"-Co się stało? Znowu pożar?-spojrzałam na Jasia, który bacznie mi się przyglądał oczekując odpowiedź. Widziałam jaki był spięty i zdenerwowany. Zresztą się nie dziwię. Patrzyłam na niego przez dłuższy czas nie odpowiadając gdy nagle uświadomiłam sobie, że Janek nie zwraca uwagi na drogę.
-Jasieek! Patrz na drogę!!-chłopak szybko odwrócił głowę w kierunku jezdni. Nagle zobaczyłam jak chłopak wylatuje przez przednią szybę, a sama poczułam przeszywający ból w kręgosłupie. Chwilę później nie czułam już nic..."
Otworzyłam oczy. Szybko jednak je z powrotem zamknęłam. Oślepiła mnie panująca w okół biel. Nie długo zajęło mi przyzwyczajenie się do otoczenia. Rozejrzałam się dookoła. Byłam sama w niedużej z białymu ścianami i meblami sali. Czy tak właśnie jest w niebie? Zaczęłam rozmyślać próbując ustalić miejsce mojego pobytu. Moje przemyślenia przerwała postać w białym fartuchu z jakąś teczką w ręce.
-Anioł.-wyszeptałam, a osoba stojąca przede mną zaczęła się śmiać.
-Spokojnie, nie jestem aniołem tylko lekarzem. Jesteśmy na ziemii.-powiedział mężczyzna uśmiechając się. Wtedy zaczęło powoli wszystko do mnie docierać. Sama z siebie śmiałam się w duszy gdy uświadomiłam sobie, że wzięłam lekarza za anioła. Czyli jeszcze żyję. To dobrze, mam przecież dla kogo. Mam Jasia i dla niego muszę żyć. Właśnie! Jasia, gdzie Jasiek?!
-Jasiek!-krzyknęłam podnosząc się do pozycji siedzącej, nie zważając na ból.
-Spokojnie, proszę leżeć! Nie może pani wstawać!-zwrócił mi uwagę lekarz i wskazał ręką na poduszki, bym się położyła.
-Ale...Jasiu...-westchnęłam cicho.
-Jaki Jasiu? To może ten pan co czeka na korytarzu? Zawołać go?
-Tak, poproszę!-skoro czeka na korytarzu to nic poważnego mu się nie stało. Ale przecież...gdy przypominam powoli sobie cały przebieg zdarzeń... To było straszne, wyleciał przez przednią szybe... Moje serce zabiło szybciej, czekałam aż zobacze Janka. Całego i zdrowego! Nagle drzwi od pomieszczenia się otworzyły. Przeniosłam na nie wzrok i ujrzałam nie Janka, lecz jego brata, Huberta. Do moich oczu napłynęły łzy. Gdzie jest Jasiek? Może w innym szpitalu? Po chwili mój cichy płacz przerodził się w głośny szloch.
-Mała, co się stało?-nienawidziłam gdy tak na mnie mówił. Ale teraz to się nie liczy. Najważniejsze teraz jest dla mnie, by się dowiedzieć co z moim chłopakiem. Po chwili do pomieszczenia wbiegła pielęgniarka, która najwyraźniej usłyszała mój płacz.
-Co pan jej zrobił?!-powiedziała podniosłym tonem do Huberta. Ten otworzył szeroko oczy i wzruszył ramionami.
-Nie wiem. To nie ja.-pięlęgniarka spojrzała się na niego po czym podeszła do mnie.
-Coś się stało pani Aniu?-zapytała z troską w głosie. Widać, że dobra z niej kobieta. Troszczy się o mnie, pomimo że mnie nie zna.
-Jasiu, mój chłopak. Gdzie on jest?
-To nie jest ten chłopak?-wskazała ręką na Huberta.
-Nie, ja jestem jego bratem.-wtrącił podchodząc do nas.
-Jan Dąbrowski. Może się pani dowiedzieć czy ktoś taki został przyjęty na izbę?-zwróciłam się do kobiety.
-Jak to? Dlaczego mieliby go tu przyjmować?-pielęgniarka otworzyła szerzej oczy patrząc na mnie pytająco. Zresztą tak samo jak Hubert.
-Jechaliśmy, on prowadził. Wyleciał przez przednią szybe...-dopiero co się uspokoiłam, a znów z moich oczu wyleciał strumień łez.
-Czyli ktoś z panią jechał?-powiedziała głośniej podnosząc się z krzesła.
-Tak, Janek.-wyszlochałam. To strasznie dziwne. Czemu myślą, że jechałam sama? Nic z tego nie rozumiem.
-To bardzo ważne! Dobrze, że pani o wszystkim powiedziała!-wybiegłam z sali tak szybko jakby się paliło. Co to oznacza? Że Jaśka tam ze mną nie było? A może go tam zostawili? Przeniosłam wzrok na Huberta. Stał w jednym miejscu i się nie ruszał. Był blady jak ściana. Nagle do sali wbiegł lekarz, a za nim Martyna.
-Proszę się nie martwić. Znajdziemy go.-powiedział lekarz.
-Jak to znajdziemy?! Gdzie on jest?-przez moje ciało przeszedł dreszcz. Znajdą go? Czyli on zaginął? Muszą go szukać?
-Doszły do nas informacje, że ktoś z panią jechał.-stwierdził lekarz.
-Tak, to prawda.
-Niestety na miejscu wypadku znaleźliśmy tylko panią.
-Tylko mnie? Ale...-mężczyzna nie pozwolił mi już skończyć.
-Mówiłem, by pani się nie martwiła. Wszystko będzie dobrze. Wysłaliśmy już tam odpowiednie służby.-z moich oczu wypłynęła kolejna fala łez.
_____________________________________________________________
Hey hey! Mamy kolejny rozdział! :) Przepraszam, że tyle musieliście na niego czekać. Może uda mi się dziś napisać kolejny, ale nie obiecuję. I dziękuję za ponad 10 tysięcy wyświetleń!♥♥♥Tyle na to czekałam :) Dziękuję też za aktywność pod poprzednim rozdziałem! Jesteście wspaniali! :* ♥
Wbijajcie na aska :D ask.fm/ralinaska
Mam nadzieję, że Jaśkowi nic nie jest.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział z niecierpliwością! ♡
Mam nadzieję, że Jaśkowi nic nie jest.
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny rozdział z niecierpliwością! ♡
Ej ... ! KOCHAM TO ale ja km się z Jasiem coś stanie to ... sie .... wsciekne!!! Hihih ♡♥
OdpowiedzUsuńOo dziękuję bardzo! ♥
OdpowiedzUsuń