"Wstałam i biegłam przed siebie jak opętana. Gdy dobiegłam do drugiego końca parku zatrzymałam się, odwróciłam się i ku mojemu zdziwieniu chłopak mnie nie gonił. Byłam pewna, że biegnie za mną, bałam się, że mnie dogoni i coś mi zrobi. Zdyszana usiadłam na innej ławeczce, by odsapnąć i złapać trochę tchu."
Siedziałam tak dobre dziesięć minut. Gdy się już uspokoiłam i ochłonęłam postanowiłam wracać już do domu. Szłam o wiele szybciej niż w poprzednią stronę. Chciałam już jak najszybciej być w swoim domku. Wbiegłam do mieszkania z wielką ulgą. Poleciałam migiem do swojego pokoju. Rzuciłam się na łożko i zaczęłam głośno płakać. Szybko jednak z "zajęcia" wyrwała mnie mama.
-Skarbie. Wszystko dobrze? Co się stało? Jak było?-zasypała mnie pytaniami wchodząc do pokoju, poczułam troske w jej głosie. Usiadła koło mnie i oczekiwała odpowiedzi.
-Nie. Nic się nie stało!-jednak tego, że coś jest na rzeczy nie dało się ukryć. Wybuchłam płaczem jeszcze bardziej.
-No przecież widzę, że coś się stało! Możesz mi wszystko powiedzieć. Wiesz dobrze, że w każdej sytuacji ci pomogę.-powiedziała to z wielkim spokojem w głosie. Jednak po jej twarzy było widać, że jest zaniepokojona.
Nno...no popprostu-jąkałam się, przez szloch nie mogłam wydusić z siebie ani słowa-poprostu spootkałam chłopakka i i-w dalszym ciągu się jąkałam.
Spokojnie. I co?-zapytała mama naraz uspokajając mnie.
-I tylko się ze mną przywitał, a jja ztchurzyłam i uciekłam.-szlochałam dalej w niebo głosy.
-Oj córcia. No już! Nie martw się, wszystko jeszcze się ułoży. Musisz być dzielna! I wiedz, że jestem z ciebie dumna.-mówiąc to ocierała moje łzy spływające po polikach. Potem szeroko się uśmiechając przytuliła mnie. Odrazu zrobiło mi się lepiej.
Tego dnia nie miałam już na nic więcej sił. Zresztą było już późno. Umyłam się, a następnie położyłam pod grubą, ciepłą pieżynę. Nie zjadłam nawet kolacji, nie byłam głodna. Leżąc tak zaczęłam się zastanawiać "Dlaczego ja?!". Co takiego złego uczyniłam, że mam tak okrótne życie? Czym zawiniłam? A może poprostu za mało doceniam to co mam? Może wcale nie mam najgorzej? Te pytania pozostawiłam bez odpowiedzi.
Następnego dnia rano obudziłam się koło 8.00. Dość wcześnie jak na mnie. Nie miałam ochoty już leżeć w łóżku. Podniosłam się i włożyłam puszyste kapcie z gór z napisem "Zakopane". Podeszłam do sporego lustra, które wisiało u mnie w pokoju na ścianie i zaczęłam się sobie przyglądać. Momentalnie przypomniały mi się słowa mamy, które wypowiedziała podczas wczorajszej rozmowy. "Musisz być dzielna!". Usiadłam przy biórku opierając się o blat i zaczęłam rozmyślać. Tak, to prawda, że musze być dzielna. Tylko jak się za to wziąć? Jak tego dokonać? Czułam, że to nie będzie łatwe. Postanowiłam więc zacząć. Zacząć nowe życie! Wstałam od biórka i znowu podeszłam do lustra. Zaczęłam "rozmawiać" ze swoim odbiciem. Starałam się mówić odważnie i stanowczo. Tak się wciągnęłam w to dość nietypowe zajęcię, że nawet niezauważyłam, a była już godzina 9.30.
-Czas iść coś zjeść. Pomyślałam sobie.
Zeszłam więc na dół z zamiarem zrobienia sobie czegoś do jedzenia. Wchodząc jednak do kuchni ujrzałam rozpromienioną i uśmiechniętą mame. Czekała już na mnie ze śniadaniem.
-Jak się spało?-zapytała na wstępie wycierając przy tym ręce o ręczniczek papierowy.
-Dobrze mamo. Wzięłam sobie do serca to co mi wczoraj powiedziałaś. Wszystko przemyślałam i doszłam do tego, że masz rację. Musze być silna! I myślę, że to już czas. Czas by zacząć nowe życie. Nie mogę przcież wiecznie żyć przeszłością.-powiedziałam to dość poważnie siadając przy tym do stołu. Mama nic mi nie odpowiedziała, jedynie uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Nie wiedziałam, że to wogóle możliwe.
-Jestem naprawde z ciebie dumna! W takim razie może pojedziesz dzisiaj ze mną na małe zakupy?-zapytała mama przerywając tym samym chwilę ciszy. Musiałam się zastanowić. Jednak to nie trwało zbyt długo. To był idealny moment, by wyjść na ludzi!
-Tak, jadę z tobą.-mówiąc to uśmiechnęłam się. Ostatnio wogle częściej się uśmiechałam. Wszystko zaczynało się powoli układać.
-W takim razie jedz szybko, ubieraj się i jedziemy!-oznajmiła szczęśliwa "moim sukcesem" mama.
-Możemy już iść!-krzyknęłam zbjegając po schodach w dół gdy byłam już gotowa. Wyszłyśmy z domu i udałyśmy się w stronę samochodu. Po dziesięciu minutach drogi byłyśmy już na miejscu. Zatrzymałyśmy się na potężnym parkingu przed supermarketem. Już tam było sporo ludzi to co dopiero w sklepie. Zaczęłam się stresować. Tak dawno nie miałam kontaktu z ludźmi, z rzeczywistością. Z każdym krokiem spinałam się coraz bardziej. Tym bliżej byłam sklepu, tym więcej ludzi mijałam. Wkońcu nadeszła chwila, by wejścia do budynku. Wzięłam głęboki wdech i przekroczyłam próg rozsuwanych się drzwi. Przez cały ten czas miałam wrażenie, że wszyscy ludzie się na mnie patrzą. Możliwe, że było to spowodowane stresem. A może rzeczywiście tak mi się przyglądali?
-Weź tą kartkę i idź poszukaj tych artykułów.-z rozmyśleń wyrwała mnie mama. Podała mi karteczkę. Przeczytałam w myślach:
~jajka
~śmietana
~jogurt
~ser żółty
-cukier
No to tak. Idźmy pokolei. Najpierw jajka. Zaczęłam błądzić między regałami aż wkońcu ujrzałam mój cel. No to teraz jogurt i śmietana. Powinny być w tym samym miejscu. Ruszyłam na poszukiwanie tych produktów. Gdy już je znalazłam włożyłam oczywiście do koszyka. Tak dawno nie byłam na zakupach! Tego między innymi właśnie mi brakowało. Ser żótły znalazłam blisko śmietany i jogutru. A więc został nam cukier. Trochę to potrfało zanim go znalazłam. Był na najwyższej półce. Wspięłam się na palce i sciągnęłam jedną kilogramową paczke. Właśnie miałam ją wkładać do koszyka gdyż nagle wylądowałam na ziemi. Podniosłam głowe do góry i zobaczyłam bruneta o piwnych oczach. Był bardzo przystojny. Normalnie bym w tej chwili szybko się podniosła i uciekła, ale to nie mogło się tak skończyć. Po głowie cały czas chodziłi mi słowa "Musisz być dzielna!". Za tem wzięłam się w garść i krzyknęłam:
-Jak łazisz baranie?!-Boże...ja właśnie to zrobiłam. Pewnie się odezwałam! Jednak szybko tego żałowałam. Zobaczyłam w oczach chłopaka stres i wstyd. Cały był czerwony.
-P...przepraszam.-wystękał, a potem pomógł mi wstać.
-Nie. To ja przepraszam. Nie potrzebnie się uniosłam.-znowu to zrobiłam! Ja rozmawiałam z kimś zupełnie obcym! Byłam z siebie dumna. Szybko jednak się zestresowałam i już bez żadnego słowa odwróciłam się i jak najszybciej potrafiłam odeszłam.
_________________________________________________________________
Dziękuję Wam za wszystkie miłe komentarze pod poprzednim postem! :) Cieszę się, że tak miło przyjeliście to opowiadanie. I wkońcu w naszej historii pojawił się Jaś. Tak jak każdy się zapewne domyśla to ten brunet ;). Piszcie czy wam się ten rodział podobał!
Super! Mega mi się podoba! ^ ^
OdpowiedzUsuńDziękuję ♥
OdpowiedzUsuńWspaniałe
OdpowiedzUsuńDziękuję ♥
Usuń