-Proszę. Pani wypis.-pielęgniarka podała mi kartkę z moim wypisem ze szpitala. W końcu! Tyle leżeć...teraz ledwo chodzę. Włożyłam kartkę do torebki i ruszyłam w kręte korytarze w celu odnalezienia lekarza, który zajmuje się moim chłopakiem. Niestety mój plan nie doszedł do skutku. Teraz próbowałam znaleźć kogokolwiek kto wskarze mi drogę do sali, w której leży Janek. Po pięciu minutach chrzątania się po szpitalu natknęłam się na pielęgniarke, która często do mnie przychodziła z lekami, jedzeniem. Zaprowadziła mnie w zupełnie inną część budynku. Wytłumaczyła mi, że tam są sale operacyjne i takie z osobami w ciężkim stanie. Zbladłam na tą wiadomość, pomimo że i tak wiedziałam, że z Jasiem nienajlepiej. Kobieta mi podała specjalny "szlafrok", bez którego nie mogłam tam wejść. Od wielu dni go nie widziałam. Lekarze nie chcieli mnie tam wpuścić ani w ogóle wstawać. Mówili, że mam się nie przemęczać i odpoczywać. Ale czy przejście przez szpitalny korytarz to taki duży wysiłek? Weszłam do sali i na widok Jasia poprzyczepianego do miliona przeróżnych rurek i urządzeń zrobiło mi się słabo. Wygląda to masakrycznie. Podeszłam bliżej i usiadłam na taborecie stojącym przy łóżku. Poczułam słony smak łez spływających po moich policzkach. Nigdy nie brakowało mi go bardziej niż teraz. Było tak pięknie i nagle cały świat się zawalił. Jaś, podpalenie, oskarżenie Huberta, problem z Filipem i Martyną. W sali panowała cisza. Dało się tylko usłyszeć pikanie urządzeń, do których był podłączony Jasiek. Spojrzałam na jego bladą twarz przepełnioną smutkiem. A przynajmniej takie miałam wrażenie. Otarłam łzy i położyłam swoją dłoń na jego, do której także były przyczepione przeróżne żyłki. Mimowolnie zaczęłam na głos opowiadać o przeróżnych zdarzeniach, problemach, o wszystkim. Om mnie na pewno słucha. Tylko nie może odpowiedzieć.
-Pamiętasz jak się poznaliśmy? Wtedy w sklepie...nigdy bym nie pomyślała, że się zaprzyjaźnimy, że wyjdzie z tego coś więcej, że u ciebie zamieszkam. Ale teraz cieszę się, że na mnie wpadłeś. Przepraszam za to, że wyzwałam cię wtedy od barana. Dzięki tobie jeszcze tu jestem. To ty wyciągnąłeś mnie z traumy po śmierci taty, a potem po śmierci mamy. Gdyby nie ty nie poradziłabym wtedy sobie. Ona była jedyną mi bliską osobą. Zaopiekowałeś się mną i przyjąłeś pod swój dach. Jestem tak samo wdzięczna twoim rodzicom, którzy się na to zgodzili. Byłeś przy mnie przez cały czas. Nawet wtedy gdy cię obrażałam i nie słuchałam. Gdy się buntowałam i uciekałam. Proszę, nie rób mi tego. Nie zostawiaj mnie.-mówiłam przez łzy. Ledwo wypowiadałam słowa.
-Ani mnie.-gwałtownie się odwróciłam gdy usłyszałam głos jakiejś kobiety. Ujrzałam zapłakaną mame Jasia. Podeszła bliżej i bez słowa się we mnie wtuliła. Najwyraźniej tego potrzebowała, ja też. Widziałam w jej oczach smutek i przerażenie spowodowane stanem Jasia. Te rurki i urządzenia najwyraźniej nie przerażały tylko mnie.
-Pięknie to powiedziałaś. Ja też ci dziękuję za to, że z nami jesteś.-zwróciła się do mnie po czym ocierając łzy spojrzała na Jasia. Nabrała do ust powietrza i powiedziała coś czego się zupełnie nie spodziewałam.
-Twój tata nieżyje.-powiedziała szybko na jedym tchu. Do moich oczu napłynęły łzy. Po chwili przerodziło się to w cichy płacz. Nie znałam go bardzo dobrze, ale to człowiek, który dał mi dom, rodzinę, ciepło. To mi wystarczyło, by uznać go za dobrego człowieka. Nagle po pomieszczeniu rozległo się szybkie i głośne pikanie jednego z urządzeń. Wpadłam w panike i histerie. Nie wiedziałam co robić. Mama Janka chociaż zachowała spokój i już miała biec po jakiegoś lekarza gdy nagle do sali wbiegł jeden z nich i nas wyprosił, a sam zwołał innych pracowników szpitala.
Siedziałyśmy w ciszy na korytarzu. Jedynie co jakiś czas słychać było moje pociąganie od płaczu nosem. Każda minuta była długa jak godzina. Czas się niesamowicie przeciągał. To okropne uczucie, ten czas oczekiwania aż lekarz wyjdzie i cokolwiek powie. Najgorsze jest to, że nie wiem co tam się teraz dzieje. Gdy usłyszałam czyjeś kroki podniosłam głowę z nadzieją, że to lekarz z dobrymi wiadomościami. Rozczarowałam się gdy zamiast niego ujrzałam Martynę. Usiadła koło mnie i mocno przytuliła. Z jej oczu poleciały łzy.
-Wiesz?-wystękałam. Miałam na myśli śmierć jej ojca.
-Wiem.-szpnęła zapewne domyślając się o co mi chodzi.
Nagle drzwi od sali, na którą przewieźli Jaśka otworzyły się. Już w progu poznałam lekarza. Podszedł bliżej i próbował coś powiedzieć. Miał minę, zachowywał się jakby ktoś...umarł...
___________________________________________________________
Hey! Mamy nowy, taki smutny rozdział. Jak sobie to wszystko wyobrażam... Nie chciałabym być na miejscu Oli. :/ Jeśli chcecie dowiedzieć się co się stanie dalej komentujcie, a pojawi się następny rozdział! ;)
Ask:
ask.fm/ralinaska
On ma przeżyć! Rozdział super 💜
OdpowiedzUsuńBłagam zrób żeby przeżył <3
OdpowiedzUsuńJeju nie zabijaj go! On ma żyć! Ja cały czas mam w głowie ten długi pisk aparatury jak ktoś umieta :'c
OdpowiedzUsuńMasz mi tu nie usmiercac Janka!!!
OdpowiedzUsuńRozdzial SUPER!
O bosheee :( na te słowa ze jego tata nie żyje ... Zatkalo mnie i poczułam jakby moje serce w coś mocno uderzyło :o genialne !! :*
OdpowiedzUsuńSuper 8)
OdpowiedzUsuń