sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 18

"Wstała z miejsca i ruszyła wskazaną przeze mnie drogą. Ja zrobiłem to samo. Niestety moja niezdarność dała po sobie znaki. Wstając zwaliłem na podłogę torebke dziewczyny. Wysypały się z niej różne rzeczy. Podniosłem ją i zacząłem pakować do środka po kolei wszystkie jej rzeczy. Zatrzymałem się gdy w moich rękach znalazł się jej dowód. To co na nim zobaczyłem wstrząsnęło mną kompletnie..."

Z tego co zobaczyłem na jej dowodzie wynikało, że się nazywa Dominika Dąbrowska. Może to nie jej dowód? Spojrzałem na zdjęcie, ale ono niestety potwierdzało, źe to Karolina. No znaczy Dominika. Spakowałem reszte rzeczy do torebki, położyłem ją na kanapie, a dowód na stole. Tak jak mnie prosiła nalałem do szklanki soku i wróciłem do pokoju. Usiadłem i wyczekiwałem jej powrotu. Gdy się zbliżyła i zobaczyła swój dowód na stole cała się spieła i zdenerwowała. Stała tak w ciszy i patrzyła się raz na mnie, raz na dokument.
-Karolina. Albo Dominka. Możesz mi wytłumaczyć o co tu chodzi? Kim ty jesteś? Jak się naprawde nazywasz?-powiedziałem sfustrowany, ale i tak starałem się być spokojny. Nie chciałem nie potrzebnej awantury.
-Ja...ja jestem...Jestem twoją siostrą.-moją siostrą? Czy ja dobrze zrozumiałem? Mam drugą siostre? Nic z tego nie rozumiem? O co tu do cholery chodzi?!
-Jak to siostrą? Karolina wytłumacz mi to! Znaczy, Dominika.

Dziewczyna mi wszystko opowiedziała. Jest córką mojego taty. Czyli moją przyrodnią siostrą. Pierwsze co pomyślałem, że tata zdradził mame, ale zaprzeczyła. Powiedziała, że jej tata wcześniej był w małżeństwie z jej mamą. Niestety (albo stety) się rozwiedli. I potem tata poznał moją mame. Ciekawe tylko czy mama o tym wszystkim wie? Musi wiedzieć, bo przecież pisała w liście o Dominice. Ale to wszystko...czyli ja zakochałem się we własnej siostrze? Nie, nie no to nie może być prawda. Czemu ona od razu nie powiedziała kim jest? Czemu się ze mną umawiała?
-Okej, tylko czemu od razu mi tego nie powiedziałaś? Dlaczego to ukrywałaś? Wiesz ile ja przez to przeżyłem?
-Przepraszam. Jak zobaczyłam cię wtedy w sklepie to zamarłam. Nie wiem czemu, ale szybko wymyśliłam jakieś imię gdy się mnie o nie spytałeś. To był impuls. A potem już ciężko było wszystko odkręcić. Bałam się. Bałam się jak to przyjmiesz...
-A Martyna i Hubert o tobie wiedzą?
-Nie. Chyba nie. Gdy ty byłeś jeszcze małym dzieckiem to odwiedzałam tate. Potem wyjechałyśmy z mamą za granice i kontakt się urwał. Hubert może mnie pamiętać, ale na pewno nie tak dobrze. On jest chyba w moim wieku. To było już tak dawno... Ty leżałeś w łóżeczku, a Martyna raczkowała. Ja z Hubertem biegaliśmy po mieszkaniu i wrzucaliśmy tobie do kojca przeróżne znaleziska. Twoim rodzicom się to nie podobało, ale my i tak mieliśmy swoje zdanie. Byliśmy przecież jeszcze małymi dzieciakami. Cztery latka to nie dużo.
-Czyli masz 22 lata?
-Tak. A ty 18.

Między nami nastała cisza. Nie wiedziałem jak z nią rozmawiać pomimo, że wcześniej mieliśmy wiele wspólnych tematów. Wcześniej...gdy nie wiedziałem, że jesteśmy spokrewnieni. To naprawdę bardzo dziwne uczucie. Nawet nie pamiętam nic z tego co właśnie opowiedziała. Miałem przecież wtedy jakieś pare miesięcy. Niezręczną cisze przerwał odgłos stawianych stóp na schodach. Ujrzałem Ole. Oboje zaczęliśmy się jej uważnie przyglądać. Nie wiedziałem jak mam się zachować. Dominika pewnie też.
-Nie przeszkadzajcie sobie. Ja tylko idę do kuchni po sok.-uśmiechnęła się szeroko. W końcu ona nie wiedziała jeszcze o niczym.
-Ola! Zaczekaj. Musimy porozmawiać.

Wszystko jej opowiedzieliśmy. Była tak samo zaskoczona jak ja. Teraz mogliśmy już powiedzieć Dominice prawdę. Czyli, że Ola nie jest dziewczyną Huberta tylko moją współlokatorką. Chwilę jeszcze rozmawialiśmy. Dowiedzieliśmy się gdzie Dominika mieszka i trochę o tym jak żyje. Najgorzej to ona nie ma. Mieszka w niedużym mieszkaniu wraz z chłopakiem. Dobrze im się układa, oboje dobrze zarabiają, problemów żadnych nie mają. Potem Dominika wyszła, a ja z Olą zostaliśmy sami. Dłuższy czas siedzieliśmy w ciszy nie bardzo wiedząc co robić.
-I co teraz?-zapytała dziewczyna.
-Nic. A co ma być? Będzie teraz jak zawsze. To nic nie zmienia.
-Nie jest ci przykro? W końcu byłeś zakochany w Dominice.
-Ja nie byłem zakochany w Dominice. Tylko w Karolinie. Ona mnie oszukała. Zresztą to nie była miłość. Zwykłe zauroczenie. A powiedz mi lepiej czy nie dzwonił do ciebie Filip?
-Dzwonił. Wiele razy, ale nie odbierałam.-westchnęła, a ja się uśmiechnąłem. Niech on jeszcze raz zadzwoni, a osobiście go odwiedze. I nie będzie to miła wizyta.

Perspektywa Oli

Położyłam się do łóżka. Byłam już naprawdę bardzo zmęczona. To był kolejny ciężki dzień pełen niespodzianek. Skuliłam się pod kołdrą i próbowałam zasnąć. Jednak grzmoty i błyski za oknem na to mi nie pozwalały. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Wejdź.-wiedziałam, że to Jasiu. Bo któżby inny?
-Mogę dzisiaj z tobą spać? Boje się burzy.-wszedł do pomieszczenia zamykając za sobą drzwi i robiąc przy tym słodką minke.
-Niee. Idź do siebie. Chce spać.-mruknęłam zaspanym głosem. Udawałam, że mnie obudził.
-Prosze. Będę cichutko. Nawet nie zauważysz, że tu jestem.
-Okej, ale już nie marudź.

Poczułam jak łóżko ugina się pod jego ciężarem. Po chwili poczułam ciepłe ręce Jasia, które oplatały mnie w talii.
-Puść mnie.-zaczęłam marudzić.
-Mówiłem ci, że boje się burzy.
-Mówiłeś też, że nawet nie zauważę, że tu jesteś.
-Oj tam oj tam. Teraz ty nie marudź.
Odpuściłam już i w mgnieniu oka zasnęłam. Zmęczenie wygrało.

Wstałam koło godziny 8.00. Nie było już burzy. Wręcz przeciwnie, świeciało śłońce. Nie było też koło mnie Jasia. Wyciągnełam z szafy szare dresy i ruszyłam z nimi do łazienki. Ubrałam się, spięłam włosy w koka, umyłam zęby i ruszyłam na poszukiwania mojego przyjaciela. Zastałam go w kuchni przy patelni. Zawsze on robi śniadania. Jutro to ja wcześniej wstane i zrobię coś dobrego.
-Zostaw to. Jeszcze coś podpalisz.-zaśmiałam się.
-Ładne mi powitanie.-także się zaśmiał.
-No to co dzisiaj jemy?
-Tosty z serem i szynką.
-Mmm... Brzmi pysznie.
-Po śniadaniu jedziemy do miasta. Trzeba kupić nowy sprzęt.-powiedział Jasiek podając mi jedzenie.
-A masz na to kase?-zapytałam zdziwiona. Bo przecież pieniądze nie rosną na drzewie.
-O to się nie martw. To akurat nie problem.
-Skąd masz kase? Przecież ty nawet nie pracujesz.
-Powiedziałem mamie o tym pożarze.
-Była zła?
-Nie aż tak. I powiedziała, że przeleje mi na konto pieniądze. Stwierdziła, że i tak wcześniej czy później miała robić remont kuchni. To właśnie pieniądze na niego odłożone. Tylko prosiła byś pojechała ze mną, stwierdziła, że ja nie mam dobrego gustu i wybiore jakieś badziewne meble.

Godzine po śniadaniu wyjechaliśmy z domu. Pierwszym miejscem, do którego dotarliśmy było centrum handlowe. Chodziliśmy od sklepu do sklepu gdy nagle Janek się zatrzymał i stał nieruchomo wpatrując się w jeden obiekt...
__________________________________________________________
No i mamy już kolejny rozdział :) Zapraszam do komentowania, wyrażania swoich opini, tego co o tym blogu sądzicie. Coś Ci się nie podoba? Napisz! A ja postaram się coś z tym zrobić :)
Masz jakieś pytanie? Pytaj śmiało! :D ask.fm/ralinaska
I dzisiaj w tym wspaniałym dniu chciałabym Wam życzyć udanych świąt Wielkiej Nocy, mile spędzonego czasu z rodziną i czego tam tylko chcecie! ;D (Tak wiem... Nie jestem dobra w składaniu życzeń ;/ )

1 komentarz:

  1. Wiesz co?! Dzięki teraz mnie zżera ciekawosc !!! Hahahhaah czekam na nexta ♡

    OdpowiedzUsuń