środa, 6 maja 2015

Rozdział 27

"Nagle drzwi od sali, na którą przewieźli Jaśka otworzyły się. Już w progu poznałam lekarza. Podszedł bliżej i próbował coś powiedzieć. Miał minę, zachowywał się jakby ktoś...umarł..."

Wypałałam wzrokiem dziurę w twarzy lekarza, oczekując na jakąkolwiek reakcję z jego strony.
-Co jest do cholery?-warknęłam na lekarza, nie potrafiąc już opanować emocji. Mama Janka spojrzała na mnie nie dowierzając. Nie dziwię się jej. To nie w moim stylu tak się odzywać, ale to napięcie, emocje. Poprawiłam ręką włosy, czując się głupio.
-Przepraszam.-szepnęłam patrząc raz na lekarza, raz na mame Janka i jego siostrę.
-Nic się nie stało. Rozumiem. Denerwuje się pani, ale nie ma do tego powodów.-powiedział lekarz delikatnie się uśmiechając.
-Czyli? Jasiu żyje, prawda?-wyjąkała Martyna z iskrą nadziei w oczach. Dobrze wszyscy wiedzieliśmy, że tak będzie. A przynajmniej ja nie przyjmowałam do siebie innego przebiegu zdarzeń.
-Tak. Nie było łatwo, ale się udało. Stan pana Jana jest już stabilny, ale nie zmienia to faktu, że musi być pod stałą kontrolą lekarzy.-odetchnęłam z ulgą na dobre wieści. Usiadłam na jednym z krzesełek, łapiąc się za głowę.
-Boże...ale pan mnie przestraszył. Jak wyszedł pan z tej sali to wyglądł tak, jakby stało się najgorsze.-mężczyzna zaczął się cicho śmiać. Nie rozumiem lekarzy...
-Przepraszam. To tylko zmęczenie. Tak jak wspomniałem nie było łatwo.-zaśmiał się, jednak szybko z powrotem z poważniał.

*2 dni później*

-Witaj skarbie. Przyniosłam ci twoją ulubioną książkę. Jak się obudzisz to poczytasz. Chyba, że ja mam ci poczytać.-zwróciłam się do chłopaka "przykłutego" do łóżka, wchodząc do sali szpitalnej. Martyna próbuje wmówić mi, że robie z siebie idiotkę gadając sama do siebie. Ale ja nie gadam sama do siebie, tylko do Jasia. Ja wiem, że on mnie słucha. I że "rozmowa" pomoże mu się szybciej wybudzić. Bo niby dlaczego jego stan się wtedy pogorszył, jak nie dlatego, że się dowiedział o śmierci ojca? Żałuję tylko, że nie mógł być z nami na pogrzebie. Piękna, a zarazem smutna uroczystość. Miał naprawdę godny podziwu pogrzeb.

Usiadłam na taborecie przy łóżku, otwierając książkę i ją czytając. Nieźle się w nią wciągnęłam, gdyż czytałam prawie godzinę. Gardło mi na dłużej nie pozwoliło, bo oczywiście czytałam na głos. Zamknęłam książkę, wstałam i zaczęłam się rozglądać za moją torebke. Przeleciałam wzrokiem przez każdy kąt sali i Jasia mrugającego oczami. Właśnie! Jasia mrugającego oczami! Trochę mi zajęło zanim sobie to uświadomiłam. Z powrotem usiadłam  a krześle, kładąc swoją dłoń na jego.
-Tęskniłam.-powiedziałam przez łzy szczęścia. Zauważyłam, że Jasiek próbował coś powiedzieć, ale nie bardzo mu to wychodziło. Zresztą się nie dziwie.
-Nic nie mów. Odpoczywaj.-uśmiechnęłam się pod nosem, a z moich oczu wypłynął strumień łez. Posiedziałam jeszcze chwilkę i wyszłam na korytarz, by zawołać lekarza. Biegłam najszybciej jak mogłam. Nie chciałam, by Jaś był długo sam. Moja niezdarność ukazała się akurat w najmniej odpowiednim momencie. Potknęłam się o własne nogi i poleciałam na idącego na przeciw chłopaka. Przyznam, że miałam miękkie lądowanie. Niestety on nie. Podniosłam się szybko i odbiegłam rzucając szybkie "sory". Chłopak nawet nie zdążył wstać z podłogi więc nie wiem czy mu się coś stało czy nie. A jak już to jest w szpitalu, ma tu wielu dobrych lekarzy. Którym zawdzięczam życie Janka.

-Olcia chodź do domu. Nie możesz tu wiecznie siedzieć.-zauważyłam mama Janka, która przyszła do szpitala około godzinę po jego przebudzniu się.
-A właśnie, że mogę. Przepraszam, ale teraz nie zostawię go samego. Nie teraz gdy się obudził. Muszę być przy nim.
-No już dobrze. Pozwól, że ja pójdę. Jutro trzeba wrócić do pracy. W końcu ktoś w tym domu musi zarabiać.
-Oczywiście. I obiecuję, że niedługo znajdę prace i pomogę.
-Nie, nie trzeba. Nie chciałam byś tego tak odebrała.

Gdy kobieta opuściła szpital, usiadłam w holu na krzesełku pozostając sama ze swoimi myślami. Jak my teraz sobie poradzimy? Co teraz będzie? Na pewno nie wyprowadzimy się teraz. Musimy pomóc mamie Jaśka. I tak nieźle zniosła śmierć męża. Z rozmyśleń wyrwał mnie dotyk czyjejś ręki na ramieniu. Nerwowo się odwróciłam i ujrzałam...
______________________________________________________________
Hejo! Takie krótkie info:
W maju rozdziały będą mniej więcej co 2-3 dni. A w przyszłym tygodniu rozdziału niestety w ogóle nie będzie. Wybaczcie, ale mam tygodniową wycieczke klasową do Warszawy. Piszcie w komentarzach..yy..no..co tam chcecie :")
Ask: ask.fm/ralinaska

7 komentarzy:

  1. Kocham <3 Ja już chcę następny. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wracaj szybko z tej wycieczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wróciłam! Ale rozdział dopiero jutro. Teraz idę spać. Jestem mega zmęczona.

      Usuń
  3. Chcę następny twoje opowiadanie jest Super!!. Wiem jestem chamska, ale się zareklamuję, jakoś mało osób czyta mojego bloga i komentuje, nie wiem czy pisać dalej czy nie sami oceńcie. http://kochamciejas.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo ♥ Z chęcią zajrzę do Ciebie i poczytam! A jeśli uważasz, że mało osób to czyta to się nie poddawaj tylko walcz! Przekonaj do siebie ludzi, wypromuj bloga :) Mojego też nie czyta dużo osób, ale ciesze się z tego co mam ♥

      Usuń
  4. Chcę następny twoje opowiadanie jest Super!!. Wiem jestem chamska, ale się zareklamuję, jakoś mało osób czyta mojego bloga i komentuje, nie wiem czy pisać dalej czy nie sami oceńcie. http://kochamciejas.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń