czwartek, 23 kwietnia 2015

Rozdział 25

"-Pan Jan jest w bardzo ciężkim stanie. Znaleźliśmy go w rowie tuż obok miejsca wypadku. Długo tam leżał ranny, bez pomocy przez co też jego temperatura ciała sporo spadła. Teraz musimy zadbać o to, by doprowadzić go do stanu stabilnego. Robimy wszystko co w naszej mocy. Miejmy nadzieję, że będzie dobrze. Niech się pani nie martwi. Zajmiemy się nim.-lekarz wyszedł z sali, a z moich oczu ponownie wylał się strumień łez. Przed chwilą były to łzy szczęścia, teraz jednak są to łzy smutku."

Minęły już dwa dni. Dwa dni smutku, z każdą nadchodzącą chwilą coraz większego. Ja niedługo dostanę wypis ze szpitala, a Jaś? Jaś śpi... Śpi całymi dniami i nocami. A ja teraz marzę tylko o tym, by się obudził. Obudził i mnie przytulił. Potrzebuję jego ciepła, jego miłości, potrzebuję po prostu jego obecności. Nagle drzwi od sali się otworzyły. Nie zwróciłam na to uwagi. Byłam pewna, że to lekarz z kolejnymi złymy informacjami.
-Cześć.-usłyszałam męski znany mi głos. Nie był to jednak żaden z lekarzy. Podniosłam głowę i ujrzałam Filipa. Zupełnie się jego nie spodziewałam. Nigdy bym nie pomyślała, że przyjdzie do mnie do szpitala. Zresztą skąd on wie o moim pobycie tutaj? Od dawna nie utrzymujemy ze sobą kontaktów.
-Czego chcesz?-fuknęłam w jego stronę. Ja nie zapominam tak szybko o takich ludziach. Zaufałam mu, a on mnie zranił.
-Możemy porozmawiać?-stał w miejscu z rękami założonymi do tyłu. Patrzył się tak, że pomimo niechęci, którą do niego czułam musiałam się zgodzić.
-Jeśli to konieczne?-odwróciłam głowę w drugą stronę. Słyszałam jedynie jego coraz głośniejsze kroki. Oznaczało to, że podszedł bliżej. Chwilę później do moich uszu dobiegł odgłos przesuwającego się krzesła.
-Słyszałem, że jesteście z Jankiem parą, to prawda?-zaczął niepewnie. Zazwyczaj był odważny i pewny siebie. Dzisiaj był jednak inny. Nie wiem do czego tym zmierzał. Jaki cel ma to pytanie i skąd o tym wie? Odwróciłam się do niego i posłałam dość dziwne spojrzenie marszcząc przy tym brwi. Moją uwagę przykuł bukiet pięknych, czerwonych róż. Przeniosłam wzrok ponownie na chłopaka i powiedziałam całą prawdę z dumą w głosie.
-Tak, to prawda.-siedział przez chwilę cicho jakby zastanawiał się co powiedzieć.
-Ale my jesteśmy nadal przyjaciółmi. Nic się nie zmieniło?
-Dokładnie, nic się nie zmieniło. Nigdy nie byliśmy ani nie jesteśmy przyjaciółmi.-powiedziałam z wyrzutem w głosie. Sarkastycznie się uśmiechnęłam i odwróciłam do chłopaka plecami.
-Ale...jak to? Ja cię za wszystko przepraszam. Wszystko mogę naprawić, ale proszę nie zostawiaj mnie samego.
-Całe życie byłeś sam. I dawałeś sobie rade, o ile można to tak nazwać.-burknęłam pod nosem.
-Nie dawałem. Zachowywałem się tak właśnie przez tą samotność. Ale teraz się zmieniłem. Dzięki tobie wiele zrozumiałem i dotarło do mnie co robiłem. Proszę cię, wybacz mi. Pomogłem ci gdy uciekałaś od Jana, teraz ty mi pomóż.-ostatnie zdanie nie było potrzebne. Tylko mnie bardziej rozzłościł. Będzie mi teraz wytykał "swoją dobroć"? Nagle drzwi się otworzyły. Odwróciłam się, by zobaczyć kogo tutaj niesie. Już w progu poznałam Martynę. Miała ze sobą dwie spore siatki. Tak jak bym miała tu jeszcze miesiąc leżeć.
-Hej Olcia. Przyniosłam ci trochę owoców, warzyw, jogurt i...-wymieniała wszystko pokolei kładąc produkty na półce gdy nagle się zatrzymała. Stała jak słup soli i wpatrywała się w Filipa.-Co ty tu gnoju robisz? Jeszcze ci mało? Wystarczy, że mi w życiu namieszałeś! Spieprzaj stąd!-zaczęła krzyczceć, a ja nie miałam pojęcia o co chodzi. Przecież Martyna nie wie o historii z Filipem. I jej słowa "Wystarczy, że mi w życiu namieszałeś".
Ale ja...-próbował się bronić, lecz na marne. Martyna to silna i odważna kobieta. Jak się wkurzy to nie jest z nią łatwo. Po tym jaka była wściekła wiedziałam, że mu nie odpuści.
-Wynoś się!-krzykneła wskazując ręką na drzwi.
-Znasz go?-zapytałam gdy chłopak wyszedł z sali.
-Znam.-odpowiedziała nerwowo. To pewne, że coś jest nie tak. Gdy go zobaczyła wpadła w jakąś furie. Nigdy jej takiej nie widziałam.
-Skąd?
-Kiedyś ci opowiem. To długa historia, a ty teraz potrzebujesz odpoczynku, a nie żalącej się mnie.
-Nie mów tak. Jak chcesz możemy teraz o tym porozmawiać. Mam czas, przecież nigdzie się stąd nie rusze. A znam go ze szkoły. Chodziliśmy do jednej klasy.
-Uważaj na niego. Proszę lepiej się z nim nie zadawaj. Nie chcę, by ktoś cię skrzywdził.-w jej oczach łatwo było dostrzec łzy. Widzę, że nie jest to dla niej łatwe więc nie będę naciskać. Opowie mi o tym jak będzie chciała. Postanowiłam też nie wchodzić w szczegóły znajomości mojej i Filipa. Znajomi ze szkoły-teraz to wystarczy.
________________________________________________________________
Eloo! Po dłuższej przerwie mamy kolejny rozdział ^^ I obiecuję, że teraz będą już REGULARNIE i DŁUŻSZE!! :)) (ten rozdział się jeszcze zalicza do tych krótszych :<< )
Zapraszam na aska ;) ask.fm/ralinaska

3 komentarze: