w moim stylu tak się odzywać, ale to napięcie, emocje. Poprawiłam ręką włosy, czując się głupio.
-Przepraszam.-szepnęłam patrząc raz na lekarza, raz na mame Janka i jego siostrę.
-Nic się nie stało. Rozumiem. Denerwuje się pani, ale nie ma do tego powodów.-powiedział lekarz delikatnie się uśmiechając.
-Czyli? Jasiu żyje, prawda?-wyjąkała Martyna z iskrą nadziei w oczach. Dobrze wszyscy wiedzieliśmy, że tak będzie. A przynajmniej ja nie przyjmowałam do siebie innego przebiegu zdarzeń.
-Tak. Nie było łatwo, ale się udało. Stan pana Jana jest już stabilny, ale nie zmienia to faktu, że musi być pod stałą kontrolą lekarzy.-odetchnęłam z ulgą na dobre wieści. Usiadłam na jednym z krzesełek, łapiąc się za głowę.
-Boże...ale pan mnie przestraszył. Jak wyszedł pan z tej sali to wyglądł tak, jakby stało się najgorsze.-mężczyzna zaczął się cicho śmiać. Nie rozumiem lekarzy...
-Przepraszam. To tylko zmęczenie. Tak jak wspomniałem nie było łatwo.-zaśmiał się, jednak szybko z powrotem z poważniał.

*2 dni później*

-Witaj skarbie. Przyniosłam ci twoją ulubioną książkę. Jak się obudzisz to poczytasz. Chyba, że ja mam ci poczytać.-zwróciłam się do chłopaka "przykłutego" do łóżka, wchodząc do sali szpitalnej. Martyna próbuje wmówić mi, że robie z siebie idiotkę gadając sama do siebie. Ale ja nie gadam sama do siebie, tylko do Jasia. Ja wiem, że on mnie słucha. I że "rozmowa" pomoże mu się szybciej wybudzić. Bo niby dlaczego jego stan się wtedy pogorszył, jak nie dlatego, że się dowiedział o śmierci ojca? Żałuję tylko, że nie mógł być z nami na pogrzebie. Piękna, a zarazem smutna uroczystość. Miał naprawdę godny podziwu pogrzeb.

Usiadłam na taborecie przy łóżku, otwierając książkę i ją czytając. Nieźle się w nią wciągnęłam, gdyż czytałam prawie godzinę. Gardło mi na dłużej nie pozwoliło, bo oczywiście czytałam na głos. Zamknęłam książkę, wstałam i zaczęłam się rozglądać za moją torebke. Przeleciałam wzrokiem przez każdy kąt sali i Jasia mrugającego oczami. Właśnie! Jasia mrugającego oczami! Trochę mi zajęło zanim sobie to uświadomiłam. Z powrotem usiadłam  a krześle, kładąc swoją dłoń na jego.
-Tęskniłam.-powiedziałam przez łzy szczęścia. Zauważyłam, że Jasiek próbował coś powiedzieć, ale nie bardzo mu to wychodziło. Zresztą się nie dziwie.
-Nic nie mów. Odpoczywaj.-uśmiechnęłam się pod nosem, a z moich oczu wypłynął strumień łez. Posiedziałam jeszcze chwilkę i wyszłam na korytarz, by zawołać lekarza. Biegłam najszybciej jak mogłam. Nie chciałam, by Jaś był długo sam. Moja niezdarność ukazała się akurat w najmniej odpowiednim momencie. Potknęłam się o własne nogi i poleciałam na idącego na przeciw chłopaka. Przyznam, że miałam miękkie lądowanie. Niestety on nie. Podniosłam się szybko i odbiegłam rzucając szybkie "sory". Chłopak nawet nie zdążył wstać z podłogi więc nie wiem czy mu się coś stało czy nie. A jak już to jest w szpitalu, ma tu wielu dobrych lekarzy. Którym zawdzięczam życie Janka.

-Olcia chodź do domu. Nie możesz tu wiecznie siedzieć.-zauważyłam mama Janka, która przyszła do szpitala około godzinę po jego przebudzniu się.
-A właśnie, że mogę. Przepraszam, ale teraz nie zostawię go samego. Nie teraz gdy się obudził. Muszę być przy nim.
-No już dobrze. Pozwól, że ja pójdę. Jutro trzeba wrócić do pracy. W końcu ktoś w tym domu musi zarabiać.
-Oczywiście. I obiecuję, że niedługo znajdę prace i pomogę.
-Nie, nie trzeba. Nie chciałam byś tego tak odebrała.

Gdy kobieta opuściła szpital, usiadłam w holu na krzesełku pozostając sama ze swoimi myślami. Jak my teraz sobie poradzimy? Co teraz będzie? Na pewno nie wyprowadzimy się teraz. Musimy pomóc mamie Jaśka. I tak nieźle zniosła śmierć męża. Z rozmyśleń wyrwał mnie dotyk czyjejś ręki na ramieniu. Nerwowo się odwróciłam i ujrzałam...
______________________________________________________________
Hejo! Takie krótkie info:
W maju rozdziały będą mniej więcej co 2-3 dni. A w przyszłym tygodniu rozdziału niestety w ogóle nie będzie. Wybaczcie, ale mam tygodniową wycieczke klasową do Warszawy. Piszcie w komentarzach..yy..no..co tam chcecie :")
Ask: ask.fm/ralinaska

czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 26

-Proszę. Pani wypis.-pielęgniarka podała mi kartkę z moim wypisem ze szpitala. W końcu! Tyle leżeć...teraz ledwo chodzę. Włożyłam kartkę do torebki i ruszyłam w kręte korytarze w celu odnalezienia lekarza, który zajmuje się moim chłopakiem. Niestety mój plan nie doszedł do skutku. Teraz próbowałam znaleźć kogokolwiek kto wskarze mi drogę do sali, w której leży Janek. Po pięciu minutach chrzątania się po szpitalu natknęłam się na pielęgniarke, która często do mnie przychodziła z lekami, jedzeniem. Zaprowadziła mnie w zupełnie inną część budynku. Wytłumaczyła mi, że tam są sale operacyjne i takie z osobami w ciężkim stanie. Zbladłam na tą wiadomość, pomimo że i tak wiedziałam, że z Jasiem nienajlepiej. Kobieta mi podała specjalny "szlafrok", bez którego nie mogłam tam wejść. Od wielu dni go nie widziałam. Lekarze nie chcieli mnie tam wpuścić ani w ogóle wstawać. Mówili, że mam się nie przemęczać i odpoczywać. Ale czy przejście przez szpitalny korytarz to taki duży wysiłek? Weszłam do sali i na widok Jasia poprzyczepianego do miliona przeróżnych rurek i urządzeń zrobiło mi się słabo. Wygląda to masakrycznie. Podeszłam bliżej i usiadłam na taborecie stojącym przy łóżku. Poczułam słony smak łez spływających po moich policzkach. Nigdy nie brakowało mi go bardziej niż teraz. Było tak pięknie i nagle cały świat się zawalił. Jaś, podpalenie, oskarżenie Huberta, problem z Filipem i Martyną. W sali panowała cisza. Dało się tylko usłyszeć pikanie urządzeń, do których był podłączony Jasiek. Spojrzałam na jego bladą twarz przepełnioną smutkiem. A przynajmniej takie miałam wrażenie. Otarłam łzy i położyłam swoją dłoń na jego, do której także były przyczepione przeróżne żyłki. Mimowolnie zaczęłam na głos opowiadać o przeróżnych zdarzeniach, problemach, o wszystkim. Om mnie na pewno słucha. Tylko nie może odpowiedzieć.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy? Wtedy w sklepie...nigdy bym nie pomyślała, że się zaprzyjaźnimy, że wyjdzie z tego coś więcej, że u ciebie zamieszkam. Ale teraz cieszę się, że na mnie wpadłeś. Przepraszam za to, że wyzwałam cię wtedy od barana. Dzięki tobie jeszcze tu jestem. To ty wyciągnąłeś mnie z traumy po śmierci taty, a potem po śmierci mamy. Gdyby nie ty nie poradziłabym wtedy sobie. Ona była jedyną mi bliską osobą. Zaopiekowałeś się mną i przyjąłeś pod swój dach. Jestem tak samo wdzięczna twoim rodzicom, którzy się na to zgodzili. Byłeś przy mnie przez cały czas. Nawet wtedy gdy cię obrażałam i nie słuchałam. Gdy się buntowałam i uciekałam. Proszę, nie rób mi tego. Nie zostawiaj mnie.-mówiłam przez łzy. Ledwo wypowiadałam słowa.
-Ani mnie.-gwałtownie się odwróciłam gdy usłyszałam głos jakiejś kobiety. Ujrzałam zapłakaną mame Jasia. Podeszła bliżej i bez słowa się we mnie wtuliła. Najwyraźniej tego potrzebowała, ja też. Widziałam w jej oczach smutek i przerażenie spowodowane stanem Jasia. Te rurki i urządzenia najwyraźniej nie przerażały tylko mnie.
-Pięknie to powiedziałaś. Ja też ci dziękuję za to, że z nami jesteś.-zwróciła się do mnie po czym ocierając łzy spojrzała na Jasia. Nabrała do ust powietrza i powiedziała coś czego się zupełnie nie spodziewałam.
-Twój tata nieżyje.-powiedziała szybko na jedym tchu. Do moich oczu napłynęły łzy. Po chwili przerodziło się to w cichy płacz. Nie znałam go bardzo dobrze, ale to człowiek, który dał mi dom, rodzinę, ciepło. To mi wystarczyło, by uznać go za dobrego człowieka. Nagle po pomieszczeniu rozległo się szybkie i głośne pikanie jednego z urządzeń. Wpadłam w panike i histerie. Nie wiedziałam co robić. Mama Janka chociaż zachowała spokój i już miała biec po jakiegoś lekarza gdy nagle do sali wbiegł jeden z nich i nas wyprosił, a sam zwołał innych pracowników szpitala.

Siedziałyśmy w ciszy na korytarzu. Jedynie co jakiś czas słychać było moje pociąganie od płaczu nosem. Każda minuta była długa jak godzina. Czas się niesamowicie przeciągał. To okropne uczucie, ten czas oczekiwania aż lekarz wyjdzie i cokolwiek powie. Najgorsze jest to, że nie wiem co tam się teraz dzieje. Gdy usłyszałam czyjeś kroki podniosłam głowę z nadzieją, że to lekarz z dobrymi wiadomościami. Rozczarowałam się gdy zamiast niego ujrzałam Martynę. Usiadła koło mnie i mocno przytuliła. Z jej oczu poleciały łzy.
-Wiesz?-wystękałam. Miałam na myśli śmierć jej ojca.
-Wiem.-szpnęła zapewne domyślając się o co mi chodzi.
Nagle drzwi od sali, na którą przewieźli Jaśka otworzyły się. Już w progu poznałam lekarza. Podszedł bliżej i próbował coś powiedzieć. Miał minę, zachowywał się jakby ktoś...umarł...
___________________________________________________________
Hey! Mamy nowy, taki smutny rozdział. Jak sobie to wszystko wyobrażam... Nie chciałabym być na miejscu Oli. :/ Jeśli chcecie dowiedzieć się co się stanie dalej komentujcie, a pojawi się następny rozdział! ;)
Ask:
ask.fm/ralinaska

czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 25

"-Pan Jan jest w bardzo ciężkim stanie. Znaleźliśmy go w rowie tuż obok miejsca wypadku. Długo tam leżał ranny, bez pomocy przez co też jego temperatura ciała sporo spadła. Teraz musimy zadbać o to, by doprowadzić go do stanu stabilnego. Robimy wszystko co w naszej mocy. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze. Niech się pani nie martwi. Zajmiemy się nim.-lekarz wyszedł z sali, a z moich oczu ponownie wylał się strumień łez. Przed chwilą były to łzy szczęścia, teraz jednak są to łzy smutku."

Minęły już dwa dni. Dwa dni smutku, z każdą nadchodzącą chwilą coraz większego. Ja niedługo dostanę wypis ze szpitala, a Jaś? Jaś śpi... Śpi całymi dniami i nocami. A ja teraz marzę tylko o tym, by się obudził. Obudził i mnie przytulił. Potrzebuję jego ciepła, jego miłości, potrzebuję po prostu jego obecności. Nagle drzwi od sali się otworzyły. Nie zwróciłam na to uwagi. Byłam pewna, że to lekarz z kolejnymi złymy informacjami.
-Cześć.-usłyszałam męski znany mi głos. Nie był to jednak żaden z lekarzy. Podniosłam głowę i ujrzałam Filipa. Zupełnie się jego nie spodziewałam. Nigdy bym nie pomyślała, że przyjdzie do mnie do szpitala. Zresztą skąd on wie o moim pobycie tutaj? Od dawna nie utrzymujemy ze sobą kontaktów.
-Czego chcesz?-fuknęłam w jego stronę. Ja nie zapominam tak szybko o takich ludziach. Zaufałam mu, a on mnie zranił.
-Możemy porozmawiać?-stał w miejscu z rękami założonymi do tyłu. Patrzył się tak, że pomimo niechęci, którą do niego czułam musiałam się zgodzić.
-Jeśli to konieczne?-odwróciłam głowę w drugą stronę. Słyszałam jedynie jego coraz głośniejsze kroki. Oznaczało to, że podszedł bliżej. Chwilę później do moich uszu dobiegł odgłos przesuwającego się krzesła.
-Słyszałem, że jesteście z Jankiem parą, to prawda?-zaczął niepewnie. Zazwyczaj był odważny i pewny siebie. Dzisiaj był jednak inny. Nie wiem do czego tym zmierzał. Jaki cel ma to pytanie i skąd o tym wie? Odwróciłam się do niego i posłałam dość dziwne spojrzenie marszcząc przy tym brwi. Moją uwagę przykuł bukiet pięknych, czerwonych róż. Przeniosłam wzrok ponownie na chłopaka i powiedziałam całą prawdę z dumą w głosie.
-Tak, to prawda.-siedział przez chwilę cicho jakby zastanawiał się co powiedzieć.
-Ale my jesteśmy nadal przyjaciółmi. Nic się nie zmieniło?
-Dokładnie, nic się nie zmieniło. Nigdy nie byliśmy ani nie jesteśmy przyjaciółmi.-powiedziałam z wyrzutem w głosie. Sarkastycznie się uśmiechnęłam i odwróciłam do chłopaka plecami.
-Ale...jak to? Ja cię za wszystko przepraszam. Wszystko mogę naprawić, ale proszę nie zostawiaj mnie samego.
-Całe życie byłeś sam. I dawałeś sobie rade, o ile można to tak nazwać.-burknęłam pod nosem.
-Nie dawałem. Zachowywałem się tak właśnie przez tą samotność. Ale teraz się zmieniłem. Dzięki tobie wiele zrozumiałem i dotarło do mnie co robiłem. Proszę cię, wybacz mi. Pomogłem ci gdy uciekałaś od Jana, teraz ty mi pomóż.-ostatnie zdanie nie było potrzebne. Tylko mnie bardziej rozzłościł. Będzie mi teraz wytykał "swoją dobroć"? Nagle drzwi się otworzyły. Odwróciłam się, by zobaczyć kogo tutaj niesie. Już w progu poznałam Martynę. Miała ze sobą dwie spore siatki. Tak jak bym miała tu jeszcze miesiąc leżeć.
-Hej Olcia. Przyniosłam ci trochę owoców, warzyw, jogurt i...-wymieniała wszystko pokolei kładąc produkty na półce gdy nagle się zatrzymała. Stała jak słup soli i wpatrywała się w Filipa.-Co ty tu gnoju robisz? Jeszcze ci mało? Wystarczy, że mi w życiu namieszałeś! Spieprzaj stąd!-zaczęła krzyczceć, a ja nie miałam pojęcia o co chodzi. Przecież Martyna nie wie o historii z Filipem. I jej słowa "Wystarczy, że mi w życiu namieszałeś".
Ale ja...-próbował się bronić, lecz na marne. Martyna to silna i odważna kobieta. Jak się wkurzy to nie jest z nią łatwo. Po tym jaka była wściekła wiedziałam, że mu nie odpuści.
-Wynoś się!-krzykneła wskazując ręką na drzwi.
-Znasz go?-zapytałam gdy chłopak wyszedł z sali.
-Znam.-odpowiedziała nerwowo. To pewne, że coś jest nie tak. Gdy go zobaczyła wpadła w jakąś furie. Nigdy jej takiej nie widziałam.
-Skąd?
-Kiedyś ci opowiem. To długa historia, a ty teraz potrzebujesz odpoczynku, a nie żalącej się mnie.
-Nie mów tak. Jak chcesz możemy teraz o tym porozmawiać. Mam czas, przecież nigdzie się stąd nie rusze. A znam go ze szkoły. Chodziliśmy do jednej klasy.
-Uważaj na niego. Proszę lepiej się z nim nie zadawaj. Nie chcę, by ktoś cię skrzywdził.-w jej oczach łatwo było dostrzec łzy. Widzę, że nie jest to dla niej łatwe więc nie będę naciskać. Opowie mi o tym jak będzie chciała. Postanowiłam też nie wchodzić w szczegóły znajomości mojej i Filipa. Znajomi ze szkoły-teraz to wystarczy.
________________________________________________________________
Eloo! Po dłuższej przerwie mamy kolejny rozdział ^^ I obiecuję, że teraz będą już REGULARNIE i DŁUŻSZE!! :)) (ten rozdział się jeszcze zalicza do tych krótszych :<< )
Zapraszam na aska ;) ask.fm/ralinaska

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Rozdział 24

"-Doszły do nas informacje, że ktoś z panią jechał.-stwierdził lekarz.
-Tak, to prawda.
-Niestety na miejscu wypadku znaleźliśmy tylko panią.
-Tylko mnie? Ale...-mężczyzna nie pozwolił mi już skończyć.
-Mówiłem, by pani się nie martwiła. Wszystko będzie dobrze. Wysłaliśmy już tam odpowiednie służby.-z moich oczu wypłynęła kolejna fala łez."

To uczucie gdy nie wiem co się dzieje z osobą, na której mi tak zależy. Teraz przypomniał mi się film o życiu Anny German. Mam tak samo przekichane życie jak ona, nawet imiona mamy te same. Przypadek? Raz jest lepiej, raz gorzej. Tyle, że w moim przypadku to nie ja zaginęłam, lecz mój Jaś. Minuty teraz leciały mi jak godziny. Każda chwila była chwilą, w której mogły nadejść nowe informacje o Jaśku. W sali panowała potworna cisza. We znaki dawało się jedynie tykanie zegara wiszącego na ścianie. Rzuciłam na niego okiem, po osiemnastej. Właśnie próbowałam się przekręcić na drugi bok kiedy nagle do sali weszła Martyna. Nie mogłam już dłużej wytrzymać leżąc na plecach, ale też nie mogłam nic na to poradzić. Przemierzyłam dokładnie wzrokiem dziewczynę. Podeszła bliżej i usiadła na taborecie.
-Hej Olu. Jak się czujesz?-zapytała z troską w głosie. Łatwo było zauważyć, że coś ja gnębi. Mój stan zdrowia? Zaginięcie Jasia? A może pożar? Właśnie, pożar. Znowu?
-Gorzej być chyba nie może.-westchnęłam-A powiedz mi i co chodzi z tym pożarem.
-Już wszystko dobrze, ale są wielkie straty. Między innymi nowo wyremontowana kuchnia. I przed chwilą byłam na komendzie, mieli dla nas ważną informację.-tutaj Martyna się zatrzymała. Jej oczy jeszcze bardziej posmutniały. Było widać, że się bardzo denerwuje.
-Jaką?
-To było podpalenie.-powiedziała na jedym tchu.
-No proszę, jednak może być gorzej.
-Ale to nie wszystko... Aresztowali Huberta, jest głównym podejrzanym.
-Jeszcze lepiej... Ale jak to możliwe? Co to za sens podapalać własne mieszkanie? Co prawda Hubert bywa nieznośny, ale nie wierzę w to, że mógłby zrobić coś takiego!
-Też nie wierzę. Ale oni uważają, że zrobił to dla odszkodowania. Dom jest ubezpieczony.
-Nie jest! Jasiek wypłacił te pieniądze po porzednim pożarze! I Hubert raczej o tym wiedział. Więc dlaczego akurat jego o to oskarżyli?
-On miał w przeszłości problemy z prawem. Rozboje, napady, narkotyki. Na takiego najlepiej wszystko zwalić.
-Ja, nie wiedziałam. Nikt mi wcześniej o tym nie powiedział.
-Może dlatego, że jest to wielką tajemnicą. Rodzice nawet o tym nie wiedzą. Hubert był już wtedy dorosły więc obyło się bez powiadamiania ich o wszystkim.
-Rozumiem, na pewno ciężko, by to znieśli. Nie musisz się o to martwić, nikomu nie powiem.-delikatnie się uśmiechnęłam, a ona go odwzajemniła. Nagle do sali wszedł mój lekarz.
-Witam panią. Jak samo poczucie?-uśmiechnał się szeroko. Jemu pewnie się w życiu układa. Jako lekarz dużo zarabia, rodzine pewnie też ma, tylko zazdrościć.
-Gorzej niż teraz chyba być nie może.-mruknęłam pod nosem nie zwracając większej uwagi na mężczyzne.
-Leki nie pomagają?
-Pomagają, ale nie o to tu chodzi. Mam namyśli Janka, moje życie...
-No to proszę się tak już tym nie przejmować, bo mam dla pani dobrą wiadomość.-spojrzałam się na niego pytająco-Odnaleźliśmy pani chłopaka. Jest już u nas na oddziale.-na te wieści z wrażenia pomimo bólu podniosłam się do pozycji siedzącej, ciągnąc za sobą wszystkie przypięte do mnie kable. Martyna zareagowała podobnie. Zerwała się z taboretu i stanęła obok lekarza patrząc na niego wzrokiem mówiącym "Co z nim? Mogę go odwiedzić?".
-Naprawdę? To świetnie! Kiedy będę mogła go zobaczyć?
-Na razie zarówno pani i jak pan Jan musicie odpoczywać. Więc z wizytą jeszcze trochę poczekajmy. Ale oprócz tej dobrej wiadomości mam jeszcze jedną, niestety złą.-spojrzałyśmy się z Martyną na siebie, a potem obie na lekarza.-Pan Jan jest w bardzo ciężkim stanie. Znaleźliśmy go w rowie tuż obok miejsca wypadku. Długo tam leżał ranny, bez pomocy przez co też jego temperatura ciała sporo spadła. Teraz musimy zadbać o to, by doprowadzić go do stanu stabilnego. Robimy wszystko co w naszej mocy. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze. Niech się pani nie martwi. Zajmiemy się nim.-lekarz wyszedł z sali, a z mojch oczu ponownie wylał się strumień łez. Przed chwilą były to łzy szczęścia, teraz jednak są to łzy smutku.
______________________________________________________________
Przedstawiam Wam rozdział 24! ;D Piszcie co tam o nim myślicie. I pamiętajcie, że nic tak nie motywuje jak komentarze! ♥

*Anna German - polska piosenkarka i kompozytorka, aktorka, z wykształcenia geolog W 1967 r. wracając z koncertu we Włoszech, uległa wypadkowi samochodowemu na Autostradzie Słońca. Powracała do zdrowia przez trzy lata. Podczas rekonwalescencji napisała książkę biograficzną pt. Wróć do Sorrento?, w której wspominała swoją karierę oraz pracę artystyczną we Włoszech W połowie lat 70. wykryto u niej chorobę nowotworową. Jesienią 1980 r. po powrocie z koncertów w Australii nastąpił nawrót choroby zdiagnozowanej jako mięsak kości. Będąc w zaawansowanym stadium choroby komponowała psalmy i pieśni poświęcone Bogu.
Na internecie także możecie obejrzeć film o jej życiu.
Więcej infofmacji na ten temat: http://pl.m.wikipedia.org/wiki/Anna_German

niedziela, 19 kwietnia 2015

Liebster Blog Award

Hey! Dzisiaj coś innego, ponieważ zostałam nominowana do Libster Blog Award! :) Zostałam nominowana przez:
http://whymejdabrowsky.blogspot.com/2015/04/liebster-blog-award.html#comment-form
Bardzo dziękuję! To naprawdę miłe uczucie gdy wiem, że ktoś akurat o mnie pomyślał i mnie nminował. ♥

1.Ile masz lat?
Mam 13 lat :)

2.Czy masz jakąś rzecz związaną ze swoim ulubionym Yotuberem?
Jeśli chodzi o rzeczy materialne to JESZCZE nie. Moim ulubionym Youtuberem jest oczywiście Jan Dąbrowski i w czwartek zamówiłam w jego sklepie bluze i koszulke. Teraz tylko czekam na przesyłkę. ♥

3.Od kiedy piszesz swój blog?
Od 1 marca :) Dopiero teraz skapnęłam się, że to już ponad miesiąc! ;D

4.Czy masz jakieś zwierzątko?
Mam psa. Jest to dość spory kundelek. Ma czarną sierść, jedynie łapki i oklapnięte uszy są rude. :)

5.Człowiek, którego podziwiasz? (opisz pokrótce za co)
To samo co w punkcie 7 :)

6.Twój największy życiowy sukces?
I tutaj mam problem, bo nie wiem co jest moim największym sukcesem życiowym. Ciężko jest mi to stwierdzić gdyż trochę ich odniosłam. Choćby nawet ten blog. Zawsze chciałam prowadzić bloga. Nie wiedziałam jedynie nigdy o czym on ma być. :') To nie jest mój pierwszy blog, ponieważ gdy jeszcze nie byłam firanką założyłam bloga z opowiadaniem (nie o Jasiu, o ile dobrze pamiętam o dziewczynie co miała na imię Emi), ale niestety nie znałam się wtedy jeszcze dobrze na tym wszystkim i nie potrafiłam rozpowszechnić bloga. I tak jakoś nic z tego nie wyszło. Ale ciesze się, że chociaż na tym blogu odniosłam mały sukces. A bez Was, by się nie udało. Dziękuję. ♥
A co do innych sukcesów to może zawody siatkówki, biegania :) Ostatnio zdobyłam drugie miejsce w województwie w siatkówce, a 30 kwietnia mam zawody biegowe :)

7.Za co lubisz swojego ulubionego Yotubera?
Za dobry kontakt z widzami, za to co robi, a w szczególności za to jak to robi. Z pasją, sercem, widać, że robi to co lubi. Jest człowiekiem o wielkim poczuciu humoru, ale potrafi zatrzymać powage w danej sytuacji. I tak mogłabym wiekami wymieniać. Kocham go po prostu za wszystko! ♥

8.Jaki jest twój styl ubierania?
Nie mam niestety swojego stylu ubierania. Ubieram się po prostu w to co mi się spodoba. I naprawdę ciężko jest określić mój styl, bo codziennie wyglądam inaczej. Często zdarza mi się ubierać w barwy, które odzwierciedlają mój humor. Gdy jestem ubrana cała na czarno, koleżanki już wiedzą, że coś jest nie tak. Tak jakoś dziwnie jest ze mną :<

9.Co lub kto zachęciło cię do pisania bloga?
Autorka tego bloga ---> http://froncala.blogspot.com/
Moja historia z ff zaczęła się na wattpadzie. Tam czytałam przeróżne opowiadania o Jasiu. Sama nawet zaczęłam jedno pisać. I kiedyś w internetach natknęłam się na wyżej podanego bloga. Wtedy zaczęłam czytać też inne blogi o Jasiu. W końcu porzuciłam wattpada i założyłam bloga. :)

10.Czy twoi znajomi wiedzą że piszesz bloga?
Tylko dwie koleżanki, ale go nie czytają . :) Nie chwalę się zbytnio tym, że prowadzę bloga. Jedna z koleżanek bawiąc się moim telefonem trafiła na aplikację 'Blogger' i się zaczęła dopytywać. Drugiej sama powiedziałam, ona też czyta inne ff o Jasiu. Ale jakoś nie miałam okazji podać im linka do swojego. A zresztą nie potrzebuję, by znajomi to czytali. Wystarczy, że mam Was. :) ♥

11.Ile mniej więcej czasu zajmuje ci napisanie rozdziału?
Różnie bywa. Zależy od jego długości, mojego samopoczucia, pory o której piszę. Czasem jest to godzina, czasem dwie. Często piszę też po kawałku. Np. trochę rano, a reszte wieczorem.

I to by było na tyle. Myślę, że teraz lepiej mnie poznaliście. :) Nominuję:
http://firankiever.blogspot.com/
http://for-you-id-risk-it-all.blogspot.com/
http://jdabrowskyallyouneedislove.blogspot.com/

Pytania:
1. Ile masz lat?
2. Co skłoniło Cię do założenia bloga?
3. Jaki jest Twój ulubiony Youtuber?
4. Co cenisz w ludziach?
5. Masz jakieś hobby?
6. Czym się interesujesz?
7. Czy jesteś zadowolona ze swojego bloga?
8. Ulubiony blog?
9. Czym się inspirujesz przy pisaniu rozdziałów?
10. Jest ktoś kto jest dla Ciebie wzorem do naśladowania?

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Rozdział 23

"-Co się stało? Znowu pożar?-spojrzałam na Jasia, który bacznie mi się przyglądał oczekując odpowiedź. Widziałam jaki był spięty i zdenerwowany. Zresztą się nie dziwię. Patrzyłam na niego przez dłuższy czas nie odpowiadając gdy nagle uświadomiłam sobie, że Janek nie zwraca uwagi na drogę.
-Jasieek! Patrz na drogę!!-chłopak szybko odwrócił głowę w kierunku jezdni. Nagle zobaczyłam jak chłopak wylatuje przez przednią szybę, a sama poczułam przeszywający ból w kręgosłupie. Chwilę później nie czułam już nic..."

Otworzyłam oczy. Szybko jednak je z powrotem zamknęłam. Oślepiła mnie panująca w okół biel. Nie długo zajęło mi przyzwyczajenie się do otoczenia. Rozejrzałam się dookoła. Byłam sama w niedużej z białymu ścianami i meblami sali. Czy tak właśnie jest w niebie? Zaczęłam rozmyślać próbując ustalić miejsce mojego pobytu. Moje przemyślenia przerwała postać w białym fartuchu z jakąś teczką w ręce.
-Anioł.-wyszeptałam, a osoba stojąca przede mną zaczęła się śmiać.
-Spokojnie, nie jestem aniołem tylko lekarzem. Jesteśmy na ziemii.-powiedział mężczyzna uśmiechając się. Wtedy zaczęło powoli wszystko do mnie docierać. Sama z siebie śmiałam się w duszy gdy uświadomiłam sobie, że wzięłam lekarza za anioła. Czyli jeszcze żyję. To dobrze, mam przecież dla kogo. Mam Jasia i dla niego muszę żyć. Właśnie! Jasia, gdzie Jasiek?!
-Jasiek!-krzyknęłam podnosząc się do pozycji siedzącej, nie zważając na ból.
-Spokojnie, proszę leżeć! Nie może pani wstawać!-zwrócił mi uwagę lekarz i wskazał ręką na poduszki, bym się położyła.
-Ale...Jasiu...-westchnęłam cicho.
-Jaki Jasiu? To może ten pan co czeka na korytarzu? Zawołać go?
-Tak, poproszę!-skoro czeka na korytarzu to nic poważnego mu się nie stało. Ale przecież...gdy przypominam powoli sobie cały przebieg zdarzeń... To było straszne, wyleciał przez przednią szybe... Moje serce zabiło szybciej, czekałam aż zobacze Janka. Całego i zdrowego! Nagle drzwi od pomieszczenia się otworzyły. Przeniosłam na nie wzrok i ujrzałam nie Janka, lecz jego brata, Huberta. Do moich oczu napłynęły łzy. Gdzie jest Jasiek? Może w innym szpitalu? Po chwili mój cichy płacz przerodził się w głośny szloch.
-Mała, co się stało?-nienawidziłam gdy tak na mnie mówił. Ale teraz to się nie liczy. Najważniejsze teraz jest dla mnie, by się dowiedzieć co z moim chłopakiem. Po chwili do pomieszczenia wbiegła pielęgniarka, która najwyraźniej usłyszała mój płacz.
-Co pan jej zrobił?!-powiedziała podniosłym tonem do Huberta. Ten otworzył szeroko oczy i wzruszył ramionami.
-Nie wiem. To nie ja.-pięlęgniarka spojrzała się na niego po czym podeszła do mnie.
-Coś się stało pani Aniu?-zapytała z troską w głosie. Widać, że dobra z niej kobieta. Troszczy się o mnie, pomimo że mnie nie zna.
-Jasiu, mój chłopak. Gdzie on jest?
-To nie jest ten chłopak?-wskazała ręką na Huberta.
-Nie, ja jestem jego bratem.-wtrącił podchodząc do nas.
-Jan Dąbrowski. Może się pani dowiedzieć czy ktoś taki został przyjęty na izbę?-zwróciłam się do kobiety.
-Jak to? Dlaczego mieliby go tu przyjmować?-pielęgniarka otworzyła szerzej oczy patrząc na mnie pytająco. Zresztą tak samo jak Hubert.
-Jechaliśmy, on prowadził. Wyleciał przez przednią szybe...-dopiero co się uspokoiłam, a znów z moich oczu wyleciał strumień łez.
-Czyli ktoś z panią jechał?-powiedziała głośniej podnosząc się z krzesła.
-Tak, Janek.-wyszlochałam. To strasznie dziwne. Czemu myślą, że jechałam sama? Nic z tego nie rozumiem.
-To bardzo ważne! Dobrze, że pani o wszystkim powiedziała!-wybiegłam z sali tak szybko jakby się paliło. Co to oznacza? Że Jaśka tam ze mną nie było? A może go tam zostawili? Przeniosłam wzrok na Huberta. Stał w jednym miejscu i się nie ruszał. Był blady jak ściana. Nagle do sali wbiegł lekarz, a za nim Martyna.
-Proszę się nie martwić. Znajdziemy go.-powiedział lekarz.
-Jak to znajdziemy?! Gdzie on jest?-przez moje ciało przeszedł dreszcz. Znajdą go? Czyli on zaginął? Muszą go szukać?
-Doszły do nas informacje, że ktoś z panią jechał.-stwierdził lekarz.
-Tak, to prawda.
-Niestety na miejscu wypadku znaleźliśmy tylko panią.
-Tylko mnie? Ale...-mężczyzna nie pozwolił mi już skończyć.
-Mówiłem, by pani się nie martwiła. Wszystko będzie dobrze. Wysłaliśmy już tam odpowiednie służby.-z moich oczu wypłynęła kolejna fala łez.
_____________________________________________________________
Hey hey! Mamy kolejny rozdział! :) Przepraszam, że tyle musieliście na niego czekać. Może uda mi się dziś napisać kolejny, ale nie obiecuję. I dziękuję za ponad 10 tysięcy wyświetleń!♥♥♥Tyle na to czekałam :) Dziękuję też za aktywność pod poprzednim rozdziałem! Jesteście wspaniali! :* ♥
Wbijajcie na aska :D ask.fm/ralinaska

niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 22

"Znajdowaliśmy się w ładnym, dużym i nowocześnie urządzonym mieszkaniu. Nic z tego nie rozumiałam.
-Jaasiek? Gdzie my jesteśmy?
-W moim nowym domu.-powiedział z dumą i zachwytem w głosie, a mnie zatkało. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam.
-Wy...wyprowadzasz się?"

-Wy...wrowadzasz się?-ledwo wydukałam. Poczułam jak łzy mi napływają do oczu. Dopiero co go zdobyłam. I już mam go stracić?
-Nie. WyprowadzaMY się!-odpowiedział podkreślając cząstke "-my". Przez chwilę stałam w bezruchu próbując ogarnąć jego słowa. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że kupił to mieszkanie dla nas. Łzy smutku zmieniły się w łzy szczęścia.
-Naprawdę? Gdzie my jesteśmy?-wydusiłam te słowa przez łzy.
-Tak, naprawdę. A jesteśmy w Krakowie. Wspominałaś, że zawsze chciałaś tu zamieszkać.-uśmiechnął się szeroko, a ja nie dowierzając w jego słowa rzuciłam się mu na szyję. Teraz już ryczałam jak nigdy. Nie wierzę, że ktoś kupił mieszkanie w moim wymarzonym mieście specjalnie, by tam ze mną zamieszkać.
-Chodź! Oprowadzę cię!-chwycił moją dłoń i pociągnął za sobą. Niesamowity dom. Duży, przestronny, ślicznie urządzony, a przede wszystkim nasz. Nasz wspólny, w którym stworzymy wspólnie ciepłe i przytulne miejsce. A przynajmniej mam taką nadzieję.

Usiadłam na skórzanej, kremowej kanapie w salonie, w którym za jakiś czas prawdopodobnie będę spędzać sporo czasu. Ciężko, by było inaczej skoro mam tu mieszkać. Jaś rozsiadł się koło mnie, a moją głowę zachrzątały myśli. Skąd on miał na to pieniądze? Przecież nie dawno rozmawialiśmy na ten temat i nie chciałabym powracać do takich tematów, ale chyba niestety muszę.
-O czym tak myślisz?-przerwał moje rozmyślanie dzięki czemu nadażyła mi się okazja, by się jego o to dopytać.
-Jasiu. A skąd ty miałeś na to pieniądze? Oboje przecież dobrze wiemy, że nie pracujesz.
-Eh... Tak myślałem, że w końcu o to spytasz. Nie chcę kłamać więc przyznam się, że zaciągnąłem kredyt.-westchnął, a ja wywróciłam oczami. Jakby nie miał mieszkania i mu się paliło do jego zakupu. Przyznam, że to wspaniały prezent i bardzo mi się podoba, ale mogliśmy najpierw sami na to zarobić. No ale trudno. Jakoś damy radę.
-No wiesz, jak już tu się wprowadzimy to poszukam pracy. Dlatego właśnie nie szukałem na razie jej w Legnicy.-powiedział, by wybrnąć jakoś z sytuacji.
-W takim razie powiedz mi kochany od jak dawna to planujesz? Skoro pracy nie szukałeś...
-Od dawna. Przecież w ciągu kilku dni nie załatwiłbym czegoś takiego.-uśmiechnął się szeroko, a ja się do niego przytuliłam.
-Dziękuję.-wyszeptałam.
-Nie dziękuj tylko leć do samochodu. Trzeba się pakować.-zaśmiał się i wstał z siedzenia trzymając mnie na rękach.
-Nie musiałeś z tego robić takiej tajemnicy. Przyjechalibyśmy wtedy od razu spakowani.-powiedziałam zeskakując na podłogę.
-Ale wtedy nie byłoby niespodzianki.-powiedział dumny najwyraźniej z siebie gdyż niespodzianka się udała. Zamknął drzwi od mieszkania i wsiedliśmy oboje do auta.

Tym razem mogłam spokojnie całą drogę przebyć bez opaski na oczach. Przed wyjazdem z miasta objechaliśmy go jeszcze dookoła. Zobaczyłam Wawel, niestety tylko przez szybę pojazdu. Zawsze chciałam znaleźć się w środku. Mam nadzieję, że teraz będę miała taką okazję. Gdy wjeżdżaliśmy już do Legnicy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu ujrzałam zdjęcie Martyny wraz z jej numerem. Oczywiście odebrałam.
-Cześć Martynko. My już dojeżdżamy do domu. A co u was?-zaczęłam rozmowę nie dając jej dojść do słowa.
-Pali się! Dom się pali!-usłyszałam zdyszany głos siostry Jasia.
-Coo? Co się pali?! Kurde, dzwoń po straż pożarną!-krzyknęłam do słuchawki. Wzrok Jasia automatycznie się na mnie przeniósł.
-Hubert już zadzwonił. Wracajcie jak najszybciej!
-Okej. Uważajcie na siebie, już jedziemy!-ponownie pod wpływem emocji krzyknęłam do słuchawki po czym się rozłączyłam.
-Co się stało? Znowu pożar?-spojrzałam na Jasia, który bacznie mi się przyglądał oczekując odpowiedź. Widziałam jaki był spięty i zdenerwowany. Zresztą się nie dziwię. Patrzyłam na niego przez dłuższy czas nie odpowiadając gdy nagle uświadomiłam sobie, że Janek nie zwraca uwagi na drogę.
-Jasieek! Patrz na drogę!!-chłopak szybko odwrócił głowę w kierunku jezdni. Nagle zobaczyłam jak chłopak wylatuje przez przednią szybę, a sama poczułam przeszywający ból w kręgosłupie. Chwilę później nie czułam już nic...
___________________________________________________________
I mamy kolejny tym razem nieco dramatyczny rozdział! :) Dziękuję za wszystkie komentarze pod postami i jeszcze raz zachęcam do komentowania!! To meega motywuje! :*
Wbijajcie też na aska ;) ask.fm/ralinaska ;D
Ps. Wiem, że krótki ale najważniejsze, że wogle jest ;) jutro dodam coś dłuższego :*

czwartek, 9 kwietnia 2015

Rozdział 21

"Chwilę potem po mieszkaniu rozległ się jeszcze mocniejszy huk trzaskających drzwi. Czyżby teraz Jasiek miał wbiec do pokoju, by powitać Martynę? Właśnie tego oczekiwałam, lecz dość długo to nie nadchodziło. Zeszłam więc na dół pozostawiając na górze samych dwójkę rodzeństwa. Weszłam do salonu i zauważyłam Jasia chrzątającego się po pomieszczeniu z kąta w kąt. Był wyraźnie czymś bardzo mocno zdenerwowany. Nigdy jeszcze nie widziałam jego aż tak wściekłego..."

-Jasiek? Coś się stało?-zmartwiło mnie zachowanie Jasia. Nigdy aż tak się na nic nie wściekał, a przynajmniej nie przy mnie. Musiałam się dowiedzieć o co chodzi.
-Spierdalaj. Nie twoja sprawa.-burknął, a ja stanęłam w miejscu nie mogąc się ruszyć ani wysłowić. Do oczu napłynęły mi łzy. Co w niego wstąpiło? Spojrzałm z wyrzutem na niego. Z jego oczu wyczytałam gniew i złość, po chwili jego oczy przenikły smutkiem i zmieszaniem. Pokręciłam głową i mijając po drodze Martynę i Huberta pobiegłam do pokoju i się w nim zamknęłam. Najwyraźniej wszystko widzieli, ponieważ mieli miny jakby ujrzeli ducha. Głośno szlochając rzuciłam się na łóżko. Nie rozumiem zachowania Jasia. Bardzo zabolały mnie jego słowa. Chciałam tylko pomóc...ale jak zwykle wyszło źle. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, a po chwili się one uchyliły. W progu ujrzałam smutnego Jasia. Może, żałował tego co zrobił? Niech się teraz tłumaczy. Spuściłam z niego wzrok na poduszki i w dalszym ciągu leżałam nie zwracając na niego uwagi.
-Olu, przepraszam. Nie chciałem tak się do ciebie odezwać. To przez nerwy... Nie kontrolowałem się. Przepraszam.-poczułam jak łóżko ugina się pod jego ciężarem. Słuchałam jego słów leżąc do niego tyłem. Gdy nie zareagowałam na jego wypowiedź położył rękę na moim biodrze i przysunął się bliżej mnie.
-Wybaczysz?-wyszeptał obejmując mnie. Odwróciłam się w jego stronę.
-Wybaczę. Ale proszę powiedz co się takiego stało?-zapytałam unosząc się do pozycji siedzącej.
-Po prostu...no...pokłóciłem się z kolegą.
-Aż tak? Nigdy nie widziałam cię takiego złego. O co poszło?
-O nic. Wyzwał mnie po prostu od pedała. I się tak trochę pobiliśmy.
-Naprawdę?
-Naprawdę.
-Okey, a teraz spiedalaj.-wskazałam ręką na drzwi. Jego oczy się automatycznie powiększyły. Patrzył na mnie nie odzywając się.
-Mam powtórzyć?-zwróciłam się do niego pchając go ku wyjściu.
-Ale...-nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Ale mnie to nie obchodzi. Masz stąd wyjść. Teraz przynajmniej wiesz, jak ja się czułam pare minut temu. Zemsta.-puściłam mu oczko i wypchnęłam za drzwi zamykając je następnie. Niech chłopak trochę ochłonie, ja też się ogarne i wtedy możemy rozmawiać-zaśmiałam się w duszy. Podeszłam do okna i wyjrzałam za nie opierając się o parapet. Spokój, cisza, świeże powietrze. Tego mi teraz było trzeba. Szybko jednak moją chwilę rozkoszy przerwała Martyna, która wparowała do mojego pokoju jak rakieta.
-Ola! Wszystko dobrze? Jak się czujesz? O co chodziło Jaśkowi?-zasypała mnie pytaniami.
-Nigdy nie czułam się lepiej.-powiedziałam sarkazmem siadając na łóżku. Dziewczyna usiadła obok mnie.-A Jasiek powiedział, że pobił się z kolegą, ale ja mu nie wierze. Nie powiedziałam mu tego, bo wiedziałam, że tak czy siak prawdy mi on nie powie. Dlatego pobawie się w detektywa i w najbliżym czasie zwrócę na niego większą uwage, poobserwuje go. On wyraźnie coś ukrywa.-stwierdziłam, a Martyna potwierdziła moją teorię.

Reszte dnia spędziłam praktycznie na dworze. Spacerowałm, biegałam i jeździłam na rowerze Jaśka. Własnego niestety nie posiadam. Na wieczór byłam już w domu. Nie zjadłam nawet kolacji, jedynie się umyłam i poszłam spać. Byłam wykończona.

Poczułam czyjś dotyk na moim policzku. Otworzyłam z krzykiem oczy. Uspokoiłam się gdy ujrzałam siedzącego koło mnie Jasia gładzącego mnie po policzku.
-Ale mnie przestraszyłeś.
-Przepraszam, nie chciałem cię obudzić.
-Niee, dobrze. Tak to bym pewnie znowu spała do południa.
-No nie wiem czy wiesz, pewnie nie. Ale jest już 13.00.-zaśmiał się, a ja otworzyłam szeroko oczy. Jakim cudem? Jak to możliwe?!
-Ty se jaja ze mnie chyba robisz!-rzuciłam oburzona w jego stronę.
-Nie, spójrz na zegarek.-wyciągnęłam z pod poduszki telefon. Rzeczywiście wskazywał godzinę 13.00.
-A pokaż swój telefon.-powiedziałam z przekonaniem, że przestawił mi zegarek w telefonie. Podał mi swoj telefon i jego wyświetlacz także wskazywał godzinę 13.00. Czyli ja tak długo spałam?! To niemożliwe! Wiem, że ja potrafię długo pospać, ale że aż tak?! Szkoda dnia! Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy w celu wybrania ubrań.
-Misia, to ty się tutaj szykuj, a ja czekam w aucie.
-W aucie? Gdzieś jedziemy?-zapytałam wyciągając z szafy czarny top.
-Ta, zabieram cię na wycieczke.-uśmiechnął się szeroko i opuścił mój pokój. W szybkim tempie się ubrałam i delikatnie umalowałam. Spakowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i zbiegłam na dół. Jaś tak jak mówił czekał już w samochodzie. Zamknęłam więc szybko mieszkanie i zajęłam w aucie miejsce pasażera.
-No to gdzie mnie zabierasz?-zapytałam poprawiając się na siedzeniu.
-Zobaczysz, niespodzianka.-uśmiechnął się cwaniacko, a ja nie wiedziałam czego mogę się spodziewać.

Najpierw zaliczyliśmy bar z fastfoodami. Bo przecież nie jadłam w domu śniadania. Jasiek zamówił dwa kebaby i ruszyliśmy w dalszą droge. Tym razem opuściliśmy Legnice. Nie miałam zielonego pojęcia gdzie jedziemy. Jechaliśmy już bardzo długo. Zaczynałam z nudów marudzić. Gdyby Jaś mnie wcześniej uprzedził, że wyjedziemy gdzieś daleko to naładowałabym telefon albo wizięła jego laptopa czy tableta. W pewnym momencie Jasiek zjechał na pobocze i zaczął szperać w swojej torbie.
-Czego szukasz?
-Tego.-odpowiedział podając mi czarną chustkę. Patrzyłam się raz na nią, raz na niego nie bardzo wiedząc o co mu chodzi.
-Zwiąż se tym oczy.-powiedział z chytrym uśmieszkiem na twarzy.
-Co?! Jesteśmy w środku lasu i wolałabym nie ryzykować.
-Nie marudź tylko zakładaj.-wykonałam polecenia, a on odpalił samochód i ruszyliśmy w dalszą drogę. Po około 30 minutach drogi samochód ponownie się zatrzymał. Usłyszałam jak Jasiu wychodzi z auta, a następnie otwiera mi drzwi. Pomógł mi wysiąść i dalej mnie ostrożnie prowadził. Miałam wrażenie, że wchodzimy do jakiegoś budynku. Jaś się zatrzymał i ściągnął mi z oczu opaske. W końcu coś widzę! Jakie to wspaniałe uczucie. Nie wyobrażam sobie nie posiadać wzroku, gdy ja nawet pół godziny bez niego ledwo wytrzymałam. Rozejrzałam się dookoła sobie. Znajdowaliśmy się w ładnym, dużym i nowocześnie urządzonym mieszkaniu. Nic z tego nie rozumiałam.
-Jaasiek? Gdzie my jesteśmy?
-W moim nowym domu.-powiedział z dumą i zachwytem w głosie, a mnie zatkało. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam.
-Wy...wyprowadzasz się?
_______________________________________________________________
No kochani! Tak jak obiecałam jeszcze dziś mamy kolejny rozdział! ;D Dziękuję za aktywność na asku i pod poprzednim rozdziałem! :) ♥
Śmiało komentujcie i w razie pytań pytajcie!!! ask.fm/ralinaska
3 komentarze - następny rozdział! :')
PS. Wasze komentarze!! ;* Moje się nie liczą! 8)

środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział 20

"W końcu wtuliłam się w ciepłe ciało Jasia dając mu do zrozumienia, że ma racje. Mam wspaniałego, troskliwego, dobrego chłopaka tuż obok, a szukam ich zupełnie gdzie indziej. Niepotrzebnie. Dopiero teraz to do mnie dotarło."

Gdy się obudziłam za oknem było jeszcze szarawo. Sięgnęłam po telefon. Wskazywał godzine 7.00. No to nieźle. Rzadko zdarza mi się tak wcześnie wstawać. Przypomniałam sobie zdarzenia z poprzedniego dnia. Jednak nie pamiętałam tego, że przebierałam się w piżme i kładłam do łóżka. Jasiek...z pewnością zasnęłam w jego objęciach, a on wykorzystał tę sytuacje. I teraz wszystko jasne, było wtedy po 19.00. Dlatego tak szybko wstałam. Przeciągnęłam się i podniosłam z łóżka. Pomyślałam, że to dzisiaj jest właśnie ten dzień, w którym to ja zrobię śniadanie. Jednak się myliłam. Na dole zastałam uśmiechniętego Jasia przy gazówce.
-Witaj słonko. Jak się spało?-pocałował mnie delikatnie w czoło i powrócił do swojego zajęcia. Jaki on kochany. I że mu się chce tak wcześnie wstawać, by przygotować mi śniadanie.
-Nawet dobrze. A skąd wiedziałeś, że dzisiaj wcześniej wstane?-zapytałam nie co zdziwiona.
-Bo wcześnie zasnęłaś. Bardzo wcześnie.-uśmiechnął się i wyciągnął z półki talerze.
-Co dzisiaj dobrego do jedzonka?
-Jajecznica.-powiedział nakładając danie na talerze. Podszedł do stoliku przy, którym siedziałam, podał mi mój talerz, a sam usiadł na przeciwko mnie.
-Wiesz, dzisiaj przyjeżdża z Londynu Martyna. Już na stałe.
-Pamiętam. To teraz będzie w domu wesoło. Cztery osoby to raczej sporo. Plus twoi rodzicie. I właśnie, mów co u nich słychać. Kiedy wracają?
-Pisałem ostatnio z mamą. Tata jest już po operacji, która na szczęście udała się pomyślnie. Bez żadnych komplikacji. Teraz tato odpoczywa i w domu będą za około tydzień, może dwa.
-Aha, to dobrze.-uśmiechnęłam się do chłopaka. Uśmiech jednak z mojej twarzy zniknął, kiedy przypomniałam se o jednej sprawie, nad którą ostatnio sporo myślałam.
-Posłuchaj mnie Jasiu.-zaczęłam najpoważniej jak tylko potrafiłam-Myślę, że dobrym pomysłem jest taki, że znajdę se prace. W końcu ktoś tu musi zarabiać. Nie możemy wiecznie żyć na utrzymaniu twoich rodziców, a tym bardziej, że są teraz na zwolnieniu i nie zarabiają.
-Przestań. Jakoś sobie poradzimy.-powiedział niewzruszony tą całą sytuacją.
-Ej, Jasiek. Teraz kase mamy, a potem z czego będziemy żyć?-zwróciłam mu uwage. Bo co on se myślał? Że to takie łatwe?
-Coś się wymyśli.
-Wtedy będzie już za późno. A ja byłabym szczęśliwa idąc do pracy, ponieważ nie potrafię dłużej tu mieszkać i tak po prostu wydawać pieniądze twoich rodziców. Zawsze coś se zatrzymam, a reszte dorzuce np. do rachunków.
-No jak chcesz. Ale chce byś wiedziała, że dla nas to nie problem byś tu z nami mieszkała. Gdyby to był jakiś kłopot to nikt, by cię tu nie przygarnął. I nie musisz nic dopłacać. Czułbym się wtedy jakbyś płaciła mi i rodzicom za opieke.
-Ale ja nie mam zamiaru płacić tobie tylko opłacać rachunki.-uśmiechnęłam się do tego głupka, który najwyraźniej nie bardzo mnie zrozumiał.-No dobra, koniec tematu. Za czymś się po prostu rozejrze i tyle.-wstałam od stołu, podziękowałam za pyszną jajecznice i pozmywałam nacyznia. Potem poszłam ma górę, by się ubrać.

~.~

Nagle po całym mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Była godzina 14.00 więc najprawdopodobniej była to Martyna. Pobiegłam otworzyć drzwi, nie myliłam się. W drzwiach ujrzałam siostrę Jasia z walizkami. Przywitałam ją długim przytulasem, a potem pomogłam zanieść walizki do jej nowego pokoju. Dawniej był to pokój gościnny. Trochę mi głupio, bo to właśnie ja zajęłam pokój Martyny.
-A Jasiek gdzie?
-Nie wiem. Gdzieś wyszedł, ale nie chciał powiedzie gdzie. Jeszcze to z niego wydusimy.-zaśmiałyśmy się obie.
-A jak w Londynie? Opowiadaj!-dodałam gdy się już trochę uspokoiłyśmy.
-Wszystko ok. Mojego byłego na szczęście tam nie spotkałam. Udało mi się też sprzedać mieszkanie. Tyle, że...no...jakby ci to powiedzieć...-nagle wypowiedź dziewczyny przerwał głośny trzask drzwiami. Do pokoju wparował najstarszy z rodzeństwa.
-Hubcio!-wykrzyczała Martyna i się na niego rzuciła.
-Martyś, moja kochana siostrzyczko. Tak dawno cię nie widziałem.-mówił ze łzami w oczach co nie było raczej do niego podobne. To nie w jego stylu. Chyba, że rzeczywiście jeszcze go na tyle dobrze nie znam, by to wiedzieć.

Chwilę potem po mieszkaniu rozległ się jeszcze mocniejszy huk trzaskających drzwi. Czyżby teraz Jasiek miał wbiec do pokoju, by powitać Martynę? Właśnie tego oczekiwałam, lecz dość długo to nie nadchodziło. Zeszłam więc na dół pozostawiając na górze samych dwójkę rodzeństwa. Weszłam do salonu i zauważyłam Jasia chrzątającego się po pomieszczeniu z kąta w kąt. Był wyraźnie czymś bardzo mocno zdenerwowany. Nigdy jeszcze nie widziałam jego aż tak wściekłego...
______________________________________________________________
Hey hey hey! Pod tym rozdziałem nie będę się wam żalić, lecz chcę Wam bardzo za wszystko podziękować! Za wszystkie wyświetlenia, komentarze, za aska, za gumisiową motywację, za WSZYSTKO! ♥ Jesteście wspaniali! :* ♥
I teraz takie małe info. Dowiedziałam się od Was, że wcześniej nie można było komentować z anonima, ale wszystko już naprawione i możecie śmiało komentować! ;D
Napiszcie czy Wam się rozdział spodobał :3 Tylko proszę nie piszcie, że krótki bo sama dobrze o tym wiem ;/ postaram się, by następny był dłuższy! :)
Zapraszam na mojego aska! ask.fm/ralinaska
3 komentarze = następny rozdział :')
No sami wiecie, trzeba Was jakoś zmotywować do aktywności! :D

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział 19

"Godzine po śniadaniu wyjechaliśmy z domu. Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy było centrum handlowe. Chodziliśmy od sklepu do sklepu gdy nagle Janek się zatrzymał i stał nieruchomo wpatrując się w jeden obiekt..."

-Jasiek?! Coś się stało?
-Hu...Hubert!-wykrzyczał szczęśliwy. Z początku myślałam, że zobaczył coś co go wkurzy i, że zaraz będzie się wydzierać, a tu co? Tego się nie spodziewałam.
-Chodź!-chwycił mnie za ręke i pociągnął za soba.
-Siema stary! Co ty tu robisz?!-powitał jakiegoś chłopaka. Był na pewno od nas trochę starszy.
-Jasiu! Witaj braciszku!-No i wszystko jasne. To ten starszy brat Jasia co studiuje w Krakowie czy tam Wrocławiu. Gdy wyrwał się z uścisku Jasia skierował swój wzrok na mnie. Dokładnie mnie prześledził wzrokiem, nie czułam się z tym dobrze. Janek z pewnością to zauważył, bo szybko zareagował.
-To jest Ola.-Hubert podał mi dłoń nie spuszczając ze mnie wzroku. Jak widać Jaś nie jest najlepszy w te klocki.
-Jesteście parą?-zapytał chłopak.
-Nie.
-Tak!-przekrzyczał mnie Jasiek.
-Przecież...-nie dokończyłam, bo Jasiek szturchnął mnie i posłał wzrok mówiący "Siedź cicho i nie rób siary".
-To w końcu jesteście razem czy nie?-dopytywał najwyraźniej zirytowany naszym zachowanie Hubert.
-Tak.-potwierdził Jasiek, a ja tylko pokiwałam głową.-Ale lepiej powiedz co tu robisz? Czemu do nas nie przyjechałeś?
-Miałem taki zamiar. Tylko najpierw chciałem kupić coś dobrego. No wiesz...nie wypada przychodzic w goście z pustymi rękami.
-Jak to nie? A zresztą to też twój dom. Tylko aktualnie gdzieś indziej mieszkałeś.

~.~

-Mieszkacie razem?-zapytał brat Jasia gdy weszliśmy do mieszkania.
-Niestety.-mruknęłam ściągając kurtke.
-Jak to niestety misiu?-Jaś do mnie podszedł i objął w pasie.
-Przejęzyczyłam się.-sztucznie się uśmiechnęłam i ruszyłam po schodach do swojego pokoju. Na ostatnim schodku się zatrzymałam i zaczęłam nasłuchiwać rozmowy chłopaków. Wiem, że to tak nie ładnie, ale słyszałam, że mówią coś o mnie więc mam chyba prawo wiedzieć co.
-Coś cie chyba ta Olcia za bardzo nie kocha.-zarzucił Jasiowi Hubert.
-Kocha kocha. Tylko ma dzisiaj gorszy dzień. No wiesz...pożar to nie codzienność. A zakup nowych mebli też kosztuje.-odpowiedział mu "mój chłopak".

Weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Nie rozumiem zachowania Jasia. Jestem na niego wściekła, a zarazem szczęśliwa. To nawet miłe, że nazwał mnie swoją dziewczyną, ale dlaczego? Po co? Może chciał się pochwalić bratu, że ma dziewczyne? Nie wiem, ale prędzej czy później Hubert i tak dowie się prawdy. Ja nie mam zamiaru do końca życia udawać jego dziewczyny. Wystarczy, że dzisiaj nie zrobiłam z niego kretyna mówiąc prawdę Hubertowi. A mogłam tak zrobić więc Jasiek powinien być mi wdzięczny. Wyciągnęłam z torebki telefon. Jedna nieodebrana wiadomość. Od Filipa. Cały czas do mnie pisze, ale nie mówię nic Jasiowi, bo nie chcę niepotrzebnej afery. Chciał sie spotkać. Co prawda Jasiek mi zabronił się z nim widywać, ale co mi szkodzi? Z chęcią wysłucham co on ma dopowiedzenia. Napisałam, że będę u niego o 15.00. Jeśli Filip jest aż taki zły to nie wiem czy to bezpieczne. No ale raz się żyje. Na pewno nic się nie stanie.

Wymknęłam się po cichu z domu. Gdy odeszłam kawałek napisałam do Jasia, że zapomniałam kupić sera więc idę do sklepu. Wiedziałam, że jeśli mu to powiem osobiście w domu to będzie chciał jechać ze mną albo przed wyjściem będę miała wywiad składający się z pytań typu kto? gdzie? kiedy? z kim? po co? o której będziesz? Wolałam tego uniknąć.

Po dwudziestu minutach spokojnego spaceru stałam pod klatką chłopaka. Wybrałam na domofonie numerek jego mieszkania. Szybko drzwi się otworzyły, a ja weszłam do środka. Stanęłam przed drzwiami do mieszkania Filipa i zapukałam. Serce mi biło jak szalone pomimo, że wcześniej relacje między nami były znakomite teraz cholernie się bałam. Otworzył drzwi z uśmiechem na twarzy. Wpuścił mnie do środka i chciał pocałować na powitanie, lecz ja się odsunęłam do tyłu. Rozebrałam się i poszłam za nim do salonu. Tam wręczył mi piękny bukiet czerwonych róż. Jednak kwiatami mnie nie przekupi.
-Dawno cię nie widziałam.-zaczęłam niepewnie nie bardzo wiedzieć co mam powiedzieć.
-Skoro nie odbierałaś telefonu ani nie odpisywałaś na moje wiadomości to się nie dziwie.
-Po tym co mi zrobiłeś miałam z tobą gadać?-burknęłam podirytowana.
-Serio wierzysz temu debilowi?
-Nie mów na niego tak!-trochę się uniosłam, miałam ochotę go zatłuc.-Wierzę mu. A zresztą nagranie samo mówi za siebie.
-Jakie nagranie?-na wieści o nagraniu cały się spiął i zdenerwował. A to kolejny dowód na to, że zalazł komuś za skórę. W tym przypadku mi.
-Nagranie, na którym przyznajesz się do winy.-rzuciłam mu prosto w twarz z żalem w głosie.
-Ale Ola...to nie tak.-podszedł do mnie bliżej, a ja stanowczo się odwróciłam i weszłam do przedpokoju, by się z powrotem ubrać i stąd wyjść. Jaś miał rację, nie warto było.
-Akurat. Wszystko na początku se już zaplanowałeś.-mówiłam nie patrząc na niego. Starałam się unikać z nim kontaktu wzrokowego, skupiłam się więc na ubieraniu się.
-Tak, tak było na początku. Ale pózniej mi się naprawdę spodobałaś!
-Weź odpuść sobie i znajdź inną laske, która ci nawet za to zapłaci.-rzuciłam wychodząc z mieszkania, po czym mocno trzasnęłam drzwiami. Ta wizyta zupełnie nie miała sensu. Jaś ma zawsze rację, a moje decyzje są niedojrzałe i nieodpowiedzialne.

Nie mając już ochoty na spacer wróciłam do domu taksówką. Już w wejściu rzucili się na mnie chłopaki.
-Czemu cię tak długo nie było?
-Korki na mieście i kolejki przy kasach.-mruknęłam ściągając przy tym buty.
-Przecież ty nie masz prawa jazdy.-zauważył Hubert, który najwyraźniej nie wiedział o istnieniu środku transportu takiego jak taksówka.
-Istnieje coś takiego jak taksówka geniuszu.
-Okej okej, spokojnie. A po co ci był ser?
-Na tosty. Też chcesz?
-Pewnie, zawołaj mnie jak już zrobisz.-puścił mi oczko i poszedł na górę.
-To mi też zrób przy okazji. Mogę ci pomóc. Daj ten ser to zaniosę do kuchni.-odezwał się Jasiu, a mnie całkowicie zatkało. Przecież ja nie kupiłam wcale sera. Ups. Wcześniej o tym nie pomyślałam...
-Yyy...okej.-zaczęłam szperać w torebce. Udawałam, że szukam "zakupionego prze ze mnie" produktu.
-Ehh...nie mogę znaleźć. Niech to...pewnie nie spakowałam albo gdzieś mi wypadł. Może w taksówce jak wyciągałam portwel, by zapłacić!-westchnęłam po nie udanym "poszukiwaniu zakupionego" sera.
-No trudno. Bez sera da się żyć.-Jasiek się szeroko uśmiechnął i odszedł. Najwyraźniej kupił moją bajeczke.

Wróciłam do swojego pokoju i próbowałam se znaleźć jakiekolwiek zajęcie. W końcu doszło do tego, że z nudów zaczęłam sprzątać. Tak mnie praca pochłąneła, że nawet nie zauważyłam, a była już 17.00. Odstawiłam odkurzacz na miejsce i zeszłam na dół do kuchni, by wziąć coś do picia. Wyciagnęłam z półki szklanke i zaczęłam szukać jakiegoś soku.
-Czego szukasz mała?-usłyszałam znany mi dobrze głos.
-Nie jestem mała.-burknęłam nie odwracając się do chłopaka.
-Dla mnie jesteś. Jestem od ciebie starszy.-stwierdził pewny siebie Hubert.
-Gówno mnie to obchodzi. Nie życze sobie byś tak do mnie mówił!-odwróciłam się do niego i wykrzyczałam najgłośniej jak potrafiłam. Ten człowiek działa mi na nerwy...
-Spokojnie, malutka. Już mnie tu nie ma.-zaczął się śmiać. Nie wiem co w tym śmiesznego. Mnie to nie bawiło.
-Co tu się dzieje?-zawołał zdyszany Jasiek, który właśnie do nas przybiegł. Pewnie usłyszał moje krzyki.
-Nic takiego.-rzucił jego brat i wyszedł z pomieszczenia.
-Ola, coś się stało? Mi możesz powiedzieć. Coś ci zrobił?
-Niee, to nic takiego. Nie masz co się martwić.-sztucznie się uśmiechnęłam i poszłam z szklanką soku do swojego pokoju. Nie lubię tego Huberta, ale nie chciałam mówić o tym Jankowi. Nie chcę go niepotrzebnie martwić. Mam tylko nadzieję, że on nie jest tu na długo. Bo dłużej niż miesiąc to ja z nim na pewno nie wytrzymam! Muszę przyznać, że Hubert jest przystojny i ma fajną stylówe, ale za to jaki bezczelny... A to nie wygląd się liczy, lecz charakter.

Do 19.00 siedziałam w pokoju i już nigdzie z niego nie wychodziłam. Pożyczyłam od Jasia laptopa i zajęłam się zabawą. Po pewnym czasie do mojego pokoju wszedł Jasiek.
-Olcia, chodź na dół. Obejrzymy coś razem.
-A będzie Hubert?
-Będzie, ale...-nie pozwoliłam mu już dokończyć.
-Nie idę. Jestem zmęczona.-powiedziałam stanowczo.
-Jest dopiero 19.00! Ty nigdy nie chodzisz tak wcześnie spać. No chodź, poznasz go lepiej. Nie będzie źle, może się do niego jednak przekonasz.-uśmiechał się przez cały czas.
-Wątpie. Nie lubię go i nic ani nikt tego nie zmieni.-mówiłam nie spuszczając wzroku z ekranu urządzenia.
-Ależ ty uparta.-usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi. Byłam pewna, że chłopak wyszedł z pomieszczenia gdy nagle serce mi stanęło w miejscu. Jasiek podniósł mnie z fotela i usiadł na moim łóżku sadzając mnie na swoich kolanach.
-Jasiek idioto, przestraszyłeś mnie!-fuknęłam oshle. On jednak się tylko zaśmiał.
-A co ty na to byśmy spędzili ten wieczór sami? Bez Huberta?
-Brzmi lepiej.-powiedziałam obojętnym głosem.
-Ale teraz powiedz mi lepiej co to ma znaczyć? Co ty wymyślasz i bzdury opowiadasz?! Hubert prędzej czy później i tak się dowie prawdy. Nie będę do końca życia udawać twojej dziewczyny. Pewnie przed braciszkiem chciałeś się popisać, co?-miałam nadzieję, że uzyskam sensowną odpowiedź, wytłumaczenie.
-Nie będziesz musiała udawać.-spojrzał na mnie i wpił się w moje usta. To była nisamowita chwila. Chciałabym tak czuć się już zawsze. Szybko jednak zrozumiałam, że tak być nie powinno.
-Jasiek, nie!-oderwałam się od niego pchając go do tyłu. Był zdezorientowany, pewnie nie takiej reakcji się spodziewał.
-Nie możemy. My jesteśmy tylko przyjaciółmi!
-Czemu się hamujesz? Wiem, że chcesz tego co ja. Zresztą przyjaźń damsko-męska nie istnieje.
-Dlaczego tak uważasz?
-Bo prędzej czy później jedna z osób zakochuje się w drugiej.-zdziwiły mnie jego słowa, chociaż miał rację. Zazwyczaj tak właśnie jest. Nie wiedziałam teraz co powiedzieć, jak się zachować. W końcu wtuliłam się w ciepłe ciało Jasia dając mu do zrozumienia, że ma racje. Mam wspaniałego, troskliwego, dobrego chłopaka tuż obok, a szukam ich zupełnie gdzie indziej. Niepotrzebnie. Dopiero teraz to do mnie dotarło.
________________________________________________________
Miśki mamy kolejny rozdział! ;D Myślę, że jest długi, ale nie bardzo mi się podoba. Nie przepadam za rozdziałami, w których przeważają dialogi ;/ ale czasami tak wychodzi :)
Piszcie w komentarzach swoje opinie! Zostawcie po sobie jakiś ślad. Bardzo mnie smuci fakt, że nikt nie komentuje ani nic. Mam wrażenie, że nikt tego nie czyta i się zastanawiam czy jest sens to dalej ciągnąć. Kiedyś jedna mądrą firanka, która także prowadzi ff napisała "Ja pisze to opowiadanie dla siebie, a Wam tylko pozwalam je czytać". Ale jeśli nikt tego nie chce czytać to nie widze sensu bym to tu udostępniała.
Dobranoc mordki :* Jasiowych snów :)

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 18

"Wstała z miejsca i ruszyła wskazaną przeze mnie drogą. Ja zrobiłem to samo. Niestety moja niezdarność dała po sobie znaki. Wstając zwaliłem na podłogę torebke dziewczyny. Wysypały się z niej różne rzeczy. Podniosłem ją i zacząłem pakować do środka po kolei wszystkie jej rzeczy. Zatrzymałem się gdy w moich rękach znalazł się jej dowód. To co na nim zobaczyłem wstrząsnęło mną kompletnie..."

Z tego co zobaczyłem na jej dowodzie wynikało, że się nazywa Dominika Dąbrowska. Może to nie jej dowód? Spojrzałem na zdjęcie, ale ono niestety potwierdzało, źe to Karolina. No znaczy Dominika. Spakowałem reszte rzeczy do torebki, położyłem ją na kanapie, a dowód na stole. Tak jak mnie prosiła nalałem do szklanki soku i wróciłem do pokoju. Usiadłem i wyczekiwałem jej powrotu. Gdy się zbliżyła i zobaczyła swój dowód na stole cała się spieła i zdenerwowała. Stała tak w ciszy i patrzyła się raz na mnie, raz na dokument.
-Karolina. Albo Dominka. Możesz mi wytłumaczyć o co tu chodzi? Kim ty jesteś? Jak się naprawde nazywasz?-powiedziałem sfustrowany, ale i tak starałem się być spokojny. Nie chciałem nie potrzebnej awantury.
-Ja...ja jestem...Jestem twoją siostrą.-moją siostrą? Czy ja dobrze zrozumiałem? Mam drugą siostre? Nic z tego nie rozumiem? O co tu do cholery chodzi?!
-Jak to siostrą? Karolina wytłumacz mi to! Znaczy, Dominika.

Dziewczyna mi wszystko opowiedziała. Jest córką mojego taty. Czyli moją przyrodnią siostrą. Pierwsze co pomyślałem, że tata zdradził mame, ale zaprzeczyła. Powiedziała, że jej tata wcześniej był w małżeństwie z jej mamą. Niestety (albo stety) się rozwiedli. I potem tata poznał moją mame. Ciekawe tylko czy mama o tym wszystkim wie? Musi wiedzieć, bo przecież pisała w liście o Dominice. Ale to wszystko...czyli ja zakochałem się we własnej siostrze? Nie, nie no to nie może być prawda. Czemu ona od razu nie powiedziała kim jest? Czemu się ze mną umawiała?
-Okej, tylko czemu od razu mi tego nie powiedziałaś? Dlaczego to ukrywałaś? Wiesz ile ja przez to przeżyłem?
-Przepraszam. Jak zobaczyłam cię wtedy w sklepie to zamarłam. Nie wiem czemu, ale szybko wymyśliłam jakieś imię gdy się mnie o nie spytałeś. To był impuls. A potem już ciężko było wszystko odkręcić. Bałam się. Bałam się jak to przyjmiesz...
-A Martyna i Hubert o tobie wiedzą?
-Nie. Chyba nie. Gdy ty byłeś jeszcze małym dzieckiem to odwiedzałam tate. Potem wyjechałyśmy z mamą za granice i kontakt się urwał. Hubert może mnie pamiętać, ale na pewno nie tak dobrze. On jest chyba w moim wieku. To było już tak dawno... Ty leżałeś w łóżeczku, a Martyna raczkowała. Ja z Hubertem biegaliśmy po mieszkaniu i wrzucaliśmy tobie do kojca przeróżne znaleziska. Twoim rodzicom się to nie podobało, ale my i tak mieliśmy swoje zdanie. Byliśmy przecież jeszcze małymi dzieciakami. Cztery latka to nie dużo.
-Czyli masz 22 lata?
-Tak. A ty 18.

Między nami nastała cisza. Nie wiedziałem jak z nią rozmawiać pomimo, że wcześniej mieliśmy wiele wspólnych tematów. Wcześniej...gdy nie wiedziałem, że jesteśmy spokrewnieni. To naprawdę bardzo dziwne uczucie. Nawet nie pamiętam nic z tego co właśnie opowiedziała. Miałem przecież wtedy jakieś pare miesięcy. Niezręczną cisze przerwał odgłos stawianych stóp na schodach. Ujrzałem Ole. Oboje zaczęliśmy się jej uważnie przyglądać. Nie wiedziałem jak mam się zachować. Dominika pewnie też.
-Nie przeszkadzajcie sobie. Ja tylko idę do kuchni po sok.-uśmiechnęła się szeroko. W końcu ona nie wiedziała jeszcze o niczym.
-Ola! Zaczekaj. Musimy porozmawiać.

Wszystko jej opowiedzieliśmy. Była tak samo zaskoczona jak ja. Teraz mogliśmy już powiedzieć Dominice prawdę. Czyli, że Ola nie jest dziewczyną Huberta tylko moją współlokatorką. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy. Dowiedzieliśmy się gdzie Dominika mieszka i trochę o tym jak żyje. Najgorzej to ona nie ma. Mieszka w niedużym mieszkaniu wraz z chłopakiem. Dobrze im się układa, oboje dobrze zarabiają, problemów żadnych nie mają. Potem Dominika wyszła, a ja z Olą zostaliśmy sami. Dłuższy czas siedzieliśmy w ciszy nie bardzo wiedząc co robić.
-I co teraz?-zapytała dziewczyna.
-Nic. A co ma być? Będzie teraz jak zawsze. To nic nie zmienia.
-Nie jest ci przykro? W końcu byłeś zakochany w Dominice.
-Ja nie byłem zakochany w Dominice. Tylko w Karolinie. Ona mnie oszukała. Zresztą to nie była miłość. Zwykłe zauroczenie. A powiedz mi lepiej czy nie dzwonił do ciebie Filip?
-Dzwonił. Wiele razy, ale nie odbierałam.-westchnęła, a ja się uśmiechnąłem. Niech on jeszcze raz zadzwoni, a osobiście go odwiedze. I nie będzie to miła wizyta.

Perspektywa Oli

Położyłam się do łóżka. Byłam już naprawdę bardzo zmęczona. To był kolejny ciężki dzień pełen niespodzianek. Skuliłam się pod kołdrą i próbowałam zasnąć. Jednak grzmoty i błyski za oknem na to mi nie pozwalały. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Wejdź.-wiedziałam, że to Jasiu. Bo któżby inny?
-Mogę dzisiaj z tobą spać? Boje się burzy.-wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi i robiąc przy tym słodką minke.
-Niee. Idź do siebie. Chce spać.-mruknęłam zaspanym głosem. Udawałam, że mnie obudził.
-Prosze. Będę cichutko. Nawet nie zauważysz, że tu jestem.
-Okej, ale już nie marudź.

Poczułam jak łóżko ugina się pod jego ciężarem. Po chwili poczułam ciepłe ręce Jasia, które oplatały mnie w talii.
-Puść mnie.-zaczęłam marudzić.
-Mówiłem ci, że boje się burzy.
-Mówiłeś też, że nawet nie zauważę, że tu jesteś.
-Oj tam oj tam. Teraz ty nie marudź.
Odpuściłam już i w mgnieniu oka zasnęłam. Zmęczenie wygrało.

Wstałam koło godziny 8.00. Nie było już burzy. Wręcz przeciwnie, świeciało śłońce. Nie było też koło mnie Jasia. Wyciągnełam z szafy szare dresy i ruszyłam z nimi do łazienki. Ubrałam się, spięłam włosy w koka, umyłam zęby i ruszyłam na poszukiwania mojego przyjaciela. Zastałam go w kuchni przy patelni. Zawsze on robi śniadania. Jutro to ja wcześniej wstane i zrobię coś dobrego.
-Zostaw to. Jeszcze coś podpalisz.-zaśmiałam się.
-Ładne mi powitanie.-także się zaśmiał.
-No to co dzisiaj jemy?
-Tosty z serem i szynką.
-Mmm... Brzmi pysznie.
-Po śniadaniu jedziemy do miasta. Trzeba kupić nowy sprzęt.-powiedział Jasiek podając mi jedzenie.
-A masz na to kase?-zapytałam zdziwiona. Bo przecież pieniądze nie rosną na drzewie.
-O to się nie martw. To akurat nie problem.
-Skąd masz kase? Przecież ty nawet nie pracujesz.
-Powiedziałem mamie o tym pożarze.
-Była zła?
-Nie aż tak. I powiedziała, że przeleje mi na konto pieniądze. Stwierdziła, że i tak wcześniej czy później miała robić remont kuchni. To właśnie pieniądze na niego odłożone. Tylko prosiła byś pojechała ze mną, stwierdziła, że ja nie mam dobrego gustu i wybiore jakieś badziewne meble.

Godzine po śniadaniu wyjechaliśmy z domu. Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy było centrum handlowe. Chodziliśmy od sklepu do sklepu gdy nagle Janek się zatrzymał i stał nieruchomo wpatrując się w jeden obiekt...
__________________________________________________________
No i mamy już kolejny rozdział :) Zapraszam do komentowania, wyrażania swoich opini, tego co o tym blogu sądzicie. Coś Ci się nie podoba? Napisz! A ja postaram się coś z tym zrobić :)
Masz jakieś pytanie? Pytaj śmiało! :D ask.fm/ralinaska
I dzisiaj w tym wspaniałym dniu chciałabym Wam życzyć udanych świąt Wielkiej Nocy, mile spędzonego czasu z rodziną i czego tam tylko chcecie! ;D (Tak wiem... Nie jestem dobra w składaniu życzeń ;/ )