niedziela, 12 kwietnia 2015

Rozdział 22

"Znajdowaliśmy się w ładnym, dużym i nowocześnie urządzonym mieszkaniu. Nic z tego nie rozumiałam.
-Jaasiek? Gdzie my jesteśmy?
-W moim nowym domu.-powiedział z dumą i zachwytem w głosie, a mnie zatkało. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam.
-Wy...wyprowadzasz się?"

-Wy...wrowadzasz się?-ledwo wydukałam. Poczułam jak łzy mi napływają do oczu. Dopiero co go zdobyłam. I już mam go stracić?
-Nie. WyprowadzaMY się!-odpowiedział podkreślając cząstke "-my". Przez chwilę stałam w bezruchu próbując ogarnąć jego słowa. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że kupił to mieszkanie dla nas. Łzy smutku zmieniły się w łzy szczęścia.
-Naprawdę? Gdzie my jesteśmy?-wydusiłam te słowa przez łzy.
-Tak, naprawdę. A jesteśmy w Krakowie. Wspominałaś, że zawsze chciałaś tu zamieszkać.-uśmiechnął się szeroko, a ja nie dowierzając w jego słowa rzuciłam się mu na szyję. Teraz już ryczałam jak nigdy. Nie wierzę, że ktoś kupił mieszkanie w moim wymarzonym mieście specjalnie, by tam ze mną zamieszkać.
-Chodź! Oprowadzę cię!-chwycił moją dłoń i pociągnął za sobą. Niesamowity dom. Duży, przestronny, ślicznie urządzony, a przede wszystkim nasz. Nasz wspólny, w którym stworzymy wspólnie ciepłe i przytulne miejsce. A przynajmniej mam taką nadzieję.

Usiadłam na skórzanej, kremowej kanapie w salonie, w którym za jakiś czas prawdopodobnie będę spędzać sporo czasu. Ciężko, by było inaczej skoro mam tu mieszkać. Jaś rozsiadł się koło mnie, a moją głowę zachrzątały myśli. Skąd on miał na to pieniądze? Przecież nie dawno rozmawialiśmy na ten temat i nie chciałabym powracać do takich tematów, ale chyba niestety muszę.
-O czym tak myślisz?-przerwał moje rozmyślanie dzięki czemu nadażyła mi się okazja, by się jego o to dopytać.
-Jasiu. A skąd ty miałeś na to pieniądze? Oboje przecież dobrze wiemy, że nie pracujesz.
-Eh... Tak myślałem, że w końcu o to spytasz. Nie chcę kłamać więc przyznam się, że zaciągnąłem kredyt.-westchnął, a ja wywróciłam oczami. Jakby nie miał mieszkania i mu się paliło do jego zakupu. Przyznam, że to wspaniały prezent i bardzo mi się podoba, ale mogliśmy najpierw sami na to zarobić. No ale trudno. Jakoś damy radę.
-No wiesz, jak już tu się wprowadzimy to poszukam pracy. Dlatego właśnie nie szukałem na razie jej w Legnicy.-powiedział, by wybrnąć jakoś z sytuacji.
-W takim razie powiedz mi kochany od jak dawna to planujesz? Skoro pracy nie szukałeś...
-Od dawna. Przecież w ciągu kilku dni nie załatwiłbym czegoś takiego.-uśmiechnął się szeroko, a ja się do niego przytuliłam.
-Dziękuję.-wyszeptałam.
-Nie dziękuj tylko leć do samochodu. Trzeba się pakować.-zaśmiał się i wstał z siedzenia trzymając mnie na rękach.
-Nie musiałeś z tego robić takiej tajemnicy. Przyjechalibyśmy wtedy od razu spakowani.-powiedziałam zeskakując na podłogę.
-Ale wtedy nie byłoby niespodzianki.-powiedział dumny najwyraźniej z siebie gdyż niespodzianka się udała. Zamknął drzwi od mieszkania i wsiedliśmy oboje do auta.

Tym razem mogłam spokojnie całą drogę przebyć bez opaski na oczach. Przed wyjazdem z miasta objechaliśmy go jeszcze dookoła. Zobaczyłam Wawel, niestety tylko przez szybę pojazdu. Zawsze chciałam znaleźć się w środku. Mam nadzieję, że teraz będę miała taką okazję. Gdy wjeżdżaliśmy już do Legnicy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu ujrzałam zdjęcie Martyny wraz z jej numerem. Oczywiście odebrałam.
-Cześć Martynko. My już dojeżdżamy do domu. A co u was?-zaczęłam rozmowę nie dając jej dojść do słowa.
-Pali się! Dom się pali!-usłyszałam zdyszany głos siostry Jasia.
-Coo? Co się pali?! Kurde, dzwoń po straż pożarną!-krzyknęłam do słuchawki. Wzrok Jasia automatycznie się na mnie przeniósł.
-Hubert już zadzwonił. Wracajcie jak najszybciej!
-Okej. Uważajcie na siebie, już jedziemy!-ponownie pod wpływem emocji krzyknęłam do słuchawki po czym się rozłączyłam.
-Co się stało? Znowu pożar?-spojrzałam na Jasia, który bacznie mi się przyglądał oczekując odpowiedź. Widziałam jaki był spięty i zdenerwowany. Zresztą się nie dziwię. Patrzyłam na niego przez dłuższy czas nie odpowiadając gdy nagle uświadomiłam sobie, że Janek nie zwraca uwagi na drogę.
-Jasieek! Patrz na drogę!!-chłopak szybko odwrócił głowę w kierunku jezdni. Nagle zobaczyłam jak chłopak wylatuje przez przednią szybę, a sama poczułam przeszywający ból w kręgosłupie. Chwilę później nie czułam już nic...
___________________________________________________________
I mamy kolejny tym razem nieco dramatyczny rozdział! :) Dziękuję za wszystkie komentarze pod postami i jeszcze raz zachęcam do komentowania!! To meega motywuje! :*
Wbijajcie też na aska ;) ask.fm/ralinaska ;D
Ps. Wiem, że krótki ale najważniejsze, że wogle jest ;) jutro dodam coś dłuższego :*

8 komentarzy:

  1. No niee.... im się nie może stać nic poważnego, rozumiemy się? No i w takim szczęśliwym momencie na głowy spada im pożar i ten.. wypadek. Źle to wygląda :// Mam nadzieję, że wyjdą z tego cało. do następnego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ło luju szo to sie dzieje ? ;O I musiałaś w takim momencie skończyć ? ;P Ty polsacie xD Masz mi tu wszystko ładnie naprawić bo oni mają żyć długo i szczęśliwie w nowym domu i mają być małe Jaśki ! :D Zrozumiano ? No mam taką nadzieje ;D Rozdział genialny, tylko szkoda że krótki ;) Życzę weny mordko ;* <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :* ♥ A z małymi Jaśkami się wstrzymajmy na razie :')

      Usuń
  3. Oboshe .. teraz wszyscy bd tam mieszkac?! Nieeee ... ale rozkrecasz sytuacje .. dwietragedie na raz O.o wwoww meeega ♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten koniec roztragiziował mi mózg. Dziekuje bardzo <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ prosze bardzo :* "roztiagiziował" jakie fajne słowo ;D Nowe do mojego słowniczka używanych wyrazów :') xD Dzięki! :* ♥

      Usuń
  5. TY NO WEZ!!!!JAK MOZESZ!?NIE DOSC ZE KONCZYC W TAKIM MOMENCIE TO JESZCZE W SZPITALU WYLĄDUJĄ -,-
    Ehhh nie mam sil do Ciebie...Ale zapraszam do nas:
    http://for-you-id-risk-it-all.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mam do siebie sił... ;c ale nic niestety na to nie poradze ;D Mnie się nie da zmienić :*

      Usuń