piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział 17

"No to teraz mam dowody. Wszystko nagrane. Uśmiechnąłem się sam do siebie i zadowolony, że udało mi się jego sprowokować ruszyłem w stronę domu."

Wszedłem do mieszkania. Nikogo tam nie zastałem. Na blacie kuchennym, na którym zostawiłem kartke z wiadomością dla Oli leżały teraz dwie kartki. Jedna moja, a drugą najwyraźniej zostawiła Ola.

"Poszłam na spacer. Nie martw się, będę koło 18.00. Na obiad spaghetti. W lodówce masz makaron, odgrzej go w mikrofali, a na gazówce na pateli jest sos. Podgrzej go i gotowe. W razie czego dzwoń."

Kochana. Pomimo tego, że jest na mnie zła pomyślała o mnie i przygotowała mi obiad. Chwyciłem za telefon i wybrałem do niej numer. Po chwili namysłu zrezygnowałem. Przypomniały mi się nasze kłótnie, które w ostatnim czasie są codziennością. Ona uważa, że jest nadopiekuńczy więc jej udowodnie, że tak nie jest. Wyciągnąłem z lodówki makaron i nastawiłem na trzy minuty w mikrofali. Rozpaliłem ogień w gazówce i sos już się grzał. Usiadłem na kanapie i puściłem nagranie, które udało mi się zdobyć jako dowód świadczący o tym, że mówię prawde. Uważnie odsłuchałem całość i zaciekawiła mnie jedna rzecz. Gdy wspomniałem o Karolinie on nie miał pojęcia kto to. A gdy powiedziałem o dziewczynie z pod klatki, którą była Karolina to powiedział, że to jakaś Dominika. Nic z tego nie rozumiem. Albo coś tu jest nie tak albo jestem ślepy i to nie była Karola. Nie wiem, porozmawiam z nią o tym jak się spotkamy.

Perspektywa Oli

Zmęczona długim spacerem weszłam do mieszkania. Już w progu poczułam smród spalenizny i unoszący się z kuchni dym. Rzuciłam torebkę na podłoge i pobiegłam do pomieszczenia. Przeraziłam się gdy ujrzałam płonącą firanke. Co robić?! Gdzie jest Janek?! Zupełnie nie wiedząc co robie wpadłam do salonu. Uśmiechnęłam się pod nosem gdy ujrzałam słodko śpiącego Jasia na kanapie. Chwila moment...nie teraz czas na takie rzeczy! Szybko zaczęłam nim trząść, by go obudzić.
-Jasiek! Jasiek wstawaj! Pali sie!-wrzeszczałam i szarpałam nim we wszystkie strony świata.
-Co sie dzieje? Co sie pali?-mamrotał pod nosem zaspanym głosem, lecz gdy zobaczył dym dochodzący z kuchni raptownie się zerwał i tam podbiegł.

On na szczęście wiedział co robić. Kazał mi dzwonić po straż pożarną, a sam chwycił za gaśnice i zaczął gasić ogień. Strażacy przybyli na miejsce dość szybko i sprawnie ugasili pożar. Niestety i tak straty były wielkie. Gazówka, zmywarka, ściana, firanka, która była najpiękniejszą firanką jaką w życiu widziałam. Kupno tych wszystkich nowych sprzętów i malowanie ściany sporo będzie kosztować. No cóż...jakoś trzeba dalej żyć. Najważniejsze, że nic nikomu się nie stało. A to wszystko to wina Jasia. Biedaczek zasnął akurat gdy podgrzewał sos na patelni. I to właśnie on spowodował pożar.

Wyciągnęłam z szafy czystą piżame i ruszyłam w strone łazienki. Po drodze zaczepił mnie Jaś. Chciał porozmawiać, ale ja najpierw wolałam się umyć. Kazałam mu poczekać. Rozpuściłam włosy i weszłam do kabiny. Woda spływała po mnie, a ja odpływałam w zamyśleniu. Przytłaczają mnie już te wszystkie zdarzenia z ostatnich dni. Wiecznie jakieś kłótnie, kłopoty, problemy. Jak na mnie to już za wiele, przerasta mnie to wszystko. Stojąc tak pod prysznicem zupełnie straciłam poczucie czasu. Ocknęłam się dopiero gdy usłyszałam nawoływanie Jasia.
-Ola! Olka jesteś tam? Utopiłaś się czy co?
-Jestem jestem! Zaraz wychodze!-krzyknęłam i wyszłam z kabiny owijając się ręcznikiem. Dokładnie się wytarłam, ubrałam w piżame i wysuszyłam włosy. Wyszłam z pomieszczenia i pobiegłam do pokoju Jasia.
-Już jestem. Chciałeś porozmawiać?-zapytałam siadając na jego łóżku.
-Tak. Wcześniej przez to całe zamieszanie o tym wszystkim zapomniałem.-mówił bardzo poważnie, a potem podał mi do ręki telefon.-Posłuchaj.

Usłyszałam dialog dwóch mężczyzn. Jasia i Filipa. Wynikało z niego, że Janek mówił prawdę. A ja mu nie wierzyłam...
-Ja..Ja przepraszam. Przepraszam za to, że ci nie wierzyłam.-zwiesiłam głowe w dół, było mi wstyd za siebie.
-Nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina. Sam pewnie bym nie uwierzył gdybym był na twoim miejscu.-powiedział z uśmiechem na twarzy podnosząc mi naraz głowe do góry.
-Naprawdę? Nie jesteś na mnie zły?
-Naprawdę.-mówiąc to chwycił mnie w pasie i przeniósł na swoje kolana. Oboje patrzyliśmy się w ciszy na siebie.
-Jasiu. Muszę ci coś powiedzieć.-powiedziałam całkiem poważnie.
-Tak?
-Ja...Ja ide już spać.-rzuciłam w niego podużką, która leżała tuż obok mnie i śmiejąc się wybiegłam z pokoju. Mina Janka bezcenna...Był taki zdezorientowany. Najwyraźniej nie tego się spodziewał. Wróciłam do swojego pokoju, położyłam się i w mgnieniu oka zasnęłam.

Obudziłam się tradycyjnie późno. Zeszłam na dół jeszcze w piżamie i roztrzepana. Już na schodach poczułam cudny zapach dochodzący z kuchni. Tym razem to nie była spalenizna. Weszłam do kuchni i powitałam Jasia uśmiechem. Odkąd wszystko się wyjaśniło nasze relacje polepszyły się. Usiadłam przy stole, a Janek podał mi przepyszne pancakes z nutellą i sokiem mailnowym. Jak on dobrze wie co ja kocham.
-Jak się spało?-zapytał siadając na przeciwko mnie.
-Nawet dobrze. A tobie?
-Też. Bo śniłaś mi się.
-Tak? Ciekawe. A powiedz lepiej co u tej twojej Karoliny.
-Karolina! O kurde, Karolina!-zaczął nerwowo wymachiwać ręakmi.
-Co ci? Coś się stało?
-Niee. Znaczy tak. Byłem z nią wczoraj umówiony. I zapomniałem. Pewnie czekała na mnie, a ja nie przyszedłem.
-Nie martw się. Wykręcisz się pożarem.-mrugnęłam do niego oczkiem i wstałam od stołu. Poszłam do łazienki, by się ubrać, a Jasia zostawiłam samego w kuchni. Niech się na coś przyda i posprząta po śniadaniu.

Perspektywa Jasia

Ola odeszła od stołu, a ja pozbierałem i zmyłem talerze. Potem zadzwoniłem do Karoliny. Musiałem ją przeprosić. Odebrała już po pierwszym sygnale. Okazało się, że nie była na mnie zła. Umówiliśmy się, że za dwadzieścia minut spotkamy się w parku i przyjdziemy potem do mnie. Tym razem obiecałem, że dotrę na miejsce. Wyszykowałem się, pożegnałem z Olą i wyszedłem z mieszkania. Na miejsce dotarłem w ciągu dziesięciu minut. Karolina już tam na mnie czekała. Ale ze mnie debil! Nie kupiłem żadnych kwiatów ani nic na przeprosiny...No cóż. Jakoś to przeżyję. Po drodze do mojego domu opowiedziałem jej dokładnie co się wczoraj stało i co było "powodem" mojego nie zjawienia się na spotkaniu. No bo przecież nie mogłem jej powiedzieć, że po prostu zapomniałem. Gdy dotarliśmy na miejsce przedstawiłem sobie dziewczyny. Ola musiała oczywiście odstawić jakąś szkopke i powiedziała, że jest dziewczyną mojego brata. No ale może i nawet dobrze? Bo chyba rzadnej dziewczynie nie spodobało, by się to, że chłopak, z którym sie umawia mieszka z jakąś inną. Oprowadziłem Karole po mieszkaniu, a potem razem usiedliśmy na kanapie w salonie.
-Zrobić ci coś do pica?
-Tak, pewnie. Jakiś zwykły sok poproszę. A gdzie tu jest łazienka?
-Wyjdź na hol i tam drzwi po prawej.
-Okej, dzięki.

Wstała z miejsca i ruszyła wskazaną przeze mnie drogą. Ja zrobiłem to samo. Niestety moja niezdarność dała po sobie znaki. Wstając zwaliłem na podłogę torebke dziewczyny. Wysypały się z niej różne rzeczy. Podniosłem ją i zacząłem pakować do środka po kolei wszystkie jej rzeczy. Zatrzymałem się gdy w moich rękach znalazł się jej dowód. To co na nim zobaczyłem wstrząsnęło mną kompletnie...
______________________________________________________
Hej! Witajcie! Przepraszam za to, że ostatnio tak rzadko dodaje rozdziały ;c W zamian za to postarałam się dzisiaj napisać nie co dłuższy rozdział :)
Podoba się? ^^
Zostaw po sobie ślad! Skomentuj! Napisz co sądzisz o tym rozdziale! ;D
W razie pytań śmiało pytaj! :D ask.fm/ralinaska

2 komentarze: